Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

26 sierpnia załoga pancernika „Świętej Pamięci Prezydent Profesor Lech Kaczyński” rzuci cumy na nabrzeże kanału portowego we Freie Stadt Danzig, dwieście metrów od półwyspu Westerplatte. Dowódca okrętu, admirał Mariusz Błaszczak, osławiony niedawną największą defiladą wojskową w Europie, uklęknie na rufie, żeby Bogu Wszechmogącemu i Najświętszej Panience podziękować za szczęśliwy rejs. Potem wstanie z kolan i dłonią w białej rękawiczce wskaże jemu tylko znany punkt.

– To jest nasz cel – powie, a jego ordynans bezmyślnie pokiwa głową.

***

W tym samym czasie ukryty w wieży strzelniczej pfadfinderführer Paul von Adamowitz, dowódca dwustuosobowej załogi garnizonu skautów, spojrzy przez lornetkę na polski pancernik.

– Polnische Schweine – powie do swoich zastępców, którzy poczują, że coś się święci.

***

„Świętej Pamięci Prezydent Profesor Lech Kaczyński” przypłynie do Wolnego Miasta z wizytą kurtuazyjną, ale admirał Błaszczak będzie pogardzał kurtuazją. Jego misja będzie jasna jak słońce: upokorzyć szwabów i na chwałę wielkiego narodu polskiego odczytać apel smoleński. Takie rozkazy będą przekazane z kwatery głównej przy Nowogrodzkiej w Warszawie w zalakowanej kopercie.

***

Von Adamowitz też będzie miał rozkazy, które sam sobie wyda: uniemożliwić Polakom odczytanie apelu smoleńskiego. Apele na Westerplatte mogą wygłaszać tylko niemieccy skauci.

– Polnische Schweine – powtórzy dowódca garnizonu, a jego zastępcy wyjmą finki, żeby podkreślić wagę słów przełożonego.

***

1 września o czwartej rano załoga garnizonu Westerplatte stanie karnie w dwuszeregu. Pfadfinderführer von Adamowitz przejdzie wzdłuż kolumny, każdemu skautowi patrząc w oczy. Raz czy dwa uderzy szpicrutą w swoje wyglansowane pionierki. Następnie podejdzie do mikrofonu i powie: – Eins, zwei, drei, Mikrofon Test.

Jego głos, wzmocniony przez czterystuwatowe głośniki, zabrzmi w porannej ciszy mocno i pewnie.

***

Wpół do piątej wszystko na polskim okręcie będzie gotowe. Sześć kolumn głośnikowych o mocy siedemnastu tysięcy watów każda będzie wycelowanych w półwysep. Gdy popłynie z nich dźwięk, będzie tak potężny, że z gałęzi pospadają wszystkie ptaki.

Admirał Błaszczak w myślach rozpocznie odliczanie. Podejdzie komandor, zamelduje się i zapyta: – Zaczynamy od hymnu?

Błaszczak przytaknie.

***

Za kwadrans piąta von Adamowitz ponownie podejdzie do mikrofonu i otworzy usta, aby powitać przybyłych na uroczystość.

***

Błaszczak zawoła: – Ognia!

***

Mazurek Dąbrowskiego spadnie na Westerplatte jak grzmot. Niemieccy skauci zachwieją się i upadną, nawet nie próbując zatkać sobie uszu. Upadnie też von Adamowitz. Zanim straci przytomność, zdąży pomyśleć o niezwyciężonej potędze oręża polskiego.

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.