Motto tygodnia: Suweren to czuje – Duda dla picu wetuje.

– Panie sędzio, panie sędzio… – Dziennikarz wypatrzył w tłumie plażowiczów Mariusza Muszyńskiego, wyciągnął w jego stronę mikrofon, a kamerzysta wycelował weń obiektyw.

Ale to nie był Muszyński. Nie miał postury niedźwiedzia grizzly ani wyrazu twarzy pijanego leniwca trójpalczastego. To była dziewczynka z warkoczykami.

 

***

Nie jestem sędzią, kretynie – pomyślała dziewczynka z warkoczykami, w którą zmienił się agent Muszyński, pseudonim Arcykapłan. Wyznaczywszy sobie drogę przez parawany za pomocą laserowego teodolitu, opuścił plażę, usiadł przy stoliku w nadmorskim barze i warknął do kelnera głosem Johna Wayne’a: – Piwo.

– Nieletnich nie obsługu… – odparł kelner, a widząc, że dziewczynka ściąga maskę, pod którą kryła się twarz pijanego leniwca trójpalczastego, zmienił zdanie i powiedział: – Oczywiście, proszę pana.

Pierdolone pismaki – pomyślał „Arcykapłan” – nie mają pojęcia, o co idzie gra. Myślą, durnie, że po prostu chcę zostać przewodniczącym Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Gdyby tak było, już dawno bym nim został.

Wyjął tablet, włączył szyfrowaną aplikację i patrząc na schemat zadań napisanych cyrylicą, któryś już raz zachwycił się misternym planem, który wymyślił jeden ze zleceniodawców Muszyńskiego. Zleceniodawca ze wschodu. Rozkaz był skomplikowany, niewykonalny dla większości agentów, ale nie dla „Arcykapłana”. On był najlepszy.

 

***

– Co robimy z Muszyńskim? – zapytał prezes.

– Nic… – odpowiedział Mariusz Kamiński, minister koordynator służb specjalnych w gabinecie młodego Morawieckiego. – Dajmy mu działać.

Prezes pokiwał głową. Ostatnio coraz częściej zgadzał się ze swoimi ludźmi. Nie miał siły z nimi dyskutować.

Po wyjściu z domu prezesa Kaczyńskiego Kamiński ściągnął maskę i nie był już łysiejącym kurduplem w okularach i o szczurzym wyrazie twarzy, lecz wysokim blondynem z trzydniowym zarostem. Wyjął telefon satelitarny, wybrał numer, a gdy połączył się z „Arcykapłanem”, powiedział: – Die Aktion muss schneller ablaufen.

Wyłączył telefon. Nie musiał słyszeć potwierdzenia. Jego najlepszy agent wykonywał rozkazy bez szemrania, szybko i skutecznie. Pokonywał wszystkie przeszkody, a gdy ktoś stanął mu na drodze, eliminował go tak, żeby wyglądało na wypadek.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.