Motto tygodnia: W Kijowie w jednej chwili, w Warszawie w drugiej chwili. Struś Pędziwiatr? Nie. Micheil Saakaszwili!

Paweł Kukiz siedzi przy stole i bawi się żołnierzykami. Od pierwszej tury wyborów prezydenckich wyrosły mu wąsy Piłsudskiego. Ubrany jest w tunikę Aleksandra Macedońskiego, a na głowie nosi podobny do pieroga kapelusz Napoleona.

Na stole pomarańczowe żołnierzyki z Platformy Obywatelskiej: jest ich coraz mniej i stoją w coraz mniej karnym szyku. Nie widać dowódcy, chyba że jest nim kawalerzysta bez konia i z odłamaną nóżką.

Po przeciwnej stronie stołu niebieskie ludziki z Prawa i Sprawiedliwości aż rwą się do walki. Ostrza pik skierowane do przodu, podniesione szable, prawie słychać łopot pułkowych chorągiewek. Na czele dwie postacie z klocków Lego. Mniejsza, którą ktoś przypalił papierosem, wykrzywiła się i upodobniła do dzwonnika Quasimodo. I większa – z dumnie podniesionym plastikowym noskiem. Gdyby użyć lupy, można by dostrzec dołeczek w brodzie – jak u Kirka Douglasa lub Mariana Krzaklewskiego.

Kilka zielonych żołnierzyków z PSL leży na tyłach pomarańczowych. Wyglądają na pokonanych: schodzi z nich emalia, mają połamane miecze, a po kosie postawionej na sztorc pozostało tylko wspomnienie.

Obok ludziki jak z „Gwiezdnych wojen”: lśniące nowością skafandry, świetlne miecze i laserowe karabiny. Gdyby malutkiemu lordowi Vaderowi założyć garnitur, byłby z niego wypisz wymaluj malutki Ryszard Petru.

Oddziały Korwina symbolizuje leżąca w nieznacznej odległości od niebieskich kareta waletów.

Na skraju stołu poniewiera się kilka czerwonych żołnierzyków – powyginanych, brudnych i obślinionych. Jeszcze niedawno bawił się nimi pies…

– Obrona sycylijska – mruczy Kukiz, którego, odkąd pamiętał, nawet najgłupsi koledzy z klasy ogrywali w szachy. – Gambit królewski, roszada, szach i mat.

– Okrążenie, oskrzydlenie, uderzenie i frontalny atak! – woła Kukiz, pamiętając taktyczny układ na scenie: z tyłu perkusja, po prawej bas, po lewej gitara solowa, a na czele frontman, czyli on.

– Infiltracja – sprzeciwia się Quasimodo.

– Inwigilacja – chytrze uśmiecha się Petru.

– Zmylenie przeciwnika – mówi walet karo i dodaje: – Jeśli tego nie rozumiesz, to wszystko, co o tobie mówią, musi być prawdą.

– A co mówią? – pyta Kukiz i od razu gryzie się w język. Nie powinien okazywać słabości…

– Że jesteś nikim – odpowiada Korwin.

– Nikim – powtarza Kaczyński.

– Nikim, nikim, nikim… – mówią wszystkie żołnierzyki, nawet przeżuty przez psa Miller.

Kukiz patrzy, jak z kolan podnoszą się ludowcy, Platforma zwiera szyki, a PiS szykuje się do ataku. Jeszcze chwila i zjednoczone mrowie ludzików rzuci mu się do gardła. Kukiz wie, że musi uderzyć pięścią w stół i strącić z niego żołnierzyki. Zgnieść, zdeptać, zniszczyć, unicestwić…

Ale czuje, że nie może.

I nie potrafi.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Zabrakło kilku dywizji kasztanowych ludzików ze ślicznymi główkami z jesiennych żołędzi. I wciąż tworzą następne. Nie mają jeszcze doświadczenia, ale te już powstałe wytłumaczą im, co mają robić. A nie będą miały wiele do tłumaczenia. Wkurwione zastałą rzeczywistością, nie zechcą być zeżarte przez stare, cwane dziki, dlatego poświęcą wielu swoich,, żeby dziki się udławiły. Kto powiedział, że jeśli coś jest złe, to nie wolno tego niszczyć, bo może być gorsze? Powiedział to ten, który ma najwięcej do zyskania na nie zmienianiu niczego.