Motto tygodnia: Do Wolski przyjechał pan, prawdziwy pan. Jaśnie pan Erdoğan.

Mogliby polecieć w dowolne miejsce na świecie – na atol Bikini lub wyspę doktora Moreau – ale wybrali Islandię, aby wreszcie się spotkać i spokojnie porozmawiać.

Cóż to było za spotkanie! Prawdziwy zjazd tytanów. Wybrali dyskretny hotelik na przedmieściach Reykjavíku. Po oficjalnym powitaniu głos zabrał profesor Lech Morawski.

– Rząd nie znosi homoseksualistów – powiedział po polsku. – Powinniśmy coś z tym zrobić…

– Trzeba ich wykończyć – odezwał się doktor Wacław Berczyński. – Tak jak ja wykończyłem caracale.

– Przed powieszeniem ubrałabym ich w mundury SS – dodała mecenas Maria Szonert-Binienda. – Niech idą na szafot przez miasto w pochodzie wstydu, żeby naród polski mógł na nich pluć i obrzucać ich kamieniami.

– A pan co o tym sądzi, młodzieńcze? – zapytał Berczyński, zwracając się do Bartłomieja Misiewicza, nawet nie magistra.

– Ja? Tego, no… Po co od razu wieszać…? Każdy ma prawo… do życia – dukał Misiewicz czerwony jak pomidor. – Już lepiej ich do jakiegoś… obozu. Niech się tam oddają sodomii i innym typowym dla nich praktykom seksualnym.

Misiewicz oblizał usta, marząc o tym, żeby zostać strażnikiem w takim obozie.

– Oprócz powieszenia pedałów należałoby też coś zrobić z wegetarianami i rowerzystami. – Szonert-Binienda przerwała ciszę, która stawała się kłopotliwa, przynajmniej dla Misiewicza.

– Ich również trzeba wykończyć – dość standardowo zareagował Berczyński.

– A co ze skorumpowanymi politykami i sędziami? – głośno zastanawiał się Morawski.

– Wszyscy do wykończenia – powtórzył Berczyński. – Należy wykopać wielki dół, zagonić ich do niego, a do środka wrzucić bombę termobaryczną. Tanio, skutecznie i prawie żadnych śladów.

– Ale najpierw trzeba dokonać stosownych zmian w prawie – rzekł Morawski. – Za korupcję czapa, za homoseksualizm czapa, za wegetarianizm czapa, za jeżdżenie na rowerze…

– Rowerzystów bym oszczędził… – nieśmiało szepnął Misiewicz. – Komu oni szkodzą?

– Mój zwierzchnik, minister Waszczykowski ich nie lubi – odpowiedziała Szonert-Binienda.

– Gdyby zabić wszystkich, których nie lubi mój z kolei zwierzchnik, minister Macierewicz, to na świecie żywi pozostaliby tylko on, ja i być może doktor Nowaczyk – cierpko zauważył Misiewicz.

– No i chyba mój mąż, doktor Binienda… – upomniała się Szonert-Binienda.

– Wszystkich przecież nie wykończymy – zmartwił się Berczyński – Zabraknie nam bomb termo barycznych…

– Dobrą zmianę proponuję na razie ograniczyć do homoseksualistów, od których zaczęliśmy – przypomniał Morawski.

– A wegetarianie?! – zawołała Szonert-Binienda. – Kogo pan reprezentuje, że tak autorytatywnie się pan wypowiada?

– Ja? Polski rząd i Trybunał Konstytucyjny? A pani?

– Ja w Ohio honorowo reprezentuję Polskę.

– Ja ministra Macierewicza – powiedział niepytany Misiewicz i utkwił wzrok w Berczyńskim.

– Że niby kogo ja reprezentuję? – żachnął się doktor. A potem w uśmiechu pokazał zdewastowane uzębienie i z radością odpowiedział: – Jak to kogo? The Boeing Company! Myślicie, że za czyje pieniądze tu siedzimy i rozmawiamy o ojczyźnie?

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.