Motto tygodnia: Co dla PiS-u gorsze? Pomór świński czy prezes Glapiński?

Pierwsza ocknęła się kobieta. Leżała na dywanie. Dotykając skroni, pomyślała, że wczoraj musiała być ostra impreza. Rozejrzała się po pokoju: na fotelu spał goły facet, a na łóżku gość w garniturze.

Potem obudził się ten na łóżku. Z powodu bólu głowy pomyślał, że wczoraj była ostra impreza.

– Kto ty? – zapytał z podlaskim zaśpiewem, gdy zauważył leżącą na dywanie blondynę.

– A ty?

– Andruszkiewicz Adam, wiceminister cyfryzacji.

– Martyna Wojciechowska, dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji Narodowego Banku Polskiego.

Na końcu przyszedł do siebie gość w fotelu. W prawej dłoni trzymał nóż z zakrwawionym ostrzem. Mógłby pomyśleć, że wczoraj była naprawdę ostra impreza, ale nie pomyślał, bo unikał alkoholu, ból głowy nie był więc skutkiem wczorajszego upicia się.

Wojciechowska wstała i z obrzydzeniem spojrzała na jego nienachalnie duże przyrodzenie. Spostrzegł, że jest nagi. Poczuł się nieswojo.

– Najpierw niech się pan ubierze, a potem przedstawi – poleciła.

– Czarnecki – rozejrzał się w poszukiwaniu bokserek, ale nigdzie ich nie było. – Przemysław Czarnecki. Poseł na Sejm z Prawa i Sprawiedliwości.

– Znam cię – powiedział Andruszkiewicz. – Czemu żeś się rozebrał?

– Nie wiem… Gdzie my jesteśmy?

– Dobre pytanie – rzekła Wojciechowska, usiłując otworzyć drzwi. Były zamknięte.

– Czemu ktoś nas tu zamknął? – zapytał Andruszkiewicz.

– O kurwa… – szepnął Czarnecki.

– Co kurwa? Dlaczego od razu kurwa?! – oburzyła się Wojciechowska.

– Nie pani kurwa, tylko kurwa, bo jeśli jesteśmy tu, gdzie się domyślam, że jesteśmy, to nie jest dobrze – wytłumaczył się Czarnecki.

– Czemu niedobrze? – zapytał Andruszkiewicz, wciąż z nieznośnym białostockim akcentem.

– Bo to jest eskejp rum.

– O kurwa… – wyszeptała Wojciechowska.

Andruszkiewicz też chciał coś powiedzieć, ale nic mądrego nie przyszło mu do głowy.

Czarnecki pociągnął nosem i nie zwracając uwagi na to, że jest nagi, zerwał się na równe nogi.

– Czujecie?! – zawołał.

Poczuli swąd.

– Co tak śmierdzi? Pali się coś? – zapytał spanikowany Andruszkiewicz.

Żadne nie wiedziało, bo żadne nie poznało dotychczas zapachu tlących się karier politycznych.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.