Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Cel główny: Odbicie świętości narodowej z rąk wrogiego mocarstwa.

Świętość narodowa: Pomnik katyński (granitowy cokół, waga 120 t, wysokość 6 m; postać żołnierza z brązu, waga 6 t, wysokość 6 m).

Wrogie mocarstwo: Władze Jersey City w USA.

Cel dodatkowy: Ostateczne wyeliminowanie burmistrza Jersey City Stevena Fulopa.

Obserwatorzy: Prezydent RP i zwierzchnik Sił Zbrojnych dr Andrzej Duda, marszałek Sejmu RP technik ogrodnik Marek Kuchciński, premier rządu RP mgr Mateusz Morawiecki, minister obrony narodowej mgr Mariusz Błaszczak.

Miejsce obserwacji: Gabinet technika Kuchcińskiego.

Środki obserwacji: Transponder satelitarny, modem, monitory, kabelki, kamery zamocowane na hełmach komandosów.

Opis akcji: Z braku lotniskowca do zatoki przy ujściu rzek Hudson i Hackensack do Oceanu Atlantyckiego dopłynął francuski jacht, którym na zlecenie Polskiej Fundacji Narodowej kapitan Mateusz Kusznierewicz przez 3 lata i za 20 mln zł miał dowodzić w ramach projektu rozsławiania Polski, ale już nie dowodzi, a jachtu PFN nie kupiła – lecz to nie szkodzi.

Jachtem dowodzi marszałek Senatu RP lekarz chirurg drugiego stopnia Stanisław Karczewski. Na pokładzie jachtu miały być śmigłowce wielozadaniowe, które obiecał kupić minister Antoni Macierewicz, ale nie kupił i nie jest już ministrem – lecz to też nie szkodzi. Śmigłowce mogą być przecież zastąpione dronami obiecanymi przez Macierewicza, których również nie ma – ale to także nie szkodzi. Zamiast dronów zostały użyte jednoosobowe latawce bojowe typu LB-1. Ta prosta, ale skuteczna konstrukcja o powierzchni płatowej 4 mkw. zabiera na pokład w postaci podwieszanego krzesełka jednego komandosa, jest kierowana sznurkiem, a porusza się lotem najpierw wznoszącym, a następnie kosząco-zstępującym ze średnią prędkością przelotową 20 km/h.

Pod osłoną nocy z pokładu jachtu wystartowało pięciu komandosów na pięciu latawcach LB-1, kierowanych przez pięciu operatorów sznurków. Na półwysep, gdzie leży Jersey City, doleciało dwóch komandosów, którzy ukryli się pod ławkami w parku miejskim, którego jeszcze nie ma, a który obiecał wyborcom burmistrz Fulop – ale to przecież zupełnie nie szkodzi. Wcześniejsze rozpoznanie wskazywało na to, że świętość narodowa nie została zdemontowana, ale najwidoczniej została – i świętości nie było.

Komandos znający języki obce zapytał tubylca, gdzie jest świętość narodowa. – Na Capitolu w Waszyngtonie – padła odpowiedź również w języku obcym. Komandos za pomocą telefonu komórkowego skontaktował się z chirurgiem Karczewskim i zapytał, co to jest Capitol. – Never mind – odpowiedział chirurg Karczewski w języku obcym i rozkazał przejście do osiągnięcia celu dodatkowego.

Wspomniany komandos zapytał innego tubylca o miejsce zamieszkania burmistrza Fulopa. – 16 Ginger Street #4 – odpowiedział tubylec. Komandos nie zrozumiał, co oznacza hasztag, powtórnie zatem skontaktował się z chirurgiem Karczewskim, który również nie znał znaczenia hasztagu, nakazał więc komandosom wycofanie się, co też nastąpiło przy użyciu łodzi wiosłowej zacumowanej w małej marinie niedaleko portu dla statków wycieczkowych.

Wnioski: Mimo że nie udało się osiągnąć celu głównego ani celu dodatkowego, rekonesans bojowy można uznać za udany. Trochę tylko szkoda trzech komandosów, którzy się utopili. Zresztą nawet gdyby przeżyli, w pięciu nie daliby rady przejąć 126-tonowej świętości… Niech żyje Polska, która jeszcze nie zginęła, niech żyją Bóg, honor i ojczyzna, niech żyje Bogurodzica dziewica, Bogiem sławiena Maryja.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • zazadajmy wydania zwlok 3 komandosow i sekcji zwlok w trybie natychmiastowym

  • Spaprane, spartolone i popieprzone! Przecież można było umieścić w tekście dwóch komandosów i trzech kapelanów z rożnych rodzajów wojsk – ziemia, woda i powietrze, i uśmiercić tych ostanich. Fajnie byłoby przeczytać, ze wpadli do szamba, zahaczyli o linie wysokiego napięcia lub poćwiartowali i oskalpowali ich Indianie, a krokodylom odbija się mszalnym. Trzeba tylko chcieć!