Motto tygodnia: Z jednej strony sejmowe wojska, z drugiej – kulawa Ochojska.

– Dokładnie nie pamiętam, kiedy się pojawił, panie doktorze. Kilka tygodni temu, chyba zaraz po tym jak pan prezes poradził, żebym pokazała pazurki. Usiadł na fotelu w gabinecie, zamajtał nóżkami i powiedział: „Pewnie, że pokaż, wygarnij im, nie bądź tchórzem”. No to wygarnęłam. Jak wyglądał? Raczej stary, może pół metra wzrostu, z dziesięć kilo wagi. Cienki głosik. Wredny wyraz twarzy. W czerwonej czapeczce i żółtym kubraczku. Drugi raz przyszedł do mnie przed konwencją i dalej nadawać na pana premiera! „Wygryzł cię z posady, a teraz będzie mówił o wszystkich najlepszych obietnicach, tobie żadnej nie zostawił. Wymyśl coś, przecież nie jesteś taka głupia”. Gdy zapytałam, co mam wymyślić, odparł: „A choćby to, że dostaną coś od rządu kobiety, które szybko urodzą drugie dziecko. Długi urlop macierzyński, dodatkowe zasiłki, przywileje u lekarza… Ty się na tym znasz. I załóż biały żakiet, żebyś odróżniała się od tych wszystkich granatowych garniturów. Skończ z tymi wstrętnymi broszkami. Przypnij sobie sztuczny kwiatek, najlepiej czerwony”. A gdy do Sejmu przyszły te mamy z niepełnosprawnymi, to już prawie mnie nie opuszczał. „Nie idź do nich, co się będziesz z połamańcami i dałnami zadawać?” – mówił. „Jeszcze ci coś wyciągną z przeszłości, że niby popierałaś ich protest sprzed trzech lat, wstydu ci narobią. Niech Rafalska idzie, niech ona się męczy. Albo premier”. „Ale przecież jestem wicepremierem do spraw społecznych, to należy do moich obowiązków” – zaoponowałam. „To nie jest przypadek społeczny, tylko medyczny. Niech minister zdrowia idzie. Prezes też by mógł ruszyć dupę i pójść, korona by mu z głowy nie spadła”. Pani minister Rafalska poprosiła, żebym z nią poszła do protestujących. A on na to: „Nie idź razem z Rafalską, jak przy niej będziesz wyglądać? Ona wysoka gidia, chuda, a ty? Sama zobacz”. Spojrzałam w lusterko i rzeczywiście, razem byśmy wyglądały jak Flip i Flap, prawda, panie doktorze…? „Zrób sobie jakiś wypad, co się będziesz w robocie męczyła. Pojedź gdzieś, gdzie cię ludzie szanują, gdzie dobre słowo ci powiedzą, gdzie nie będą tobą poniewierać”. Chciałam jechać na Mazury, panie doktorze, bo tam tak pięknie o tej porze, ale odradził: „Na Mazurach cię nie lubią”. „To może nad morze, jodu trochę złapię?”. „Nad morzem jeszcze bardziej cię nie lubią. Jedź na południe, tam, gdzie się dużo dzieci rodzi, gdzie cię pochwalą za pięćset plus”. No to pojechałam. Miał rację. Chwalono mnie, dziękowano, żałowano, że przestałam być premierem. Czułabym się zupełnie dobrze, gdyby nie jeden pan z niepełnosprawnym synem na wózku, który zaczął się czepiać. „Nie odpowiadaj na zaczepki” – podpowiedział mi, lecz przecież coś musiałam powiedzieć. Wiem, że słabo wyszło… Jak on mnie potem za to zrugał! „Pieprzyłaś komunały, zamiast odwrócić się na pięcie i z dumą odejść. Źle wyglądasz na zdjęciach z dałnami. Jedź na spływ przełomem Dunajca, zawsze o tym marzyłaś. Odprężysz się, opalisz, z flisakami życzliwie porozmawiasz”. No to pojechałam na spływ, bardzo przyjemnie było… Teraz też do mnie przyszedł i mówi: „Skończ z ubraniami, przecież to niewygodne. Do pracy idź nago, zobaczysz, ile będzie uciechy. Fotoreporterzy i tak dalej”. Tego było za wiele! Nago?! Do pracy?! Stanowczo odmówiłam. I zapytałam: „Kto ty jesteś?”. A on: „Jak to kto? Skrzat Pafnucy. A ty masz schizofrenię”. No to do pana przyszłam, panie doktorze.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • >>> Ona wysoka gidia, chuda, a ty?
    O Matko, mnie się zdawa – jak powiedziała pewna pani do męża: kochany mój, patrząc na twojego ślimaczka, to mnie się ZDAWA, że ty nawet wśród eunuchów miałbyś opinię impotenta – że to powinno być GIDIJA, ale mogę się mylić. Nie no klawo: wyleczył JĄ z tej schizofrenii pan doktór, czy nie ?!
    Hej !-

  • Przychodzi baba do lekarza a tam prezes doktór Jarosław specjalista od politycznej kastracji i aborcji. Zaraz ją wyrżnie i wyskrobie.