Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

 

Ciemność. Postać – łysiejący mężczyzna około siedemdziesiątki, z brodą – chciałaby usiąść, ale nie może. Za ciasno. Podnosi głowę, która z głuchym łoskotem uderza w drewniane wieko wyłożone tkaniną. Ile centymetrów dzieli czoło, na którym pojawiają się krople zimnego potu, od powierzchni, w którą uderzyło? Piętnaście?

Mężczyzna porusza palcami u rąk. Jak ślepiec bada dotykiem pomieszczenie, w którym się znalazł. Próbuje sobie przypomnieć wzór na obliczanie objętości równoległościanu. Powierzchnia podstawy razy wysokość. Tylko czy to jest równoległościan? Już raczej wielościan nieregularny. Jak zatem obliczyć powierzchnię podstawy? Przyjmijmy, że to siedemdziesiąt centymetrów szerokości i dwa metry długości, czyli powierzchnia wynosi półtora metra kwadratowego, mniej więcej… Pomnożone przez pół metra wysokości. Razem: zero przecinek siedem metra sześciennego. Ile to będzie w decymetrach? Siedemset.

Siedemset litrów – tyle powietrza znajduje się wewnątrz. Na jak długo wystarczy, zanim… Dorosły człowiek w stanie spoczynku zużywa cztery litry powietrza na minutę. Sto siedemdziesiąt pięć minut. Niecałe trzy godziny. Tak długo będzie żył. A potem się udusi.

Ciemnieje mu w oczach. Jedna ciemność nakłada się na drugą, w rezultacie powstaje mrok. Mrok wiekuisty.

Odpędza złe myśli. Trzeba działać! Co by zrobił żołnierz wyklęty, gdyby znalazł się na tym miejscu? – myśli mężczyzna. – Jak by się stąd wydostał?

Podnosi ręce, usiłuje wypchnąć drewniany sufit wyłożony tkaniną, ale sufit pozostaje nieporuszony. Kopie najpierw prawą, później lewą nogą, a następnie obiema. Nic.

Szkoda sił na nieprzemyślane działania. Szkoda powietrza.

Jeszcze raz analizuje sytuację. Leży w skrzyni długiej na dwa metry, szerokiej na zero przecinek siedem i wysokiej na zero przecinek pięć. Ma siedemset litrów powietrza… Błąd! Od objętości skrzyni trzeba przecież odjąć objętość ciała, które się w niej znajduje. A jak obliczyć objętość ciała siedemdziesięciokilogramowego mężczyzny? Dwieście litrów, trzysta? No to nie ma trzech godzin, jak obliczył, tylko półtorej, najwyżej dwie. Ile czasu minęło od chwili, gdy się ocknął? Kwadrans? Jak długo tu leżał, zanim się ocknął? Za mało danych, za mało cholernych danych…

Gdzie znajduje się skrzynia? – myśli mężczyzna. Słowo „trumna” nie chce mu przejść przez jaźń. Stoi w jakimś innym pomieszczeniu? Mężczyzna unika słowa „krypta”.

Oddech staje się płytszy. Muszę oszczędzać powietrze – myśli mężczyzna i nagle w jego głowie pojawia się iskierka. Powinien na nią dmuchać, żeby nie zgasła. Musi sobie przypomnieć alfabet Morse’a. SOS – jak to się pisało? Trzy kropki, trzy kreski, trzy kropki.

Nabiera powietrza w płuca i ostrożnie stuka w wieko skrzyni: trzy uderzenia w umiarkowanym tempie, trzy w szybkim i trzy w umiarkowanym. SOS!

Druga próba. Głośniejsza. Wali ręką najmocniej jak potrafi: trzy kreski, trzy kropki, trzy kreski. Czeka na reakcję. Nic.

Należy zmienić komunikat. Jak brzmi A? Kropka, kreska. A jak N? Kreska, kropka…

***

Gdyby dwaj żołnierze, którym prezes polecił zaciągnąć wartę przy grobie, mieli – jak nietoperze – zdolność odbierania ultradźwięków albo gdyby dysponowali bardzo czułym zmysłem słuchu, być może by usłyszeli dobiegający spod ziemi ciąg uderzeń układający się w słowa: ANTONI MACIEREWICZ RATUJCIE MOJĄ DUSZĘ ANTONI MACIEREWICZ RATUJCIE MOJĄ DUSZĘ ANTO…

Ale żołnierze nie mieli ani właściwości nietoperzy, ani wybitnego słuchu. Ba, nie znali nawet Morse’a.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.