Motto tygodnia: Czyżby Szydło z pieca spadło?

Kanclerz Angela Merkel chodziła po gabinecie jak lwica po za ciasnej klatce.

– Jakie, kurwa, reparationen?! – klęła w żywy kamień. – Jakie, kurwa, verfluchte milliarden?! Jaka, kurwa, schrecklicher ministerpräsident Szydło?! Jaki, kurwa, Błaszczak?! Jaki, kurwa, szczykowski?!

– Uspokój się, Angela, bo ci żyłka pęknie – poprosiła Ursula von der Leyen, minister obrony rządu federalnego. – Nie zapłacimy im ani eurocenta. Bezczelność Polaków musi mieć granice.

– No to co, kurwa, robić? – Merkel usiadła przy biurku i rękami podparła głowę.

***

Najwyższego przywódcę Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Dzong Una świerzbiły ręce. Miał zminiaturyzowaną bombę wodorową i bardzo chciał jej użyć. Wycelować rakietę w Seul i nacisnąć czerwony guzik. Ale nie mógł! Rosjanie ostrzegali, Chińczycy prosili, Amerykanie grozili…

– Moja piękna – powiedział Kim, czule dotykając bombę, która stała na stalowym stole w silosie atomowym. Wystarczyłoby włożyć ją do rakiety i odpalić. – Moja kochana.

Jeśli nie w Seul, to przynajmniej w Tokio. Albo w Guam. Albo w Nowy Jork.

– W cokolwiek! – zawołał Kim. – Taka piękna bomba nie może się przecież zmarnować.

***

Telekonferencja liderów świata trwała już drugi kwadrans, ale porozumienia wciąż nie było. Propozycji kanclerz Merkel najgłośniej sprzeciwiał się przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

– Moi rodacy wycofają się z żądania reparacji wojennych, przysięgam – zaklinał się ze łzami w oczach.

– Na chwilę się wycofają, a potem znów do nich wrócą – upierała się Merkel. – Już ja was dobrze znam, Polacy.

– Szkoda czasu, głosujmy – ponaglił premier Japonii Shinzō Abe, który z powodów oczywistych był najbardziej zainteresowany pozytywną decyzją liderów. – Jestem za.

– Raz kozie śmierć – rzekł prezydent USA Donald Trump. – Też jestem za.

– Oui – pospiesznie zgodził się prezydent Francji Emmanuel Macron. Zbyt pospiesznie…

– Da – z ciężkim sercem powiedział prezydent Rosji Władimir Putin.

„Tak” powiedzieli wszyscy poza Tuskiem.

– Zostałeś przegłosowany, Donald, przykro mi – podsumował głosowanie Trump. – Masz wolną rękę, Angela.

***

– 잘 지냈어요? – powiedziała kanclerz Merkel i skłoniła się na wschodnią modłę. – Jak się masz, Kim?

– Nie najlepiej. – Kim Dzong Un skrzywił się, co Merkelowa mogła obserwować na ekranie wideofonu. – Czuję się jak biegacz, któremu wrogowie skrępowali nogi.

– Rozumiem. Gdybym miała taką bombę jak twoja, też bym się tak czuła. Ale głowa do góry, dzwonię z dobrymi wieściami. Musisz tylko mieć rakietę, która doleci do Warszawy.

– Jak to daleko?

– Jakieś siedem i pół tysiąca kilometrów. Dasz radę?

– Spoko.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.