Motto tygodnia: Nie bądź leniem, nie bądź chory i zapieprzaj na wybory.

Ognik z Notre Dame – tragedia romantyczna

(treatment scenariusza filmowego)

Współczesny Paryż. Febus jest gwiazdą rocka: na scenie pełen ekspresji, odważny i kreatywny, poza sceną wycofany i stroniący od ludzi. Ćpa. Jego ochroniarzem i powiernikiem jest Quasimodo – lekko opóźniony w rozwoju, pokraczny, milczący, znający dealerów z najlepszym towarem w mieście.

Esmeralda przybyła do Paryża miesiąc temu w dużej grupie uchodźców z Sudanu Południowego. Zajmuje się żebraniem oraz roznoszeniem pasożytów i pierwotniaków. Przyćpałaby coś, ale nie ma dość hajsu. Gdy pewnego dnia zajmuje stałą miejscówkę na stacji metra, spostrzega nowy billboard – reklamujący koncert Febusa. Ściąga z YouTuba jego teledyski, jest wyraźnie zachwycona piosenkami i ich wykonawcą.

– Nie oglądać, żebrać! – słyszy głos pochylającego się nad nią Janusza, znajomego hydraulika z Polski, który przebywa w Paryżu od kilku lat. Codziennie odwiedza Esmeraldę w metrze i wrzuca do jej styropianowego kubka euro albo dwa.

– Fuck you! – odpowiada Esmeralda.

Janusz spogląda na billboard i na Sudankę wpatrzoną w smartfon jak w obrazek – i łapie, o co chodzi. Daje jej sto euro.

Esmeralda ma dylemat – nareszcie kupić dobry towar czy pójść na koncert? Wybiera koncert.

Stojący przy scenie i mający na wszystko oko Quasimodo zauważa piękną Sudankę zafascynowaną szalejącym na estradzie Febusem. Proponuje jej wizytę w jego garderobie po koncercie. Dziewczyna nie może uwierzyć w swoje szczęście.

Quasimodo obserwuje Esmeraldę i Febusa, jak kreska po kresce wciągają kokainę. Śmieją się, opowiadając sobie życiorysy. Jest zazdrosny; przecież to on ściągnął tu tę laskę…

Esmeralda staje się muzą Febusa. Podrzuca mu pomysły na nowe utwory, które muszą stać się przebojami. Oboje są parą, co wkurwia Quasimoda. Wkurwia tak bardzo, że pewnego wieczoru porywa Sudankę i więzi ją w piwnicy. Każdego ranka daje jej bagietkę, wodę i tyle kokainy, ile zdoła wciągnąć. Jeszcze się do niej nie dobiera, lecz to kwestia dni.

Febus wpada w szał rozpaczy. Bez powodzenia szuka dziewczyny po całym mieście, przestaje komponować i pisać teksty piosenek, każdy wieczór kończy kokainową ucztą. Wreszcie bierze o kreskę za dużo i umiera. Quasimodo jest tym zmartwiony, ale nie aż tak bardzo – ma przecież Esmeraldę, wreszcie tylko dla siebie. Myli się. Esmeralda też przesadza z kokainą i umiera.

Quasimodo zostaje sam jak palec. Postanawia się zabić, skacząc z prawej wieży katedry Notre Dame. W nocy zakrada się do kościoła, w którym trwa remont. Na rusztowaniach stoją beczki z terpentyną. Quasimodo ma lepszy pomysł na samobójstwo – bardziej ognisty, można powiedzieć… Z kieszeni wyjmuje zapalniczkę.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.