Motto tygodnia: Kto obchodzi, mocne niech przyjmie życzenia wielkanocne.

Przysięgam szczekać prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Hau!

Wabię się Tekila i jestem bokserką mojego pana Jakuba R. Właściwie dlaczego R.? Psów nie obowiązują ludzkie zakazy. Jestem zatem bokserką Jakuba Rudnickiego i wyszczekam wam, jak to z tym całowaniem naprawdę było.

Zanim wyszczekam, muszę wyjaśnić, iż nieprawdą jest, jakobym była schwytana przez łapsów z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i zdechła wskutek nieludzkiego przesłuchania. Żyję i mam się dobrze, hau. Przyznaję, że przez kilka dni łapsy łaziły za mną podczas spacerów, ale wówczas tylko warczałam do rymu:

Łapsy, łapsy, cztery łapsy,

chciałyby mi dawać klapsy.

Kto dogoni psa? Kto dogoni psa?

Może ty, może on, może Mariusz K.

Przechodząc do tego wieczoru, o którym mecenas Nowaczyk opowiadał przewodniczącemu Jakiemu to, co opowiadał mu mój pan… Oni, to znaczy minister koordynator i jego zastępca, cieszyli się, że trzymają posła Niesiołowskiego za jaja. Z tej okazji pili alkohol. Co ja szczekam – pili? Żłopali. I wciąż mówili o prostytutkach, które nazywali dziwkami, kurwami, kurwiszonami i sukami. To ostatnie określenie, jak się łatwo domyślić, dotykało mnie do żywego, szczerzyłam więc kły za każdym razem, gdy to słyszałam. Ale oni się nie przejmowali.

Mój pan też pił, lecz nie tyle, co oni. Miarkował się, ponieważ – jak mi kiedyś powiedział – z nimi nigdy nic nie wiadomo. A raczej wiadomo: dziś pijesz i jesteście kumplami, a jutro zamkną cię w pudle.

– Powiedz temu swojemu wspólasowi Nowaczykowi – bełkotał tego wieczoru minister koordynator – że jak się z nami podzieli hajsem z reprywatyzacji, to zadbam, żeby włos mu z głowy nie spadł. Wystarczy, że da dziesięć procent.

– Hau, hau, hau! – zaszczekałam, bo zastępca koordynatora najwyraźniej przysypiał.

– Dobra Tekila, dobry pies! – zawołał koordynator. – Trzydzieści procent! Ile procent?

– Hau, hau, hau! – powtórzyłam.

– Trzydzieści – powtórzył koordynator i zszedł do parteru, żeby na czworakach podziękować mi za wskazanie właściwej wielkości reketu. – No, chodź, piesku, do nogi!

Wystawił język, ale tak mu waliło z japy, że wolałabym zjeść kupę pekińczyka niż dać się pocałować. Uciekałam do przedpokoju.

– Całuj psa w nos! – zawołał mój pan.

Na co koordynator, wciąż na czworakach, uniósł prawą nogę – jak to robią psy chłopaki, żeby się nie obsikać. I zaczął sikać.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.