Motto tygodnia: Kto obchodzi, mocne niech przyjmie życzenia wielkanocne.

Autor
Robert Jaruga

Sędzia szuka rozumu

numer 6/2019

Kto pyta nie błądzi, ale może się ośmieszyć.

Nasz system prawny nie wymaga, aby wymiar sprawiedliwości myślał, tylko stosował prawo narzucone przez ustawodawców, którymi ongiś byli despotyczni władcy, a dziś rzekomo demokratyczny parlament.

Nikt od sędziów ustawowo nie żąda prawidłowo uformowanego zmysłu etycznego, obeznania z uniwersalnymi wartościami, wrażliwego sumienia (cokolwiek miałoby to znaczyć), szerokich horyzontów, multidyscyplinarnej wiedzy, wszechstronnego doświadczenia, również życiowego. Sędzia może być mściwy, arogancki, ponury, ulegać emocjom. Choć na studiach prawniczych, niczym na kazaniach, ględzi się studentom o zalecanych cechach arbitra i o tych, z którymi powinni oni walczyć, młody prawnik nie wie, jak pierwsze rozwijać, a drugie unicestwiać.

Jedyne, czego się od sędziego wymaga, to rzetelnej wiedzy prawniczej wyniesionej ze studiów w Polsce oraz podczas 2-3 letniej aplikacji sędziowskiej.

Od wejścia do Unii Europejskiej polskie sądownictwo, oraz obywatele uzyskali możliwość super apelacji. Odwoływania się od orzeczeń krajowych do instytucji Unii. Sądy mogą zwrócić się w kłopotliwych kwestiach do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w celu uzyskania wykładni prawa na podstawie o ustawodawstwa wspólnotowego. Odbywa się to w trybie tzw. pytania prejudycjalnego, na które odpowiedź trybunału jest wiążąca dla sądu krajowego w konkretnej sprawie.

Sędziowie uzyskali więc kolejny instrument, który pozwala im ciężar własnego myślenia i oceny przerzucić na kogoś innego i uwolnić się od odpowiedzialności.

Zrobiliśmy kwerendę pytań prejudycjalnych, które polskie sądy w ciągu ostatnich pięciu lat zadawały trybunałowi w Luksemburgu, aby się dowiedzieć, jakie to nierozwiązywalne kwestie ich nurtowały, że nie mogły ich rozstrzygnąć własnymi głowami, uznawszy, że lepsze są zagraniczne.

 

Nie ma wyroku bez dowodów

Przed niezwykle trudnym problemem stanął Sąd Rejonowy w Siemianowicach Śląskich, rozpatrując sprawę pana M., który dostał od banku PKO kartę kredytową. Zadłużył ją na 6788,21 zł i należności nie spłacał. Bank wystąpił więc do sądu o wydanie nakazu zapłaty, przedstawiając wyciągi z ksiąg bankowych. Nie przedstawił umowy na ową kartę ani okoliczności, które spowodowały wniesienie pozwu, ponieważ w Polsce przedstawianie takich dowodów nie jest praktykowane.

Brak wyjaśnień ze strony banku oraz podnoszone przez M. argumenty, że umowa kredytowa jest nieuczciwa, uniemożliwiają sądowi rzetelne zbadanie sprawy. Sąd w Siemianowicach zawiesił więc postępowanie i zapytał TSUE, czy w związku z tym powinien on wydać wyrok, a więc przedmiotowy nakaz zapłaty.

TSUE odpowiedział, że nie. Jeżeli sąd nie może lub nie jest uprawniony do badania uczciwości zawartej umowy, regulacje unijne nie pozwalają na wydanie wyroku.

 

Data stempla pocztowego

Nie mniej trudny przypadek miał sąd w Poznaniu, który procedował sprawę odszkodowania dla Mariusza P., rolnika poszkodowanego w wypadku. Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) nie chciała wypłacić odszkodowania. Mariusz P. poszedł do sądu. Odszkodowanie otrzymał, ale KRUS chciała się odwołać. Odwołała się do drugiej instancji, która jednak pismo odrzuciła, bo zgodnie z terminem zawitym powinno ono wpłynąć 20 czerwca, a dostarczono je 22 czerwca. Jednak data nadania wskazywała, że operator pocztowy przyjął je 20 czerwca. Gdyby się pospieszył, doszłoby ono w ustawowym terminie. KRUS, odwołał się więc do Sądu Najwyższego, wykazując, że istotna jest data nadania pisma, a nie otrzymania go przez sąd. Sąd Najwyższy RP nie potrafił sobie dać rady z tym zawiłym problemem, spytał się więc TSUE, kto ma rację? TSUE odpowiedział, że KRUS. Wiążąca być powinna data stempla pocztowego.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.