Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Rozwódko pozwól żyć

numer 8/2016

…i że cię nie opuszczę aż do usranej śmierci.

Małżeństwo jest nierozerwalne, a jego podstawowym obowiązkiem jest płodzenie dzieci. Płodzenie dzieci poza małżeństwem jest grzechem. Dziecko zrodzone w związku niesakramentalnym to owoc grzechu. To tak gwoli przypomnienia, gdyby komuś zapomniało się, jak rzecz cała wygląda z punktu widzenia Kościoła.

W tym kontekście wypowiedź szefowej sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny posłanki PiS Beaty Mazurek o tym, dlaczego samotne matki zarabiające więcej niż 1600 zł nie dostaną „pińcet plus”, nabiera innego znaczenia, niż standardowe sejmowe pieprzenie.

Mazurek powiedziała, że będzie zachęcała każdą samotną matkę, „żeby spróbowała ustabilizować swoją sytuację rodzinną i mieć więcej dzieci, tak aby móc na to świadczenie się załapać”. Stabilizowanie sytuacji to zamążpójście. Najlepiej za ojca dziecka. A jak się nie da, to za kogokolwiek, kto zrobi jej kolejnego bachora. Widać matka bez chłopa jest dla osób mazurkomyślących czymś nieustabilizowanym. Czyli gorszym sortem Polki.

Czym w takim razie jest dla tej kategorii osób wychowywany przez taką samotną sucz owoc jej żywota? Bękartem. A na bękarta uczciwi obywatele płacić przecież nie będą. Zwłaszcza że musieliby płacić dużo i coraz więcej. W 1990 r. Polki żyjące samotnie lub w związkach nieformalnych urodziły zaledwie 6 procent dzieci. Teraz prawie 25 procent.

Mazurek jest posłanką, a zatem politykiem. Wymaganie od niej myślenia, a nie wypełniania zaleceń partii byłoby zatem nieuzasadnione. Tak też było zapewne i w tym wypadku. Mazurek zaprezentowała orbi et urbi to, co pisiory wałkują w swoim gronie.

Jeśli zatem wypowiedź posłanki potraktować jako niusowy balon próbny, to można się było spodziewać, że za chwilę tego typu hasła pojawią się na większą skalę.

I faktycznie. Kilka dni później na Twitterze niepokornego Ziemkiewicza objawił się taki oto wpis: „Macie rację, samotnym te 500 zł należy się jeszcze bardziej. Kłusownictwo seksualne pochłania kasę strasznie”.

Kłusownictwo ma odpowiedni paragraf i zagrożenie odsiadką. Według Wikipedii jest to „zabijanie, chwytanie lub ściganie zwierzyny oraz łowienie ryb z naruszeniem obowiązującego prawa, bez wymaganych uprawnień, w niedozwolony prawem sposób, a także w niedozwolonym czasie lub miejscu”. Szkoda zatem, że Ziemkiewicz nie napisał, co to jest kłusownictwo seksualne i jakiego prawa nie przestrzegają chwytające lub ścigające ofiary kłusowniczki. Teraz żaden paragraf im tego nie zakazuje. Teraz. Ale widać Ziemkiewicz wie coś, co do publiki jeszcze nie dotarło. Grzywna za seks pozamałżeński? Odbieranie dzieci poczętych w grzechu? Obligatoryjne sprawdzanie dziewictwa? Cholera wie, co politykom wpadnie do głowy, żeby zadowolić biskupów.

całośc na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.