Motto tygodnia: Czy to przejaw bałaganu, szczyt o Iranie bez Iranu?

Rowy pełne jankesów

numer 1/2019

Za drogi wasze i nasze.

Dziesiątki wypadków, kilkudziesięciu rannych, zniszczone samochody, zablokowane ulice, pościnane znaki drogowe i uszkodzone wiadukty. To nie kolejny poświąteczny raport policji, tylko najkrótszy opis dwóch lat stacjonowania amerykańskich jednostek w Polsce.

Serce spod wiaduktu

Od dwóch lat, bo pierwszych 250 amerykańskich żołnierzy, mających stanowić żywą tarczę na zakusy dybiących na nasz kraj rosyjskich agresorów, pojawiło się na lotnisku we Wrocławiu dzień po Trzech Królach w roku 2017.

Wylądowali, aby bronić Polaków, chyba przed Niemcami, bo mieszkali na początek w Żaganiu. I właśnie tam tydzień po przylocie jankescy mundurowi mogli usłyszeć jęczący głos ówczesnej premier Szydło. „Chcę podziękować, że jesteście z nami i życzyć, by pobyt w Polsce był pobytem, który na długo zapadnie w waszej pamięci” – powiedziała „Broszka” podczas oficjalnego powitania. „Uczynimy wszystko, by wszyscy obywatele mogli czuć się bezpiecznie. Bo właśnie bezpieczeństwo jest tym podstawowym elementem, tym podstawowym pragnieniem, które każdy z nas nosi w sercu” – zapewniła pani premier.

Nie wiadomo, czy słowa te wywarły na Amerykanach tak wstrząsające wrażenie, czy może ręce trzęsły im się ze wzruszenia, że stacjonują właśnie na tej ziemi. Coś jednak musiało im być, bo w ciągu kilku styczniowych dni zaliczyli 5 wypadków drogowych. Przedstawiciele US Army zderzali się zatem ze sobą -jak w Bolesławcu, gdy ich hummer wpadł na amerykańskiego trucka. Wpadali swoimi pojazdami w polskie busy albo przydrożne barierki. A nawet potrafili zablokować na pół dnia okolice Zielonej Góry wskutek wypadnięcia z zakrętu samochodu, a z tegoż – skrzynek z amunicją czołgową. Zaliczyli też pierwsze bliskie spotkanie z wiaduktem w Żaganiu, skutkujące kilkugodzinnym zaklinowaniem najnowocześniejszej wszak na świecie wojskowej amerykańskiej ciężarówki.

Mijały tygodnie pobytu US Army w Polsce, dzięki którym to jednostkom nasze bezpieczeństwo kwitło. Nie tylko ono. Kwitła również współpraca instytucji i osób prywatnych ze strzegącymi nas żołnierzami zza oceanu. W zamian za to nasi pomagali amerykańskim przyjaciołom wyciągnąć cysternę z paliwem lotniczym z rowu, w którym znalazła się, bo wyleciała ze zbyt ostrego zakrętu.

W Szczytnikach Czerniejewskich sojusznicza pomoc polskiego chłopa wyposażonego w traktor sprowadziła na właściwą drogę kolumnę ośmiu amerykańskich pojazdów wojskowych, z których jeden wjechał na pole, a pozostałe nie były w stanie ani mu pomóc, ani jechać dalej.

Jechać nie mogła też toyota yaris, która miała pecha stanąć w Toruniu na drodze amerykańskiej cysterny, której kierowca był widać tak zdziwiony obecnością japońskiego autka, że nawet nie próbował hamować.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Very good, Mr Jasinski, senkju for jołr kołoperejśzen.

  • tego akurat nie musial przepowiadac jackowski

  • Gonić gamoni do domu bo nic dobrego z tej ,, przyjaznej” obrony nie będzie. Nikt do służby iść nie chce a narybek to byli więźniowie którym obiecano po powrocie wolność. PAŁĘ I GONIĆ DZIADÓW DO DOMU

  • Amerykanin – żaden przyjaciel -wykorzysta, okradnie, zgwałci a jak poczuje się zagrożony a nadąży się okazja bez świadków to zabije. Jasne są pożądane chłopaki ale nie znajdziesz ich na wygnaniu w wojsku są w szkołach.