Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Rękodzieło Antoniego M.

numer 21/2017

Macierewicz ogłosił, że zbuduje siły zbrojne mogące obronić kraj przed Rosją – potęgą nuklearną. Tymczasem polski przemysł obronny jest utrzymywanym z podatków wielkim domem pomocy społecznej.

Polska ma przemysł obronny. Jego mniejszą część stanowią prywatne podmioty, charakteryzujące się dużą innowacyjnością i operatywnością. Na trudnym międzynarodowym rynku zbrojeniowym poszukują nisz, które sprawnie wykorzystują. Żadna z tych firm nie jest jednak gigantem, a wszystkie razem nie są w stanie zapewnić Polsce wystarczającego przemysłowego potencjału obronnego. Ta rola oficjalnie spoczywa na zakładach państwowych. Tu wkraczamy w krainę niekończących się absurdów.

Gdyby z jakichś powodów polska armia zaprzestała na 3 lata kupowania czegokolwiek od państwowych zakładów zbrojeniowych, ta rzekomo prężna gałąź naszego przemysłu zniknęłaby jak zniknął z Polski dr Berczyński. Od czasu, gdy w atmosferze skandalu z Bumaru odszedł Roman Baczyński (luty 2007 r.), państwowy przemysł zbrojeniowy nie zawarł żadnego istotnego kontraktu zagranicznego. Mówiąc wprost – nikt, poza MON, tego, co robimy w Polsce, nie chce kupować. A więc w pewnym uproszczeniu polski przemysł zbrojeniowy żyje z jałmużny, którą otrzymuje od podatników za pośrednictwem MON. Gdyby zamawiający na potrzeby polskiej armii chcieli się kierować tylko jakością i ceną, nie kupiliby w państwowej zbrojeniówce nawet śrubki.

 

W żadnym sklepie z bronią w Polsce nie da się kupić polskiej amunicji. Jest amunicja amerykańska, niemiecka, fińska, włoska, brazylijska, słoweńska, a nawet rosyjska. Czeska marka Sellier & Bellot, dostępna w każdym polskim sklepie, oferuje najbogatszy asortyment wszystkich kalibrów. Jedyna polska państwowa fabryka amunicji ze Skarżyska-Kamiennej nie sprzedaje na rynek cywilny, bo wszystko, co wyprodukuje, kupuje wojsko. Na marginesie: nasza amunicja jest droga i kiepska. I tak nikt na rynku cywilnym by tego nie kupował, a gdyby wojsko wybierało racjonalnie, wybrałoby innego dostawcę.

Proch i inne materiały wybuchowe robiliśmy kiedyś w Pionkach. Dziś po wielkim zakładzie, wokół którego w środku lasu powstało od zera całe miasto, pozostało tylko wspomnienie. W Pionkach produkuje się w niewielkich ilościach głównie amunicję dla myśliwych. Nie za bardzo wychodzi nam nawet produkcja prochu strzelniczego dla kolekcjonerów zabytkowej broni, tzw. czarnoprochowców. Niedawno fabryka, a w zasadzie manufaktura w Mąkolnie wyleciała w powietrze. Zginęły dwie osoby, 15 zostało rannych.

Pistolet to często inżynierskie dzieło sztuki, ale nie popadajmy w fetyszyzm. Pistolety robią Niemcy (H&K), Austriacy (Glock), Włosi (Beretta), Rosjanie, Belgowie (FN), Czesi (niesłychanie popularna CZ), Słowacy, Chorwaci (hit eksportowy XDM sprzedawany w USA pod marką Spriengfield), Brazylijczycy… Lista jest długa. Łatwiej wymienić państwa, w których nie porównuje się broni Polska? W Radomiu co prawda wytwarzany jest walther, ale po pierwsze jest to produkt licencyjny, a po drugie okryty złą sławą. Jak napisał Andrzej Turczyn, znany bloger specjalizujący się w tematyce strzelectwa: „Walther P99 znowu zaatakował strzelca. (…) oderwany fragment iglicy uszkodził okulary ochronne i wbił się w lewe oko funkcjonariusza”. Policja kupiła tysiące takich pistoletów, zakładając zapewne, że przeciętny funkcjonariusz i tak nie będzie z nich strzelał, zagrożenie jest więc nikłe. Wcześniej podobnemu eksperymentowi zostali poddani polscy żołnierze, którym MON zakupiło pistolet WIST, polskiej konstrukcji, produkowany przez firmę słynącą z produkcji kołowrotków wędkarskich równie nienachalnej jakości. W konkurencji „najwięcej zacięć na magazynek” WIST był niewątpliwie konstrukcją przodującą na świecie. W końcu WIST został szczęśliwie wycofany z użycia, a jego produkcję zakończono. Walther P99 jest nadal składany w Radomiu, w sklepach z bronią zajmuję półki oznaczone „dla koneserów i poszukiwaczy wrażeń”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • I dlatego Polska jest militarnym zaściankiem. Wszystkie wiodące w tym zakresie państwa produkują broń i sprzęt wojskowy w rodzimych zakładach. Mają własne konstrukcje a Polska…? Cóż nic własnego fińską patrię zwaną rosomakiem, f 16 made in USA, czołgi Leopard made in Germany i masę poradzieckigo przestarzałego szmelcu. Raczej nie ma czym poszaleć bo i USA i Rosja , Chiny, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Izrael, i wiele innych produkują sami broń a my to najwyżej brzozowe proce możemy wystrugać.

  • Dziękuję Panu Andrzejowi za ten artykuł, który napawa mnie wielkim smutkiem, gdyż 28 lat mija od upadku realnego socjalizmu w Polsce i szeroko rozumianej transformacji ustrojowej, a my nie opracowaliśmy do dziś żadnej rodzimej, unikatowej konstrukcji uzbrojenia poza udoskonalaniem dawnych licencji rosyjskich z okresu zimnej wojny.Smutne to wszystko.Dokąd właściwie zmierzamy?

  • bo w polsce jedynie „kiepskie fredki” czekające na darmochę mają się dobrze.
    Reszta maj ąca jeszcze oleum we łbie winna zmiatać z tego pisniętego kraju