Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Radziwiłł odlatuje na zimę

numer 37/2016

Minister zdrowia księciem polskiej narkofobii.

W moim prywatnym rankingu ludzi, którzy wykazali się bezdenną niewiedzą na temat marihuany, prowadził dotychczas były wiceminister zdrowia Sławomir Neumann z PO. Od kilku dni na czele listy znajduje się obecny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, którego na posadę wsadził poseł Kaczyński, rzekomo nawrócony na medyczną marihuanę.

Minister Radziwiłł w swej głębokiej inteligencji był łaskaw obdarzyć nas takim oto odkryciem dotyczącym leczniczej marihuany: „Marihuana jest środkiem niebezpiecznym i nie może być mowy, aby była udostępniona na zasadach takich jak witamina C. Nie może być tak, bo będziemy zbierać dramatyczne żniwo. To jest środek, który jest narkotykiem, który uzależnia, który jest niebezpieczny”.

Starsi Czytelnicy pamiętają serial „Szpital na peryferiach” i słynną scenę, w której doktor Strosmajer troskliwie zwraca się do siostry Hunkovej: „Gdyby głupota umiała fruwać, to unosiłaby się pani jak gołębica”. Ten medyczny sitkom produkcji czeskiej bawił za PRL-u całe pokolenia. Dziś role aktorów komediowych odgrywają ministrowie, a Konstanty Radziwiłł lotem koszącym, jak przystało na wypasionego gołębia, wcielił się w siostrę Hunkovą.

Rozbierzmy na części zdanie ministra i na chłodno ustalmy, jakie są fakty.

  1. Marihuana jest niebezpieczna.

Na całym świecie nie zanotowano ani jednego przypadku zgonu od przedawkowania marihuany. Dla porównania legalny i dostępny jak witamina C alkohol powoduje tysiące zejść śmiertelnych. Zdarzają się zgony po przedawkowaniu leków, np. dostępnych powszechnie przeciwbólowych. Śmierć w postaci raka płuc przynosi powszechnie używany tytoń. Najwięcej zaś ginie ludzi w wyniku nadużywania cukru i soli.

  1. Marihuana uzależnia.

Na początku lat 90. dwaj amerykańscy naukowcy dr Jack E. Henningfield z National Institute on Drug Abuse oraz dr Neal L. Benowitz z University of California w San Francisco niezależnie od siebie przeprowadzili badania. Oceniali 6 substancji: nikotynę, heroinę, kokainę, alkohol, kofeinę i marihuanę. Badali intensywności objawów głodu abstynencyjnego, siły przymusu zażywania ich kolejnych dawek, jaką ilość danego środka trzeba zażyć, by sprostać pogłębiającemu się uzależnieniu, jak trudno zerwać z nałogiem i jaki jest procent ludzi uzależnionych. Najbardziej uzależniającą substancją okazała się heroina, na drugim miejscu znalazł się alkohol. Na końcu rankingu jako środek najmniej uzależniający uplasowała się marihuana. Potwierdza to słynny raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), klasyfikujący marihuanę w ostatniej grupie najmniej szkodliwych używek, a alkohol razem z heroiną w pierwszej – najniebezpieczniejszej, najsilniej uzależniającej i powodującej największe negatywne skutki społeczne. Takie informacje nie powinny być tajemnicą dla lekarza i ministra zdrowia.

  1. To jest narkotyk.

Zawarty w marihuanie tetrahydrokannabinol (THC) stymuluje mózg, po czym następuje wydzielanie dopaminy, potocznie zwanej hormonem szczęścia. Dopamina wydziela się też po zjedzeniu bananów, czekolady oraz w stanie silnego zauroczenia innym człowiekiem. O marihuanie należałoby więc mówić najwyżej jak o używce, a nie narkotyku. Warto ku przestrodze zacytować fragment wywiadu prof. Jerzego Vetulaniego (neurobiologa, członka PAN i PAU, wiceprzewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Farmakologii w Akademii Nauk) dla „Newsweeka”: „THC przyjmowany często i długotrwale może nas nieco rozleniwiać, a nawet ogłupiać”. Profesor dodaje jednak: „Chciałbym też, żeby każdy, kto ma ochotę zapalić marihuanę – tak jak ci, którzy mają ochotę napić się wina – mogli kupić ją z legalnego, sprawdzonego źródła i wiedzieć, co palą”. Vetulani potwierdza również, że „lista chorób, przy których marihuana pomaga, jest imponująca i wciąż się wydłuża”.

  1. Dramatyczne żniwo.

To akurat już mamy. Państwo zadbało o to, żeby niezbyt szkodliwa roślina zmieniła się w niebezpieczną i nieprzewidywalną. Dilerzy handlują czymś, co bardzo często jest marihuaną tylko z wyglądu. W istocie poprzez nasączanie różnymi chemicznymi preparatami jest to dopalacz o nieznanym składzie i niezbadanym oddziaływaniu. Czarny rynek rządzi się prawem zysku, a towar lepszy jest wypierany przez gorszy, ale tańszy. Tak będzie dopóki nie zalegalizujemy marihuany i nie zacznie ona podlegać kontroli. Dziś twardy narkotyk, jakim jest alkohol, jest badany i raczej nie zdarza się, aby klient nocnego monopolowego kupił alkohol metylowy zamiast etylowego. A kiedyś, w dobie reglamentacji, na porządku dziennym były informacje o zgonach i oślepnięciach z powodu wypicia bimbru nieznanego pochodzenia.

  1. Lecznicza marihuana.

Dramatyczne żniwo zaczyna też dotyczyć rynku leczniczej marihuany. Wiele walczących o życie ludzi sięga po preparaty zawierające substancje lecznicze wyekstrahowane z konopi. Nielegalny olejek RSO, zawierający wysokie stężenie psychoaktywnego THC, jest sprzedawany za gigantyczne pieniądze. Nazwa oleju pochodzi od nazwiska Ricka Simpsona (Rick Simpson Oil). Amerykanin kilka lat temu jako pierwszy zaczął stosować olej z kwiatów konopi w terapii nowotworowej. Każdy, kto w Polsce nim handluje albo go używa, jest zagrożony karą więzienia do lat 15. Jego działanie lecznicze jest legendarne, ale nie ma jeszcze w pełni potwierdzonych badań naukowych. Trwają prace nad ustaleniem listy chorób, na które może pomagać. Handlarze bezwzględnie wykorzystują zdesperowanych chorych ludzi. W obrocie pojawia się zanieczyszczony olejek RSO, olejek rozcieńczony, a nawet w miejsce ekstraktu z konopi indyjskich sprzedaje się zwykły olej słonecznikowy rozlany do buteleczek.

Legalny i ogólnie dostępny jest natomiast olej CBD – konopny niepsychoaktywny kannabinoid. Lecznicze działanie CBD zostało potwierdzone w USA; pomaga m.in. na raka, padaczkę oraz choroby układu nerwowego.

Jest kilka metod wydobycia z rośliny CBD. Najprostsza polega na użyciu rozpuszczalników i następnym ich odparowaniu. To metoda chałupnicza, niebezpieczna, gdyż używane w tym procesie rozpuszczalniki nie są obojętne dla ludzkiego organizmu. Zawierają liczne substancje chemiczne, które pozostają w olejku. Na dodatek konopie działają na glebę jak naturalna oczyszczalnia ścieków. Roślina wyciąga z ziemi cały syf, z metalami ciężkimi włącznie. Niestety w procesie zwykłej ekstrakcji nie da się ich pozbyć, ba, ich stężenie w finalnym produkcie jest wielokrotnie większe. Dlatego większość producentów olejku CBD sprzedaje go jako produkt kolekcjonerski, a nie suplement diety.

Chlubnym wyjątkiem jest firma założona przez Macieja Kowalskiego, byłego aktywistę Wolnych Konopi. HemPoland opatentowała nowoczesną i skomplikowaną technologicznie metodę pozyskiwania CBD poprzez potraktowanie kwiatu konopi gazem CO2. Unikatowa maszyna, którą specjalnie do tego celu zaprojektowano i wykonano za granicą, jest największą tajemnicą firmy. Wytworzony w ten sposób olejek CBD jest absolutnie czysty, a jako zarejestrowany suplement diety podlega nieustannemu badaniu w laboratoriach sanepidu.

Firma Kowalskiego w tym roku zakontraktowała konopie u wielu rolników – od Szczecina po Rzeszów. Liczące po kilkadziesiąt hektarów pola specjalnie wyselekcjonowanej rośliny niezawierającej THC, ale bogatej w CBD robią ogromne wrażenie. Niestety produkty pochodzące z takich upraw są drogie.

– Wszystko finansujemy sami. Unijne dotacje na innowacyjne rozwiązania są nie dla nas. Nam odmówiono, dostał za to przedsiębiorca, który zbudował myjnię samochodów – mówi Kowalski, nie ukrywając rozczarowania.

Mimo iż konopie niezawierające THC są legalne, co chwila wzbudzają sensacje, najczęściej u stróżów prawa. Badaniom nie ma końca, ustalanie zawartości THC w tych krzaczkach jest, jak się wydaje, poważnym natręctwem polskiej policji.

Podsumowując: minister Radziwiłł okazał się nieukiem i narkofobem. Jego wypowiedź cofa nas o lata w procesie legalizacji medycznej marihuany, oddalając szanse na skuteczną walkę z chorobą dla wielu często umierających pacjentów. Brak uregulowań w tym zakresie powoduje liczne oszustwa, bandytyzm, żerowanie na ludzkim nieszczęściu, a uczciwym producentom przysparza kłopotów.

Jedno mnie zastanawia od bardzo dawna. Czy politycy, w tym Radziwiłł, Naumann i reszta narkofobów, są naprawdę takimi głąbami? A może po prostu działa tu lobby ludzi żywotnie zainteresowanych utrzymaniem obecnych restrykcyjnych przepisów? W końcu w czasie prohibicji w Stanach powstały liczne fortuny, a ich ścisły związek z polityką został bezsprzecznie udowodniony.

Wasze komentarze 9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Panie Redaktorze, bardzo dobry tekst, ale… Boli mnie to, ze razem z Palikotem mieliscie mozliwosc przepchnac legalizacje marihuany, przynajmniej leczniczej, a szanse ta zmarnowaliscie. W PO bylo okolo 40 poslów, którzy glosowaliby przeciw. Ale w Ruchu Palikota mieliscie swoich 40 poslów. PSL (28 poslów) by glosowal przeciw, ale przeciez bylo SLD z 27 poslami. To byla kwestia kilku glosów. Trzeba bylo tych kilka osoób potrzebnych do uzyskania wiekszosci po prostu do tego namówic. Chodzic za nimi, przekonywac, namawiac, prosic etc.

  • A te restrykcyjne przepisy skąd się wzięły? Były prezydent Kwaśniewski je podpisał. Ale głąbem nie był. Chciał tylko polizać dupę Amerykanom, bo oni za udział w dawno przegranej WAR ON DRUGS poklepali go po plecach.

  • szkolenie, podszkolenie z gramatyki sie kłania

  • A ja uważam, że powinno się nasrać na Jezusa Chrystusa!

    • Ty gnoju, Jezus był na swoje czasy postępowym aktywistą, a jego działalność pomogła społeczeństwu przejść od niewolnictwa do feudalizmu.

  • Metamfetamina też powoduje wydzielanie dopaminy. Czy zatem o metamfetaminie należałoby więc mówić najwyżej jak o używce, a nie narkotyku?
    Popieram regulowany prawnie dostęp do wszelkiego typu używek, ale powyższy argument uważam za nietrafiony.

  • „Państwo zadbało o to, żeby niezbyt szkodliwa roślina zmieniła się w niebezpieczną i nieprzewidywalną. Dilerzy handlują czymś, co bardzo często jest marihuaną tylko z wyglądu. W istocie poprzez nasączanie różnymi chemicznymi preparatami jest to dopalacz o nieznanym składzie i niezbadanym oddziaływaniu.”
    Warto sprostować odnośnie syntetyków, o których mowa w powyższym fragmencie. Materiał roślinny, który nasączany jest tymi substancjami, nie pochodzi w żadnym stopniu z konopi. Faktem jest, że powstanie takich dopalaczy jest spowodowane nielegalnością konopi. Zamienników THC nie brakuje i rzeczywiście nie da się stwierdzić, jaką substancję się zażywa i jakie może wywołać działanie.
    Konopie oraz THC są znane od dawna. Nie ma się czego bać, chyba że ma się paranoje jak szanowny minister.

  • Panowie Redaktorzy, napiszcie dobry tekst o potrzebie przywrócenia cenzury.
    A potem zacznijcie praktykę od Waszej redakcji. Po to, aby takie wpisy jak ten Młodego Kutasa powyżej się nie pojawiały.

    • Hmm… Widac taki z Ciebie ateista, co na lozu smierci przyjmie wszystkie sakramenty na raz. Z jakiegoz powodu tamta wypowiedz mialaby byc ocenzurowana?