Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Autor
Michał Marszał

Rachoń we wzwodzie

numer 35/2018

Przebieranie się za chuja wprawdzie nie jest jednoznaczne z byciem chujem, ale…

Michał Rachoń, gwiazdor TVP (taki Tomasz Lis, tylko z PiS), gdy jeszcze nie wchodził na antenie głęboko w anus politykom partii rządzącej, w czasie wolnym od bycia politykiem Prawa i Sprawiedliwości angażował się społecznie. Tak było m.in. we wrześniu 2009 r., gdy podczas wizyty Władimira Putina w Sopocie przebrał się w pluszowy strój penisa i razem z grupą znajomych próbował znieważyć premiera Rosji. Pech chciał, że ponad 3-metrowego chodzącego członka Putin nie zauważył, ale za to zrobili to policjanci, a w ślad za nimi miejscowa prokuratura, która postawiła Rachoniowi zarzut znieważenia głowy obcego państwa.

Po prawie czterech miesiącach próśb, błagań i ponagleń udało mi się uzyskać wgląd do ponad trzystu stron akt, jakie zebrano w tej sprawie. Oto cała nieupubliczniona dotychczas historia: od samiuśkiego wzwodu Rachonia aż po jego ostateczne oklapnięcie.

 

Raz

W sprawozdaniu technika kryminalistyki, któremu owego upalnego dnia wielki chodzący penis wpadł w ręce, czytamy: „W dniu 01.09.2009 pełniłem służbę w zabezpieczeniu wizyty delegacji zagranicznej. Około godziny 12-stej zauważyliśmy grupę młodych osób, spośród których część w przebraniu przypominającym członek męski z napisem pionowym o treści »PUTIN«, z przymocowanymi w górnej części przebrania balonikami. W pewnej chwili usłyszałem z mojej lewej strony okrzyk »Putin to penis«”.

Z dalszych zeznań policjanta wynika, że trzon członka okazał się nie być tworem stuprocentowo męskim: składał się nań chłop szczupłej budowy, ubrany w różową koszulę i ciemne długie spodnie, oraz kobieta ok. 20-22 lat średniej budowy, którą partner niósł na barana. Oboje po zdjęciu kostiumu zostali wylegitymowani.

 

Dwa

Z zeznań M., któremu po doprowadzeniu na komendę wyraźnie zmiękła rura, wynika, że cała sprawa nie była z jego strony aktem wybitnej antyputinowskiej odwagi, ale zbiegiem okoliczności, w których znalazł się zasadniczo niechcący i przez przypadek. M., przywieziony z Tczewa do Sopotu przez znajomego ze studiów, trafił na plażę, gdzie „grupa osób” przygotowywała demonstrację. Strój wielkiego fiuta, według słów M., był „przygotowany przez którąś z osób”, a w momencie, w którym go przyodziewał, „nie było na nim żadnego napisu”. M. wyznał – co dla penisa wydaje się być stanem naturalnym – że „po założeniu tego stroju nie wiedział, co się dookoła dzieje, strój ten był o tyle ciasny, że uniemożliwiał mi widzenie, nawet w dół”.

Bojowy antyputinowiec zeznał następnie, iż był w istocie – jak to fiuty mają w zwyczaju – nieświadomym niczego dodatkiem, gdyż „na miejsce demonstracji zostałem poprowadzony za rękę przez którąś z osób, po czym zostałem ponownie odprowadzony w inne miejsce”. Jako narząd pozbawiony uszu podczas demonstracji nie słyszał, „aby ktoś wzniósł okrzyk »Putin to penis«. Ja takiego okrzyku z całą pewnością nie wznosiłem, nie wnosiłem również żadnych okrzyków, których treść można uznać za obelżywe” – przyrzekał śledczym. „W trakcie demonstracji zbierałem materiały do elektronicznego materiału dziennikarskiego do portalu, którego jestem współpracownikiem. To wszystko” – zakończył.

 

Trzy

Oklapnięty już penis – jak na porządne śledztwo przystało – trafił wkrótce w ręce specjalistów, który poddali go stosownym badaniom. Z protokołu wynika, że „w temperaturze pokojowej ok. 20 stopni Celsjusza, w pokoju Naczelnika Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego przy świetle naturalnym” wnikliwe oględziny wykazały „materiał dwukolorowy o dł. ok. 3,5 m i szerokości w miejscu najszerszym ok. 1,2 m, a najwęższym ok. 0,40 m”. I słusznie, gdyż penisy, choć nie wszystkie, mają zazwyczaj takie proporcje.

Najlepsze policyjne głowy w Sopocie wykoncypowały następnie, że „część materiału jest w kolorze różowym i przywiązane są do niej cztery balony: dwa kolory żółtego, jeden różowy i jeden pomarańczowy”. Nie uszło ich uwadze również to, że „10 balonów jest popękanych”. Wzdłuż tkaniny widoczny był zaś „napis »PUTIN« koloru czarnego, z literami o wymiarach 20 cm każda”.

Samotny, opuszczony fiut wraz z balonami trafił następnie do Magazynu Dowodów Rzeczowych KMP w Sopocie.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Odpowiedz na „bsAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.