Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Pukniete dwa pedały

numer 30/2016

Dobrą wiadomością dla kierujących samochodami jest to, że śmiertelność rowerzystów rośnie. Złą, że liczba pedalarzy rośnie szybciej.

Jeśli się ma motocykl czy furkę, to przestaje się być anonimowym. Kierującego pojazdem mechanicznym zdradza numer rejestracyjny. Trzeba mieć prawo jazdy. Ktoś aspirujący do posiadania prawka musi zaliczyć wizytę u lekarza i dostać zaświadczenie, że widzi, słyszy i rusza się w niezbędnym dla kierowcy zakresie.

Każdy samochód i motocykl musi obowiązkowo być ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej. Urządzenie do wożenia dupy kierowcy musi też być sprawne, co potwierdza pieczątka Stacji Kontroli Pojazdów.

Stado świętych krów

Chyba że się jest pedalarzem. Wtedy wystarczy mieć chęć szczerą i rower. Bicykl powinien mieć jakieś światełka i hamulce. Jadący nim pełnoletni obywatel nie musi zaś mieć nic. Ale jest coś, co większość z nich ma. Przekonanie, że na drodze są świętymi krowami i wszystko im wolno. Nad wypracowaniem w pedalarzu takiej świadomości od lat pracują pospołu „Gazeta Wyborcza” i organizacje ekologiczne. Plus samorządy wielkich miast. Budują im bowiem ścieżki rowerowe. Przez ostatnie 10 lat we fragmenty chodnika, którymi mają śmigać cykliści, włożyły niemal 5 mld zł. Żeby tylko… W większości wielkich miast uruchomiono tzw. system rowerów miejskich do wypożyczania.

Zyski z tego idą w miliony. Miliony trafiające pospołu do kieszeni prywatnych firm rowery wynajmujących i samorządów. O ile jednak dla spółek, które zainwestowały wyłącznie w welocypedy, system do parkowania i serwis sprzętu to doskonały biznes, o tyle dla samorządów taki sobie. Przychody z wynajmu nie pokrywają bowiem nawet części nakładów na budowę nowych ścieżek rowerowych.

Nikt u nas nie pokusił się nigdy o zbadanie wykorzystania traktów dla bicykli. Jedynymi statystykami dotyczącymi rowerów są te mówiące, że cykliści stanowią u nas od 5 do 7 procent wszystkich uczestników ruchu drogowego, a i to prawdopodobnie tylko w dni, gdy nie pada deszcz, a temperatura jest wyższa niż 13 stopni. Czyli góra 60 dni w roku.

Nikt też nie przeprowadził badań mających odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu rower naprawdę jest środkiem przemieszczania się, a w jakim spełnia funkcje rekreacyjne. Spece znający realia wielu krajów i obserwujący to, co się dzieje u nas, twierdzą, że z każdych stu kilometrów przejechanych przez bikerów, ledwie 2 są wykorzystywane na dojazd i przyjazd z pracy, na zakupy bądź w innym zbożnym celu. Reszta śmiga na rowerkach, aby zrzucić zbędne kilogramy, poszpanować przed znajomymi albo potowarzyszyć dziecku w rowerowej wycieczce.

Masa wkurwiająca

Niektórzy jeżdżą rowerami tylko po to, żeby powkurwiać innych. Nazywa się to „Masa Krytyczna” i wymyśliło sobie, że w każdy ostatni piątek miesiąca będzie w godzinach, gdy ulice są zapchane samochodami, blokować część miasta. W Warszawie i kilku innych aglomeracjach rowerzyści wkurwiają wszystkich już od kilku lat.

Podobno walczą o to, żeby nie byli dyskryminowani przez zmotoryzowanych uczestników ruchu. Bo niby są. Kierowcy podjeżdżają zbyt blisko nich. Piesi wchodzą na ścieżki rowerowe. Samorządy budują zaś zbyt mało tras dla pedalarzy.

Stan świadomości polskiego zinstytucjonalizowanego bikera najlepiej ilustruje scenka z Wrocławia. Wideorejestrator tamtejszej policji nagrał rowerzystę przejeżdżającego na czerwonym świetle. Facet świadomie olał sygnalizację świetlną. Dlatego, że – jak powiedział po zatrzymaniu przez policjantów – „on i tak bardziej ryzykuje”.

Wrocławska interwencja mundurowych jest wyjątkiem. Psiarnia od czasu, jak nie ma wytycznych, aby ścigać cyklistów na bani, olewa miłośników pedałów. Ci zaś nagminnie łamią przepisy, narażając życie swoje, pieszych i kierowców.

Przejechać analfabetę

Nie ma w Polsce kierowcy, któremu nie śmignąłby przez przejście dla pieszych, wzięty z powietrza rowerzysta. Prawie żaden z nich nie wie, że przejechanie rowerem przez pasy jest zabronione, zgodnie z przepisami Prawa o Ruchu Drogowym. Rowerzysta jest zobowiązany zejść z roweru i przeprowadzić go po przejściu dla pieszych, jeśli chce je przekroczyć.

Dojeżdżając do przejścia dla pieszych, kierowca spodziewa się pieszego idącego średnio z prędkością 4 km/h, dlatego gdy na zebrę wjedzie pedalarz osiągający prędkość kilka razy większą, kierowca musi hamować. I jeśli w czasie tego manewru wpierdoli się w pieszego albo w wózek obok, to może spowodować spore kuku. Policjanci z drogówki doradzają zatem, by w takiej sytuacji przejechać rowerzystę. Kierowca będzie usprawiedliwiony.

Wbrew temu, co się wydaje tysiącom osób popierdalających bicyklami, rowerzystom nie wolno jeździć po chodnikach. Mogą poruszać się nimi wyłącznie osoby mające pod opieką cyklistę w wieku poniżej 10 lat. Jest też jeszcze jeden kodeksowy wyjątek. Pedalarz może śmigać trotuarem, gdy „szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów”. Jest jeszcze jeden debilny przepis umożliwiający rowerzyście jazdę chodnikiem: wtedy otóż, gdy na drodze panują bardzo niekorzystne warunki pogodowe, które mogą zagrażać życiu lub zdrowiu rowerzysty: śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła. Kretynizm tego przepisu polega na tym, że jak występuje opisana w nim chujnia pogodowa, to rower chodnikiem należałoby prowadzić.

Naskoczcie mu na pedał

Czy ktokolwiek widział kiedyś patrol zatrzymujący się przy pedalarzu jadącym chodnikiem? Jakiego pecha musi mieć cyklista, aby zostać dupniętym przez policję za przejeżdżanie na zebrze.

Bezkarność rowerzysty jest absolutna. Jak urwie komuś lusterko samochodowe albo przerysuje pedałami karoserię, to gdy da dyla z miejsca zdarzenia, można mu nagwizdać.

Dziś z mocy prawa jest tak, że z wybiciem 18. urodzin można popieprzać po drogach rowerem lub motorynką beż znajomości przepisów. Obowiązkowy kask z numerem zmuszałby rowerzystów do wykupywania obowiązkowych polis OC dla rowerów. A to wszystko czyniłoby z nich pełnoprawnych uczestników ruchu. Czyli takich, którzy oprócz świętokrowości mają również obowiązki.

Ziobrą w cyklistów

Kontrolerom NIK wyszło, że ogólna sytuacja bezpieczeństwa na drodze poprawiła się w ostatnich latach. Zmniejszyła się o 15 proc. liczba wypadków. Mniej jest poszkodowanych i ofiar śmiertelnych. Z jednym wyjątkiem…

W Polsce co trzeci trup na drodze to rowerzysta. Liczba wypadków z ich udziałem wzrosła z 3918 w 2010 r. do 4634 wypadków w roku 2015, a liczba ofiar śmiertelnych wypadków wzrosła z 280 do 300. Prawdopodobieństwo śmierci rowerzysty jest w Polsce o 14 proc. wyższe w porównaniu ze średnią w Unii Europejskiej.

Zdecydowaną większość wypadków powodują cykliści. Im więcej dostają praw i ułatwień, tym bardziej wpieprzają się pod koła samochodów.

Opowieści NIK o tym, że sytuację tę zmienić może jedynie budowanie jeszcze lepszej infrastruktury dla pedalarzy, to nieporozumienie. I to takie, które zamiast zmniejszyć liczbę przejechanych rowerzystów, jeszcze ją podniesie.

Wasze komentarze 20 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Pieprzysz wasc jak potluczony – w cywilizowanych krajach sa podobne zasady i duzo wiekszy ruch rowerow i nie ma z tego powodu Armagedonu. W Polsce to akurat kierowcy samochodow zachowuja sie jak swiete krowy i stad tyle wypadkow.

    • Wiesz co – proponuję przyjechać do Warszawy na ulice Polską w okolice wiaduktu Trasy Siekierkowskiej. Najlepiej stanąć tam z kamerką i ponagrywać jak cholerni pedalarze pedałują po przepisach. NORMALNE jest to iż koleś popierdziela ścieżką rowerową po czym przecina ulicę Polską nawet nie specjalnie hamując i jedzie dalej. Kierowca jest oczywiście zmuszany do nagłego hamowania. Patrol policji który niedaleko stoi obserwuje sobie ten armagedon i bardzo często karze kierowcę za rzekome nieustąpienie pierwszeństwa. Piekielności całej sytuacji dodają oczywiście wesoło rosnące krzaczki które doskonale zasłaniają przejście z jednej strony więc rowerzysta wynurza się dosłownie z oparów czeluści prosto pod samochód. Efekt jest taki iż kierowcy którzy doskonale wiedza o tej chorej sytuacji zawczasu hamują przed przejściem co nie raz przyczyniło się do stłuczki. Osobiście uważam iż powinna zostać wprowadzona karta rowerowa który uprawniałby do uzyskania zniżki OC.

    • Może i dużo większy ruch ale też i większy szacunek do siebie. …a swoją drogą skoro samochód musi się zatrzymac bo jest większy i moze uszkodzić rowerzystę to dlaczego nie zatrzymuje się lokomotywa na przejeździe dla samochodów? ??

  • p. JASIŃSKI wierszówkę nabija (1019 słów) w sezonie ogórkowym. Poza tym nie podoba mu się, ze jest jeszcze mały skrawek życia ludzi bez upierdliwości państwa, i firm ubezpieczeniowych

  • Z częścią argumentów muzę się zgodzić. Obowiązkowe oc i jakiś identyfikator na kasku powinny być. trafią się debile którzy robią slalom ulica-chodnik i przez czerwone światło. Ale jak już napisał „B” – kierowcy to święte krowy, które nie zachowują min. 1 metra odległości od wyprzedzanego biker tylko przejeżdżają tak żeby wkomponować nas w chodnik…. jesteśmy dla nich intruzami na drodze a mamy takie samo prawo się po niej poruszać (debilne prawo, brak ścieżek rowerowych itp to już inna bajka ). Kierowcy są takimi debilami, że nawet nie potrafią jeździć „na zakładkę” gdzieś na zwężeniu. nie mają kultury do innych kierowców a co dopiero do nas. Nie znają nawet przepisu, który pozwala nam jeździć obok siebie. Polaczki cebulaczki…. tyle mam do powiedzenia

    • Czemu nie driver a kierowca? Byloby jeszcze bardziej „nowoczesnie”. Skoro jest biker to i driver.
      I po murzynsku na calego: „Driverzy nie szanuja bikerow, bo mysla ze bike jest gorszy od cara”. Spolszczanie angielskiego to specjalnosc cebulakow, ktorzy mysla, ze sa fajni. Polaczki cebulaczki… Tyle mam do powiedzenia.

      • Nie widzisz, że „zarzucił przynętę”? Nick „Popierdalający na biku”, chamowaty styl, powtykane anglicyzmy. Nazwa „trollowanie” pochodzi nie tyle od niezbyt sympatycznego stwora z mitologii skandynawskiej, ile od techniki poławiania ryb, zwanej „trollingiem” (en.wiktionary.org/wiki/troll#Verb definicja 3.).

    • Odpowiem klasykiem: „Dajcie Polakom wolność a sami się wykończą.” W każdej dziedzinie. KAŻDEJ.

  • Rozumiem zatem że kierowcy ze swoich podatków mają dostawać drogi i bóg wie co, ale pieszy czy rowerzysta figę z makiem. Proszę zrozumieć że są i rowerzyści chuje i rowerzyści chuje, apropos przejeżdżania na pasach to nie wiem jaki procent kierowców też zdaje sobie sprawę że przed przejściem dla pieszych bez sygnalizacji należy się zatrzymać i ustąpić, pan na pewno to robi. Proszę nie pisać następnym razem artykułu wkurwionym bo to nie przystoi.

  • Od kiedy w Nie pojawiają się artykuły które miały być we W Sieci? Poziom bólu dupy dosyć charakterystyczny dla tej redakcji.

  • Autor pewnie nie wie w ktora strone kreci sie pedaly w rowerku. Jak przy postoju w korku krew pana zalewa, to prosze pomyje wylac na miasto ktore w dupie ma jakosc infrastruktury jakiejkolwiek, wlaszcza dla kierowcow.

  • Drogi, chodniki, ulice itd są dla ludzi. LUDZI! Nie pojazdów czy maszyn. Służyć mają ludziom i ułatwiać im przemieszczanie. Do tej pory świętą krową albo raczej bezczelnym bydlęciem na drogach byli kierowcy i ich przedłużenie prącia czyli wyśniony automobil. Jedynym rozwiązaniem aby zmniejszyć liczbę wypadków jest edukowanie i wtłaczanie do głów kierowcom że drogi są , jak pisałem, dla ludzi i to dla wszystkich, także dla rowerzystów i pieszych. Zatem kierowcy mają uważać bardziej – dlaczego? Bo ich maszyny to potencjalna broń, jak wskazują statystyki, skutecznie przerzedzająca populację. A jak panu Jasińskiemu ciężko się poruszac autem….cóż nie każdy ma wystarczające umiejętności i podzielność uwagi by prowadzić samochód. Są autobusy, tramwaje, dla sprawniejszych rowery lub piechotą chodzić można. Bo nie rozumiem dlaczego auta mają być wciąż uprzywilejowane na ulicach? Bo panu Jasińskiemu trudno jeździć?

  • Od 10 lat pracuję w Londynie, mogę być Polaczkiem-cebulaczkiem, mimo wszystko wyjaśnię różnicę pomiędzy tutejszą rzeczywistością a polskimi realiami w tej kwestii. Jeżdżę tu na rowerze rekreacyjnie, autem zawodowo. Wszystkie autobusy, ciężarówki i duża ilość mniejszych dostawczaków posiada umieszczone naklejki informujące rowerzystów o ogromnym ryzyku związanym z jazdą z lewej strony samochodu, czyli od krawężnika (kierownica po prawej przypominam). Ponadto standartowo informację o ty,m, że jeśli nie widzisz lusterek wstecznych pojazdu, to kierowca ciebie również nie widzi, co stwarza duże zagrożenie, zwłaszcza dla rowerzystów poruszających się za takim pojazdem. Podatek drogowy w UK jest pobierany bardzo skrupulatnie, a mimo to oblicza sie ilość pojzadów poruszajacych się bez na ok pół miliona sztuk. Rowerzyści nie płącą, podobnie jak w PL. I to nas, kierowców, wkurza do białości. I tu różnica, bo mimo iż wkurza, to poziom tolerancji świętych krów rowerowych jest o wiele wyższy. Mając złe doświadczenia z dróg, poruszam się na rowerze wyłącznie po ścieżkach rowerowych, których jest tu sporo, czasem zdumiewająco poprowadzonych wzdłuż dróg, ale bezpiecznie. Bywając bardzo często w Polsce, nie zdarza mi się nie zwolnić do minimum przed zakrętam lub bardzo mocno przed przejściem dla pieszych. Kilkakrotnie w takiej sytuacji wyminęło mnie auto, prawie rozjeżdżając przechodnia lub rowerzystę. Kurwa ludzie gdzie wam się tak spieszy? Mnie ci rowerzyści doprowadzają często na skraj wkurwu, ale czy w imię tego mam ich rozjeżdżać? Jestm również motocyklistą, o relacjach pomiędzy nami a kierowcami samochodów można napisać tomy. W Londynie jeżdżę dużo bezpieczniej, bo kierowcy maja inne podejście do jednośladów, chociaż buraków na motocyklach nie brakuje.Wszyscy musimy korzystać z tej samej przestrzeni, im mniej nerwów, tym mniej błędów na drodze. Ja wychodzę z założenia, że muszę za kółkiem lub kierownicą czy to motocykla, czy roweru myśleć podwójnie – raz za siebie, a drugi za innych, bo ludzie popełniają błędy lub są zwyczajnie głupi, ale to nie daje mi prawa do zrobieni z kogoś kaleki i zniszczenia sobie życia, bo po co?

  • Artykul jak najbardziej trafny.
    W komentarzach wielki bol cyklistow. Oburzenie za nazwanie swietymi krowami, Zale na brak sciezek pedalarzy itd.
    Szkoda tylko ze nikt nie wspomni o najwazniejszej sprawie:
    KTO ZA TO PLACI?
    Kto placi na budowe i utrzymanie drog?
    Kto placi na budowe sciezek rowerowych?

    Oczywiscie kierowca auta w niezliczonych podatkach. I tu pojawia sie kolejne pytanie- dlaczego to robi?
    Po to zeby odsunac jasnie cyklistow z drogi zarowna dla ich jak i swojego bezpieczenstwa.

    PEDALARZE POWINNISCIE BYC WDZIECZNI ZA TO ZE KTOS WAM SPONSORUJE DROGI!

    Chcialbym jeszcze sie odniesc do tej frustracji kierowanej w biednych cyklistow.
    Kazdy zna sytuacje gdzie musi wielokrotnie wyprzedzac tego samego pedalarza, bo przy kazdych swiatlach przeciska sie on pomiedzy samochodami na pole position i albo grzecznie czeka albo wksakuje na chodnik by przejechac na czerwonym. Potem znow na droge i znow wywolywanie frustracji u tego samego kierowcy….

    Za granica wcale nie jest lepiej (na przykladzie germanii) cala masa bezmyslnych pedalarzy wymijajacych z kazdej mozliwej strony. Przeskakujacych droga-sciezka rowerowa-chodnik-czesc drogi wylaczona z ruchu…

    Co jest lepsze za granica to ubezpieczenie. Bardzo popularne sa ubezpieczenia ‚od glupoty’ – prywatne OC. wtedy jezeli pedalarz uszkodzi nam auto to z tego ubezpieczenia zostanie pokryta szkoda… Oczywiescie o ile nie spierdoli…

    przepraszam za brak polskich znakow.Ciao

  • Powiem szczerze, jak czytam ten tygodnik od lat i zawsze potakuję głową, tak dziś Pan Jasiński, idiota i osoba przyrośnięta dupą do samochodu, spowodował u mnie konsternację. Wyobraź sobie Pan, Panie Jasiński, że jak ktoś panu przed maską na rowerze przejeżdża, to może dlatego, że był na ścieżce dla rowerów, a ta choć fizycznie jest częścią chodnika, to praktycznie częścią jezdni. Weź sobie Pan ku… kodeks do ręki i przestudiuj bo tych głupot i wyklinania się nie da czytać. Jakbym spotkał Pana szanownego na drodze i jechał rowerem, co czynię tak samo często jak jazdę samochodem, to bym Panu wytłumaczył, że wymuszanie pierwszeństwa to zwykłe chamstwo, najczęściej popełniane przez śmierdzących swoimi samochodami. Pozdrawiam chłodno.

  • Dodam tylko, że Urban powinien Pana osobiście zrugać za takie gówno, jakie Pan tu spłodził.
    Widać dobra zmiana dotarła nawet do redakcji „Nie”.

  • Artykul nie ma miejsca w NIE. Na calym swiecie wprowadza sie komunikacje rowerowa aby odciazyc ruch miejski. Rowery to przyszlosc czy sie to panu podoba czy nie. A ze ta transformacja odbywa sie stosunkowo wolno, jest rezultatem pracy lobby samochodowego (lepiej sprzedac wiecej aut niz mniej) i medycznego (jak wiecej jezdzi samochodami to ich szlag wczesniej trafi a zanim to nastapi to mozna ich podleczac). Zmniejszenie rozmiarow stada jest tez nie bez znaczenia. W kkazdym razie dziekuje NIE ze daja artykuly poczytac i szkoda ze nie maja subskrybcji bezposrednio ze strony internetowej a tylko poprzez szemranych posrednikow.