Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Psychol

numer 46/2015

Tadeusz G. zabił konkubinę. Rozwalił jej głowę tuż po Bożym Narodzeniu w 1999 r., bo chciał wejść w Nowy Rok bez kłopotliwego towarzystwa.

Nie było kłopotów z zabezpieczeniem dowodów zbrodni. Morderca nie wypierał się czynu.

– Ona by mnie zabiła – mówił. I uśmiechał się z satysfakcją, że orłem może nie jest, ale nie dał się babie podejść.

– Schizofrenik paranoidalny. Całkowicie zniesiona poczytalność – ocenili psychiatrzy. Sąd Okręgowy w Olsztynie umorzył postępowanie karne. Tadeusz z aresztu został przeniesiony do zamkniętego zakładu leczniczego. Było nie najgorzej, skoro udało mu się uciec. Cieszył się wolnością przez tydzień, po czym wrócił do swoich kapci.

Dobrze rokuje – uznali lekarze. „Nie wymaga leczenia w zakładzie zamkniętym” – poinformowali sąd. W styczniu 2008 r. mężczyzna wrócił do swego mieszkania w kamienicy położonej w połowie drogi między olsztyńskim ratuszem i starówką.

Nie zostawiono go samemu sobie. Co 3 miesiące przychodził kurator.

– Czy pan bierze leki? Czy nie pije? Z czego się utrzymuje? Czy sąsiedzi nie mają zastrzeżeń? – dociekał.

Odpowiedzi były zadowalające. W lutym 2013 r. sąd wydał postanowienie, że nadzór jest już niepotrzebny. Tadeusz G. zachowuje się bez zastrzeżeń. Poza tym ma w Olsztynie siostrę, która może sprawować opiekę.

Ale Danuta G. zaprzecza, że coś w tej sprawie obiecała. Mieszka daleko, opiekuje się chorą córką i matką, nie ma samochodu. Jednak jako najbliższa rodzina wbrew swojej woli stała się żywicielką i opiekunką chorego. Wpadała z miską zupy i wypranymi ciuchami. Tadeusz bywał agresywny.

– Pije. Nie bierze leków – zauważyła. Zaalarmowała sąd.

 

* * *

22 grudnia 2012 r. kurator sądowy przeprowadził z Tadeuszem G. rozmowę ostrzegawczą. Zobowiązał go do przestrzegania abstynencji.

31 grudnia 2012 r. stwierdził, że Tadeusz G. jest trzeźwy. Nie było więc powodu, aby przywracać nadzór.

W styczniu 2014 r. udało się siostrze doprowadzić mężczyznę do psychiatry.

– Dostaniesz rentę po matce – łudziła Tadeusza. Został przyjęty do szpitala.

– Nie ma powodów do obaw – uspokajał doktor.

Po hospitalizacji zgłosił się do poradni AA.

– Przecież pan jest chory psychicznie – terapeuci pokazali drzwi.

Spróbował w przykościelnej poradni AA. Tak samo.

– Przynajmniej bierz leki – naciskała siostra.

– Przecież one zmieniają mi mózg – narzekał.

Zamykał się w swoim świecie. Wszyscy byli jego wrogami.

– Przynosisz zatrute jedzenie – wytykał siostrze. Nocami dzwonił z wyzwiskami. Co kilka dni wymieniał zamki w drzwiach.

W listopadzie 2014 r. po serii incydentów Danuta zgłosiła się do Komendy Miejskiej Policji z prośbą o dowiezienie brata do psychiatry, bo jego zachowanie zagraża życiu jego samego i sąsiadów.

– Z taką sprawą na komisariat przy ul. Dąbrowszczaków – odesłał dyżurny.

– Niech pani podda brata leczeniu – poradzono na komisariacie. – To nie jest zadanie policji.

Najbliższy wolny termin u psychiatry był w lutym 2015 r.

– Więc prywatnie – zdecydowała. Poszła sama, Tadeusz nie chciał jej towarzyszyć. – Niech pani da lek, tłumiący agresję, który da się podać bez wiedzy brata. W jedzeniu – prosiła lekarkę.

– Bez badania? To niemożliwe.

Na początku grudnia 2014 r. zadzwoniła do Danuty sąsiadki brata.

– Jest u mnie, dziwnie się zachowuje, boję się, proszę przyjechać – poprosiła.

– No dobrze, zgłoszę się na leczenie – obiecał Tadeusz, gdy siostra dotarła na miejsce. Oboje wrócili do jego mieszkania. Gwałtownie zamknął drzwi na klucz. Zauważyła, że w reklamówce ma młotek. Wpadł w furię, jakimś cudem uciekła. Wezwała policję i pogotowie.

– Jest spokojny, nie ma podstaw do interwencji – oznajmili policjanci po spotkaniu z mężczyzną.

Tydzień przed Bożym Narodzeniem napadł na kolejną sąsiadkę.

– Pani mi klucz ukradła! – wrzeszczał.

Z koleżanką zza ściany poszła na policję.

– Schizofrenik zabójca, ma urojenia, agresywny, boimy się o życie – opowiedziały.

– Nic nie możemy zrobić – usłyszały. – Proszę do prokuratury, oni urządzą konfrontację.

– Konfrontacja z Tadeuszem? Mamy dzieci. To jak podpisać na nie wyrok śmierci – uznały i wróciły do domu.

W Wigilię 2014 r. mężczyzna pobił kolejną sąsiadkę. Chciał ją pociąć, uciekła. Przyjechała policja.

– Może pani zgłosić pobicie – pouczyli policjanci.

– Zareagujecie dopiero, gdy brat kogoś zabije? – rozkrzyczała się Danuta.

– Tak.

Zaczęła nagrywać telefonem komórkowym.

– No to jedziemy na komendę celem złożenia zeznania- zarządzili funkcjonariusze.

– Najpierw badanie trzeźwości – podsunął pobitej alkomat. –O, było piwko czy dwa… Nie możemy pani przesłuchać ze względu na nietrzeźwość.

– Ja za nią zeznam – zaproponowała Danuta.

– Przecież pani nie jest poszkodowana.

 

* * *

Czwarta po południu, 23 stycznia 2015 r.

– Pomocy! – krzyknęła Anna. Mieszkała obok Tadeusza. Drzwi w drzwi, sama. Właśnie wróciła z pracy.

Było w głosie Anny coś takiego, że mieszkająca po sąsiedzku Beata nie miała wątpliwości. Stała się tragedia. Wciągnął ją do siebie i pobił? Wezwała policję. Tadeusz grzecznie otworzył drzwi.

– Rzeczywiście pokłóciłem się z Anną – przyznał. – Ale krzyknęła i wyszła – wyjaśnił.

Patrol chciał odjechać. Beata się uparła.

– Ona tam jest. Potrzebuje pomocy. W przeciwnym razie odebrałaby komórkę! – krzyczała.

Drzwi wyważyła straż pożarna. Anna leżała ze zmasakrowaną młotkiem głową. 11-centymetrowe ostrze noża było wbite w oczodół.

 

* * *

Przepisy pozwalają, aby takich jak Tadeusz przewozić do szpitala „również bez ich zgody, w razie potrzeby z zastosowaniem przymusu bezpośredniego”, jeśli stanowią zagrożenie dla siebie lub osób trzecich.

Czy więc w tej sprawie państwo dało ciała? Policja nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. Gliniarze przyjeżdżali do Tadeusza 8 razy. Dopełnili starań. Skuteczna pomoc nie była możliwa bez współudziału wszystkich stron, a sąsiadki nie poszły do prokuratury. Wzdragały się przed konfrontacją. Poza tym policjanci muszą respektować prawa do ochrony dóbr osobistych wszystkich uczestników problemowej sytuacji.

Ewentualnie winna jest Danuta. Mogła wnioskować o ubezwłasnowolnienie brata. No i co z tego, że to długotrwała procedura.

Jest opinia biegłych. W chwili zabójstwa Tadeusz był niepoczytalny.

Z jego powodu toczą się 2 śledztwa. W sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji, które przypuszczalnie zostanie umorzone. A także w sprawie kradzieży rurki od syfonu Tadeusza przez jego sąsiadki z kamienicy. Mężczyzna oskarżył je o przestępstwo na krótko przed zabiciem Anny.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.