Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Psy karmione człowiekiem

numer 48/2015

Policja przeżyła dramat. Jej samochód musiał zahamować, bo pies wyskoczył na jezdnię. Oto konsekwencje.

Jak co dzień, po siódmej wyszedł z psem na spacer. Chodził na ulicę Odległą, bo tam jest odludzie i nie musiał z nikim gadać.

– Słowek! Stój! – usłyszał za sobą Grzegorz Słowek i zobaczył dwóch funkcjonariuszy w radiowozie. Znał ich, lubili się z niego pośmiać.

– Twój pies nie chodzi jak trzeba! Ty też nie jesteś jak trzeba – powiedział policjant. – Dawaj, Słowek, dowód! – powiedział i zaczął się śmiać, bo wiedział, że Grzegorz Słowek nie ma żadnego dowodu.

– Nie dam dowodu, bo nie mam.

– To podaj dane osobowe, Słowek – rzucił policjant i mało nie udusił się ze śmiechu.

– Nie podam danych osobowych. Nie wiem, jakie są. Przecież mnie znacie, mówicie do mnie Słowek…

Wtedy zaczęli go szarpać. Według notatki służbowej „zastosowano siłę fizyczną poprzez przytrzymanie osoby za ręce”. Starszy mężczyzna zaczął wzywać ludzi na pomoc. Krzyczał, że go biją. W czasie „zastosowanej siły fizycznej”, o której wspominają w zeznaniach policjanci, „wielokrotnie wezwano wyżej wymienionego do podania danych osobowych”, ale mężczyzna wciąż powtarzał, że przecież go znają, że mają jego dane w systemie. Po dłuższej szarpaninie wypisali mu mandat. W kilka dni potem wpłynął do sądu wniosek o ukaranie.

Grzegorz Słowek został oskarżony o to, że „wbrew obowiązkowi odmówił podania danych osobowych, używał słów powszechnie znanych za nieprzyzwoite (powiedział słowo „kurwa” i stwierdził, że „ma w dupie mandaty”), nie zachował nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia. W aktach sprawy funkcjonariusz zeznał: „Zmuszony byłem zatrzymać pojazd służbowy (…) z uwagi na to, że pies wymienionego wbiegał pod koła pojazdu”.

Grzegorz Słowek ma 64 lata. Skończył 4 klasy szkoły podstawowej.

Ci, którzy znają go od dziecka, mówią, że w szkole go bili, choć był większy i starszy od innych. Chował się koło pokoju nauczycielskiego, bo wiedział, że tam po niego nie przyjdą.

W domu było bardzo trudno. Było ich dziesięcioro, ojciec pił i bił. Zwykle nie mieli co jeść. Sąsiedzi przypominają sobie, że wśród rodzeństwa inne dzieci też były upośledzone. W Szamotułach się mówiło, że ojciec Grzecha gwałcił matkę po pijaku, stąd to wszystko. Słowek nie pamięta imienia ojca, ale pamięta mamę. Dobra była. Nie wie, ilu miał braci i ile sióstr. Nie wie, jak miały na imię.

Na podstawie badania EEG mózgu zdiagnozowano u niego nie tylko upośledzenie umysłowe, ale także trwałe uszkodzenie organiczne mózgu. Według diagramu, jedna z półkul mózgowych nie pracuje.

Słowek nie ma żadnych świadczeń. Ani emerytalnych, ani nawet renty socjalnej. Dlaczego? Bo nie potrafi zebrać koniecznej dokumentacji. Według książeczki pracowniczej, przepracował wiele lat w kombinacie rolniczym. Mówi, że robił przy koniach i bykach, ale nie potrafi tego udokumentować. Nie wie, dokąd jechać, poza tym nawet nie miał by pieniędzy na bilet. Ma jedynie 67 zł zasiłku (teraz podwyższą mu do 114 zł), a jego żona ma rentę socjalną 638 zł.

Darek, który pozwala mu czasem zaglądać do jego koni, zna Słowka od lat.

– Grzechu sam sobie radzić nie może, to się nim bawią. Wyniki sobie robią na chorym człowieku – mówi.

W szamotulskim zespole kuratorów wiedzą, kto to Grzegorz Słowek, wiedzą, że jest upośledzony i mówią, że więzienie to nie jest to miejsce, w którym powinien być. Opinie kuratorskie na jego temat są dobre.

Słowek z Szamotuł siedzi w więzieniu. Policjanci zatrzymali go kilka dni temu. Szedł z żoną. Podjechali dwoma radiowozami, skuli go, przydusili. I głośno się śmiali, bo Słowek płakał.

– Dlaczego podkładałeś bomby w Londynie? Teraz nie wyjdziesz z więzienia – powiedział jeden z policjantów, czym wprawił w świetny nastrój swoich mundurowych kolegów. – Jesteś wszędzie poszukiwany.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.