Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Psiapsiółki Kingi Dunin

numer 42/2014

My, kobiece, szowinistyczne świnie.

„Wierzę Kindze Dunin” – ogłosiły na swoich facebookowych profilach różne bojowe feministki. W tym jednym zdaniu jak w pigułce mieści się wszystko, co jest nie tak z polskim feminizmem.

Pierwszy problem to sekciarstwo. Drugi – bezrozumna solidarność jajników. I wreszcie trzeci, chyba najgorszy, jest taki, że gdy – przepraszam za dwuznacznik – poskrobać głębiej, spod politury feminizmu, niezależności, lewicowości i czego tam jeszcze wyłazi po prostu baba.

Chłopozależna, dzieciocentryczna, jędzowata, drażliwa, nieracjonalnie rozemocjonowana istota, uosobienie negatywnych stereotypów, którym feminizm wypowiedział wojnę.

Pierwsza gildia polskich działaczek feministycznych jest czymś pośrednim między Rodziną Radia Maryja i rodziną mafijną – i, jak wiele rodzin w Polsce, cierpi na amoralny familizm.

To zjawisko opisane przez Edwarda C. Benfielda z Harvardu w latach 50. zeszłego wieku, polegające – w największym skrócie – na niezależnej od etyki lojalności wobec własnej grupy. „Wierzenie Kindze Dunin”, a także publiczne opowiadanie się po jej stronie – jak uczyniły to Kazimiera Szczuka i Agnieszka Graff – to klasyczny przykład przedkładania lojalności grupowej nad głoszone zasady.

Awantura Kingi Dunin i jej byłego przyjaciela/kochanka/protegowanego (niepotrzebne skreślić) zaczęła się od jej wpisu na FB dotyczącego 13 tys. zł, które literat Karpowicz jest jej winien i nie oddaje. Karpowicz odpowiedział długim, łzawym oświadczeniem, w której zarzucił Dunin, że wykorzystując jego fascynację i podziw, zaciągnęła go do łóżka i wykorzystała, zrobiła sobie z niego „seksualną maskotkę”, a gdy zakochał się w kimś innym i chciał zwolnić z tej posady, najpierw go zgwałciła, a potem obrzuciła publicznie błotem jako złodzieja i chama nieoddającego długów. W odpowiedzi feministka wypomniała byłemu przyjacielowi pomoc, jakiej mu udzielała przy pracach na jego książkami, zafundowała mu tzw. coming out, ogłaszając, że jest gejem i żyje z sekretarzem nagrody Nike – i z wdziękiem zakończyła konwersację facebookowym wpisem: „Gówno wpadło do wentylatora i chlapie”. Ów ciąg zdarzeń, jakkolwiek nieszczególnie gustowny, godny jest analizy socjologiczno-kulturowej w perspektywie gender studies.

W opisanej powyżej interakcji doszło do zgodnego z zasadami edukacji genderowej odwrócenia tradycyjnych ról społecznych. W patriarchalnym społeczeństwie normą jest, że stojący wyżej w hierarchii społecznej i zawodowej, starszy, przeważnie zamożniejszy mężczyzna wykorzystuje uprzywilejowaną pozycję do tego, aby skłonić do seksu młodszą, mniej doświadczoną, na różne sposoby zależną od niego kobietę. W relacji między Dunin i młodszym od niej o 22 lata Karpowiczem ten obrzydliwy patriarchalny schemat został radykalnie zakwestionowany – i w mojej dość darwinistycznej definicji feminizmu, sprowadzającej się do odwrócenia porządku dziobania, jest to powód do gratulacji. Z drugiej wszak strony, subtelniejsze ode mnie intelektualnie działaczki feministyczne podkreślają, iż istotą feminizmu nie jest bycie górą, lecz walka z nierównością pozycji, szans i traktowania kobiet i mężczyzn. W tym kontekście można domniemywać, że zwalczając wszelkiego rodzaju krzywdy, których doznają kobiety w patriarchalnych społeczeństwach, feministki powinny być także przeciwne krzywdzeniu mężczyzn.

Gdyby dajmy na to Jerzy Pilch zaoferował nocleg w swoim domu, a potem znienacka także w swoim łóżku Dorocie Masłowskiej – jestem dziwnie pewna, iż feministki uznałyby to za brutalnie molestowanie, nie wdając się w rozważania o tym, czy Masłowskiej staje do Pilcha. Albowiem nigdy nie wiadomo, czy jest to reakcja szczera. „Jedynie osoba, wobec której kierowane są komentarze i zachowania o charakterze seksualnym, tak naprawdę wie, czy ich sobie życzy, czy nie” – przekonywała Anna Dryjańska z Feminoteki. Było to wtedy, kiedy Dryjańska – i inne działaczki feministyczne – uznały za „oczywiste molestowanie seksualne” nagrany imprezowy dialog posła Hofmana i pracownicy klubu PiS, poświęcony wielkości poselskiego prącia. Także w podsłuchanej rozmowie opolskiego komendanta policji gen. Marca i jego podwładnej, a zarazem kochanki, Feminoteka dostrzegła dowód na to, iż Marzec „nadużył swojej pozycji władzy w stosunku do podwładnej, z którą miał romans” – jakkolwiek z rozmowy wynika jasno, że rozmowa jest zdecydowanie równościowa i to raczej policjantka opierdala i ustawia generała niż odwrotnie. Jednak – napisała wówczas prezeska Feminoteki Joanna Piotrowska w liście otwartym do ministra oraz komendanta głównego policji – „niezależnie od tego, czy w tym przypadku relacja policjantów była nawiązana za obopólną, dobrowolną zgodą, tego typu sytuacja często jest związana z wykorzystaniem stosunku zależności, tj. zmuszeniem słabszej strony, usytuowanej niższej w hierarchii, zazwyczaj kobiety, do utrzymywania stosunków seksualnych ze zwierzchnikiem pod groźbą utraty pracy”. Przykłady takich oświadczeń można mnożyć i wszystkie mają jeden mianownik: jeśli facet jest ważniejszy od kobiety w jakimkolwiek wymiarze – wszelka inicjatywa z jego strony nosi znamiona molestowania. Nawet jeśli przyjęta jest bez wstrętu czy też wręcz z entuzjazmem.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.