Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Program PiS programem PZPR

numer 40/2015

Jako stare komuchy powinniśmy się cieszyć, że PiS idzie naszą dawną drogą. Ale jakoś nie możemy.

Ludzie prezesa jeżdżą i gadają. Prezes z przyboczną Szydło też. Gadają to, co przygotowali im fachowcy ze sztabu wyborczego. Gdyby zebrać do kupy wszystkie obietnice, wnioski, które się nasuną, będą z gatunku tych nader interesujących. Oto komuna po 26 latach powstaje z grobu w czystej nieodwilżonej formie Gomułkowskich rządów, których wspomnienie w 90 proc. powoduje, że jeży się włos i blednie twarz.

Pisowska polityka przemysłowa będzie oparta na wspieraniu „przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, maszynowego związanego z energetyką węglową, przemysłu środków transportu (tabor kolejowy, lotnictwo), przetwórczego i rolnospożywczego, materiałów i chemii budowlanej”*.

Towarzystwo przebierające nogami do władzy wie, jak te przemysły dopieszczać. Wymaga to „rozbudowy i modernizacji ciepłowni opalanych węglem w małych i średnich miastach, złożenia zamówień na co najmniej 150 zestawów trakcyjnych (znaczy pociągów) w krajowych firmach, no i doposażenia wojsk lądowych w nowoczesne bojowe wozy piechoty, taki program obejmował będzie 600 jednostek wyprodukowanych przez polski przemysł”.

Polski przemysł ciężki, należałoby jeszcze dodać. Oparty na polskim węglu. Strategia, którą planuje PiS, „odrzuca dogmat dekarbonizacji”. Co prawda z Unii idzie zupełnie odwrotny sygnał, ale czymże są dla patriotów gospodarczych pakiety klimatyczne, ograniczenia emisyjne, ETS, nowe BATs, standardy emisji tlenków siarki, azotu i pyłów? Ludzie prezesa wiedzą wszak, że „Polska jest unikalnym krajem w Europie, jeśli chodzi o udział węgla w gospodarce”. I nie zawahają się tego udowodnić.

Ba, „naszym celem jest utrzymanie węgla kamiennego w polskim miksie energetycznym przez przynajmniej 40 lat” – piszą. Bo „nie ma żadnego powodu, żebyśmy sprowadzali węgiel z zagranicy mając własne duże zasoby i możliwości jego wydobywania”.

Tyle tylko że „zarządzanie polityką energetyczną, gospodarką zasobami surowców mineralnych i górnictwem, włącznie z poszukiwaniem kopalin, nie powinno być rozproszone”. A skoro tak, to „przemysł surowcowo-energetyczny powinien być pod nadzorem jednego Ministerstwa energetyki i surowców”.

Taki resort dopilnowałby, aby „koncerny energetyczne połączyć organizacyjnie z podmiotami skupiającymi węgiel energetyczny”.

Dogmaty wolnorynkowe idą precz. Przecież „możliwe jest też połączenie w jedną strukturę wszystkich kopalń produkujących węgiel energetyczny, powinno to wpłynąć na wyeliminowanie konkurencji pomiędzy podmiotami produkującymi podobny produkt, w tym przypadku węgiel energetyczny”. Jeśli kogoś o poglądach neoliberalnych jeszcze dotąd nie trafił szlag, to może uda się przy kolejnym cytacie: „Grupy kopalń wydobywające węgiel koksowy mogą funkcjonować oddzielnie, lecz powinny zmierzać do dalszej integracji z zakładami przetwórstwa węgla”. Młodszej generacji czytelników należy się wyjaśnienie, że takie struktury w gospodarce polskiej już były i nosiły nazwę zjednoczeń.

Czy w obliczu tego wszystkiego może dziwić pisowski postulat „zwiększenia integracji na rynku rolnym”? Integracji, a nie kolektywizacji. Chociaż na dobrą sprawę nacjonalizacja cukrownictwa i przetwórstwa zboża w ramach „Polskiego Narodowego Holdingu Spożywczego, wspieranie tworzenia grup producentów rolnych i umożliwianie im przejmowania przez nie przetwórstwa” sprowadza się do tego samego. Dołóżmy do tego państwowy „holding zajmujący się produkcją kwalifikowanego materiału siewnego i materiału zarodowego w hodowli i zapewnienie wsparcia finansowego z budżetu państwa na postęp biologiczny w produkcji roślinnej i zwierzęcej” i będziemy mieli PGR-y co się zowie.

Skoro się powiedziało A, to wypada też napomknąć o planowaniu gospodarczym. Eksperci PiS i tu nie zawodzą. „Konieczne jest stworzenie instrumentów Kompleksowej Polityki Rozwoju Obszarów Wiejskich do 2020 r.” oraz „wprowadzenie do Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030 rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich oraz potraktowania ich jako obszary szczególnej interwencji państwa”. I mamy załatwione 3 kolejne pięciolatki. Młodsi czytelnicy powinni wiedzieć, że pięciolatka to nie licząca sobie tyle wiosen dziewczynka, ale coś zupełnie innego. W razie problemów wujek Google podpowie.

 

* Wszystkie cytaty z materiałów programowych PiS.

całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.