Motto tygodnia: Fantastyczne! Antoni i jego wojska cybernetyczne…

Autor
Michał Marszał

Prezydent całego "Warsu"

numer 20/2017

„NIE” pyta władcę Gdańska o whisky. Władca trzeźwo odpowiada.

 

Paweł Adamowicz jest prezydentem Gdańska nieprzerwanie od dziewiętnastu lat. Rządzenie rozpoczął, gdy Polska nie była jeszcze członkiem NATO ani Unii Europejskiej, nie było PiS-u ani Platformy, szefowie Google’a siedzieli jeszcze w garażu, Polsat szykował się do premiery „Miodowych lat”, a FSO do produkcji poloneza w wersji kombi. Adamowicz włada miastem dłużej niż Władimir Putin Rosją, Baszar al-Asad Syrią, a Recep Tayyip Erdoğan Turcją.

Wielu chciałoby poznać sekret powodzenia współzałożyciela PO, zwycięzcy wyborów samorządowych z lat 1998, 2002, 2006, 2010 i 2014, odznaczonego m.in. orderem Polonia Restituta, Srebrnym Krzyżem Zasługi, medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, francuską Legią Honorową czy najważniejszym odznaczeniem, jakie w katolicyzmie może otrzymać osoba świecka – Złotym Krzyżem „Dla Kościoła i Papieża”.

***

Do redakcji „NIE” zgłosił się człowiek, który twierdził, że wracał pociągiem na trasie Warszawa-Gdańsk ze zorganizowanego 6 maja przez Platformę Obywatelską „Marszu wolności”. Zmęczony wielogodzinnym łażeniem, posadził poślady w wagonie restauracyjnym. Nie zaznał tam jednak spokoju ze względu na głośno zachowującą się grupę podróżnych, wśród których rozpoznał prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Gdy wkurzył się na tyle, że uznał, iż wolność jednych nie może być kosztem drugich – włączył w telefonie nagrywanie. A pliki przesłał nam.

***

Aby potwierdzić, czy to, co sugerował wnerwiony Adamowiczem podróżnik, jest prawdą, wysłaliśmy do biura prezydenta Gdańska kilka pytań. Zamiast zwyczajowego w takich wypadkach rzecznika prasowego głos zabrał sam prezydent. Oto odpowiedzi wraz z naszymi objaśnieniami – które być może rozjaśnią nieco przyczyny sukcesu tego wybitnego człowieka Platformy:

  1. Czy prawdą jest, że wracając do Gdańska 6 maja z manifestacji Platformy Obywatelskiej w Warszawie pił Pan w pociągu whisky i pytał współpasażerów, czy jest bardzo pijany?

„Z prywatnego wyjazdu, opłaconego z własnych środków powracałem w towarzystwie kilku znajomych. W wagonie Warsu siedzieliśmy w późnych godzinach wieczornych. Jedliśmy dania z karty i piliśmy alkohol. Alkoholem zostałem poczęstowany”.

Gdańszczanie! Widać wyraźnie, że ekipa prezydenta jest w kryzysowych sytuacjach nie tylko zaradna i dobrze zorganizowana (w wagonie restauracyjnym podaje się tylko piwo, mocnych alkoholi brak), ale także zgrana – trzyma się bowiem razem nawet w weekendy i późną nocą. Prywatne środki inwestuje zaś chętnie w rozwój kolejnictwa, walcząc w ten sposób o oddłużenie PKP. Potrzeba nam takich ludzi!

  1. Czy prawdą jest, że zaczepiał Pan pasażerów pociągu?

„Nie zaczepiałem, a witałem się i zagadywałem do napotkanych w podróży paru znajomych”.

W tym fragmencie dostrzegamy z kolei, że prezydent Adamowicz ceni jakże potrzebne w życiu politycznym wartości: przyjaźń i koleżeństwo. Nie ma to tamto, że może być osłabiony po całym dniu spędzonym na słońcu – podejdzie, porozmawia. Swój człowiek!

  1. Czy prawdą jest, że pytał Pan pasażerów, czy mają poczęstować Pana jointem?

„W ogóle nie palę”.

Choć jesteśmy rozczarowani, że prezydent Adamowicz nie opowiada się czynnie za legalizacją marihuany, docenić należy jego prozdrowotne nastawienie. Jak wyliczyło Ministerstwo Zdrowia, co roku wskutek chorób wywołanych przez palenie umiera 67 tysięcy Polaków. Tylko nowotwór płuc zabija u nas średnio 20 tysięcy osób rocznie. Ewentualną prośbę o poczęstowanie jointem trzeba by potraktować jedynie jako wstęp do pogadanki na temat szkodliwości palenia. Wiadomo bowiem, że kto jak kto, ale prezydent Adamowicz na pewno nie złamałby zapisów ustawy z 8 kwietnia 2010 r. zabraniającej kurzenia w środkach pasażerskiego transportu publicznego.

  1. Czy prawdą jest, że obiecał Pan jednej z towarzyszek podróży premię za to, że wzięła udział w manifestacji Platformy Obywatelskiej?

„Nie jest prawdą, że komukolwiek obiecywałem pieniądze za wyjazd”.

Tak właśnie być powinno! Za państwowe pieniądze mogą sobie fruwać po świecie członkowie innych partii, ale prezydent Adamowicz stawia wyraźne finansowe granice tam, gdzie trzeba. Poza tym, jak widać po biografii pana prezydenta – jest to przede wszystkim człowiek czynu, a nie obietnic.

  1. O kim wyraził się Pan, że – cytuję – „jest do chuja. Do chuja z nim”?

„W prywatnych rozmowach podobnie jak wiele osób, niekiedy pozwalam sobie na niecenzuralne słowa. Wyrażam ubolewanie, że ich użyłem, a osoby spoza kręgu znajomych je słyszały”.

Żadna redakcja nie zrobiła dla popularyzacji wulgaryzmów więcej niż tygodnik „NIE”. Cieszymy się zatem, że prawicowa władza wreszcie mówi ludzkim językiem – nawet jeśli określenie „chuj” dotyczyło według nagrania jednej z najważniejszych osób w Gdańsku. Nie ma za co przepraszać!

  1. Czy pytał Pan jednego ze współpracowników o to, czy podczas wizyt na lekcjach w szkołach rozmawia z licealistkami o związkach kobieco-męskich?

„Podczas rozmów o młodzieży pojawiają się przeróżne kwestie czy pytania, również takie”.

W tygodniku „NIE” popieramy nie tylko rozmowy na temat związków kobieco-męskich z licealistkami, ale także same związki. Co prawda bez wzajemności, niemniej dbałość o udane życie seksualne młodzieży wymaga podejmowania trudnych tematów – tym bardziej, że tymi kwestiami w polskich szkołach zajmują się głównie zakonnice i katechetki. Według Abrahama Maslowa poczucie więzi, afiliacji i bycia kochanym znajduje się w hierarchii potrzeb człowieka zaraz za potrzebą zaspokojenia potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa. Celne rady współpracowników prezydenta Adamowicza wygłaszane dziewczynom w szkołach z pewnością przyczyniają się do realizacji tych celów.

  1. Czy prawdą jest, że w trakcie rozmowy z ust Pana współpracowniczki padło sformułowanie o Piotrze Kowalczuku (zastępcy prezydenta ds. polityki społecznej): „On wydaje kasę. On wydaje nasz cały budżet. Dlatego nie mogę posprzątać”? O „posprzątanie” czego chodziło?

„Przytoczone sformułowania są skrótami myślowymi. Oprócz tego trzeba znać kontekst sprawy, a wyjaśnijmy, że zastępca prezydenta Piotr Kowalczuk odpowiada za edukację i politykę społeczną. Nie jest to zadanie własne miasta lecz jest to zadanie zlecone miastu przez państwo. Samorządowcy od kilkunastu lat podkreślają, że państwo nie zapewnia finansowania w wystarczając sposób i w następstwie gminy muszą dofinansowywać edukację oraz sprawy społeczne z własnych środków przez co nie starcza pieniędzy na inne cele. Jak np. na inwestycje czy utrzymanie, sprzątanie. Dla wyjaśnienia w ubiegłorocznym budżecie miasta edukacja, opieka wychowawcza oraz pomoc społeczna i integracja to 1 miliard 254 miliony zł, czyli niemal połowa budżetu Gdańska”.

W budżecie Gdańska z 2016 r. na rozwój społeczno-gospodarczy miasta przeznaczono 0,78 proc. środków. Prawie 3 razy więcej kasy wydano na gospodarkę komunalną, a 7 razy więcej na dbanie o miejską zieleń. Ale choć prezydent Adamowicz może dowolnie dobierać sobie współpracowników, a także ze względu na większość w radzie miasta dość swobodnie kształtować budżet – winna problemów jest z pewnością Warszawa.

Takiego prezydenta potrzeba nie tylko Gdańskowi! Dbałość o porządek powinna być priorytetem każdego miasta w Polsce. Przyszłe pokolenia będą może niedorozwinięte – ale za to jakie schludne! Jeśli zastępca prezydenta ds. polityki społecznej Piotr Kowalczuk jest przeszkodą w zapewnieniu miastu czystych ulic, trzeba by się z nim niestety rozejść. „Ordnung muss sein” – mawiano w Gdańsku już w XX w.

***

Alkohol jako wyjątkowo demokratyczny napój odciskał piętno na karierach polityków wszelkich opcji: Aleksandra Kwaśniewskiego na Ukrainie, Karola Karskiego i Łukasza Zbonikowskiego na Cyprze, Przemysława Wiplera na chodniku, Elżbiety Kruk potrafiącej „coś tam, coś tam” czy Andrzeja Pałysa z PSL, który tłumaczył dziennikarzowi, że „się nie czuje”, po czym wsiadł do samochodu obcego mężczyzny, który długo nie mógł pozbyć się pasażera na gapę.

Jeżeli nie sprawia to szkody osobom postronnym, nawet papież powinien móc po robocie bluzgać, rozbijać się papa mobile, podrywać nastolatki, drzeć japę na całą Kaplicę Sykstyńską, a o Szatanie mówić „do chuja z nim”.

 

MICHAŁ MARSZAŁ

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • W porównaniu z kłopotami, jakie Trumpowi sprawia prasa w USA, można powiedzieć, że ten „skandal” ujawniony przez NIE jest bez jaj.