Motto tygodnia: Módlcie się do Ojca i Syna, bo Trump dziś zaczyna.

Wtórny analfabetyzm

Pisać to jeszcze jako tako idzie, ale czytać coraz trudniej. Gdy się człowiek męczy nad Schopenhauerem czy Gulczyńskim, to wiadomo, że dzieło umyślnie tak zostało przyrządzone, aby czytelnik czuł respekt wobec autora. Lud podziwia tylko to, co niepojęte. Zasada to podstawowa dla rządu dusz, kapłaństwa. Kto wie, czy bym dziś nie zasuwał pieszo do Częstochowy, gdybym w dzieciństwie nie czytał Adama Schaffa, nie zafascynował się tym, że strzała w locie w nieskończenie małym ułamku czasu i przestrzeni zasuwa, ale też stoi zarazem, gdybym z tego nic nie zrozumiał, ale poczuł się zaczarowanym z podziwu dla tej strzały.

Aktualna publicystyka gazetowa przybrała kapłańskie konwencje. Stroni od faktów i jednoznacznych tez. Klecona jest z wieloznacznych aluzji i nieprzejrzystego wielosłowia. O tekstach można powiedzieć, że wielkie jest ich zadęcie, że emanują troską, że taktyka autorskiej gry polega na tym, by się nie narazić władzy ani czytelnikom. Artykuły więc, owszem, można scharakteryzować, ale streścić nie. Mamy więc w Polsce życie umysłowe zamiast sprawnego dziennikarstwa.

W publicystyce pierwszej dekady sierpnia wybijały się dwa artykuły: Maksymiliana Berezowskiego „Uroki mody” w „Przekroju” i „Głos wątpiącego” Henryka Wandowskiego w „Barwach”. Tekst Berezowskiego jest ważniejszy.

„W atmosferze pośpiechu i ekstazy emancypantki ściągnęły mężczyznom nie tylko spodnie — to zrozumiałe — lecz również koszule, buciory, kamizele, te zramolałe atrybuty męskości…” Wedle pogłosek, które krążą o emancypantkach, one właśnie najmniej chętnie zajmują się rozbieraniem akurat mężczyzn. Ale wierzę doświadczeniu Berezowskiego.

W trzecim czytaniu zacząłem wszakże pojmować, że przez ściąganie mężczyznom spodni Berezowski nie ma na myśli rozbierania, tylko zapożyczanie. Można nielicho oberwać po buzi, kiedy w zacnym towarzystwie wyraża się swoje zamiary, operując taką polszczyzną.

Redaktor Berezowski twierdzi, że kiedy go królowa angielska zaprosiła do siebie na garden party, większość panów nosiła sztuczkowe spodnie, szare cylindry i fraki. Otóż najskromniejszy nawet reporter gazety zakładowej wie, że do szarego cylindra i sztuczkowych spodni nosi się żakiet czyli jaskółkę. Sam inaczej ubrany nie wchodzę na trawnik. Berezowski rano na trawie we fraku, mówiący u królowej, że chce ściągać spodnie — z kim my w tej prasie musimy dziś pracować, towarzysze!

Kompetencje myślowe Autora są tej samej klasy, co rzeczowe. Jeżeli zastosować terminologię marksistowską rzec należy, iż obcujemy z klasą samą dla siebie. Pan Berezowski twierdzi, że w dzisiejszych czasach moda stała się wszędzie jednorodna, zuniformizowana. Utrzymuje zarazem, że współczesna moda jest wyjątkowo różnorodna, elastyczna, a każdy nosi co chce. Ona odbiera osobowość, bo ona służy do podkreślania osobowości. Berezowski odkrył, że moda jest zmienna i tezę tę nawet udowadnia, starannie wymieniając różne stroje, które po sobie następowały. Nie wyklucza też tego, że sprawozdawcy z rewii mód przyczyniają się do lansowania mód. Powołuje się na Freuda i jedną projektantkę, która powiedziała coś głębokiego: kryzys wartości i ideałów znajduje odbicie w chaosie i zmienności mody. Berezowski odkrył też, że kontestatorzy antymodę uczynili modą, i wyraża to w sposób skomplikowany. Autor utrzymuje następnie, że elita wytwornym odzieniem potwierdza swój status. „Elita dzisiejsza podkreśla kosztownym strojem, że może narzucić swój punkt widzenia, że jest instancją kulturotwórczą…” Są to diagnozy schematyczne, a mimo to wątpliwe. Ongiś strój był wyróżnikiem społecznym, dziś stracił na znaczeniu. Instrumentami, przy pomocy których elita dziś się wyróżnia, są raczej auta, jachty, odrębne kluby i kurorty, szczególne obyczaje, inaczej urządzone domy. Stroje stały się zbyt przystępne, straciły na znaczeniu i obowiązuje nonszalancja. Szczęściem, po chwili Berezowski, jak zawsze, sam sobie przeczy: „Abnegacja mody sama stała się modą”. Po czym przechodzi właśnie do emancypantek ściągających mężczyznom spodnie. Dzieło ma charakter fundamentalny, gdyż „Przekrój” drukować je będzie w odcinkach.

Publikacje typu „Uroki mody” są objawem różnych zdarzeń. Być może w Polsce zmalało zainteresowanie analizą brytyjskiej polityki wewnętrznej, w czym się red. Berezowski poprzednio specjalizował. Być może na rynku dziennikarskim zmalała konkurencja i redaktorzy, czyli nabywcy tekstów, stali się z konieczności mniej wybredni, podobnie jak nabywcy butów i proszków do prania.

Sytuację w dziennikarstwie analizuje w „Barwach” Henryk Wandowski. Jego także bardzo trudno zrozumieć. Twierdzi, że w roku 1980/81 w środowisku dziennikarskim ujawniło się mało przeciwników socjalizmu, jednakże dużo „zdeklarowanych rzeczników socjalizmu, olśnionych wszelako odkryciem rzekomej prawdy i informacji obiektywnej”. Jak wynika z dalszego wywodu, tych „zdeklarowanych rzeczników socjalizmu” za to olśnienie prawdą należało solidniej wytrzebić. Jednak „z wielkiej weryfikacyjnej chmury pociekł drobny deszczyk” — ubolewa Wandowski. „W efekcie jeszcze jeden użyteczny zamysł spalił w tym kraju na panewce. Jeszcze raz Polak (tu: weryfikant — przyp. Klaksona), ukołysany pięknymi zaklęciami, jak: humanizm, tolerancja, wyrozumiałość czy wspaniałomyślność, dał się wspaniałomyślnie zapędzić w kozi róg szkodliwej dla interesów państwa i narodu niemożności. W konsekwencji dziś, pół roku po wprowadzeniu stanu wojennego, nie bardzo wiem, co właściwie w środkach masowego przekazu się poprawiło”.

Być może Wandowski ma rację twierdząc, że weryfikacja była za łagodna. Gdyby ją jednak przeprowadzano wedle jego obstalunku ideowego, to znaczy przeciwko prawdzie, humanizmowi, obiektywizmowi, tolerancji, wspaniałomyślności — nie wiem, czy kogokolwiek udałoby się wyrzucić z prasy. Gdzież bowiem znaleźć dziennikarza, który byłby wcieleniem tych wszystkich pięknych cnót, które Wandowski radby tępić?

Tekst jego zajmuje całą stronicę pisma i jest atakiem na SD PRL. Sprowokowały Wandowskiego dwa zdania w jednym gazetowym komunikacie, że SD PRL zabiegało o zmianę decyzji weryfikacyjnych w pewnych wypadkach oraz że ze względów humanitarnych czyniło starania o powtórne rozpatrzenie pewnych decyzji administracyjnych, dotyczących dziennikarzy, którzy po 13 grudnia ponoszą tego rodzaju konsekwencje swoich działań.

Wandowski chwali te posunięcia SD PRL, jeżeli są słuszne, jednak na kolumnę druku rozwałkowuje swe podejrzenia, że przecież mogły być ewentualnie niesłuszne. Z meandrów tych i zawiłości wynika per saldo, że SD PRL jest podejrzewane o humanitaryzm i liberalizm. Jest to organizacja zbyt mało pryncypialna i bojowa politycznie. A więc autor z „Barw” żałuje, że… rozwiązano SDP, gdyż powstał z tego zgniłoliberalny SD PRL. Istny surrealizm!

My, Klakson, powinniśmy się Wandowskiemu w połowie podobać, a w połowie nie. Jesteśmy bowiem liberalny, ale niehumanitarny. Jednakże na tyle humanitarny, żeby na tym egzegezę „Głosu wątpiącego” zakończyć, nie na tyle liberalny jednak, żeby nie wyrazić takich oto przekonań.

Istnieją jakieś standardy rozumowania, argumentacji, dowodzenia, poniżej których żadna publiczna wypowiedź schodzić nie powinna. Najstraszniejszy bowiem nawet wróg polityczny nie zaszkodzi piórem bardziej, niż substandardowy sojusznik.

SD PRL jest podszyte liberalizmem, a kapelusik „bibi” woalką. Przyjął się on w Anglii — twierdzi Berezowski — „gdzie dzięki monarchii damskie kapelusze prosperują w najlepsze, bo życie towarzyskie obraca się wokół dworu, a dwór je ubóstwia”. Żądam natychmiast wyjaśnienia, czy dwór ubóstwia kapelusze, czy też życie towarzyskie? Ą jeżeli życie towarzyskie Anglii obraca się wokół dworu, to czy to znaczy, że dwór jest taki duży, czy Anglia taka mała?

Są to moje jedyne dziś wątpliwości, gdyż wszystkie pozostałe Henryk Wandowski rozproszył.

sierpień 1982

Wasze komentarze (10)

Odpowiedz na „matematykAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • Niejaki Bonaparte podobno miał powiedzieć, że jedyną rzeczą, jaką można zrobić z Anglikirm, to dać mu po mordzie.
    Nie jestem fanem Angoli, tym bardziej żabojadów, więc nie dam w ryj nikomu. Po co brudzić sobie ręcę ichnią juchą ?
    Szkoda czasu i atłasu.

  • Czyli wniosek z tego, że klecha bzykający ministranta, w nieskończenie małym ułamku czasu i przestrzeni, posuwa go ruchem posuwistym, mającym kierunek i zwrot, ale też stoi zarazem. W tym przypadku zastosowanie ma twierdzenie, że kto stoi, ten się cofa… Ośmielę się jednak zauważyć, że stoi najczęściej pała, a katabasy wolą inne bardziej komfortowe pozycje.

  • Od 40 lat tylko wtorny analfabetyzm…

  • „NIE” nauczylo mnie dystansu do rzeczywistosci i samego siebie. Zdecydowanie latwiej sie z tym zyje. Pozdrowienia dla Redakcji.

  • ooh sierpień’82 …nikt dziennikarza Berezowskiego nie zaprosił do Stodoĺy na koncert punk rockowy, bo jakby tam był to by widział jak elita strojem narzuca swój status.

  • Przecież ten tekst leży tu już z rok. To jest Urban 41 lat temu.
    A chętnie poczytałoby się więcej.

    • Nie 41 tylko 33 i pół. Jest przecież data. Mam nadzieję, że nie będzie ten tekst tutaj kolejne 6 i pół roku, bo też bym chętnie poczytał coś nowego – najchętniej co tydzień, ale chyba się rozmarzyłem.

Strona główna