Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Pożegnanie demona wojny

numer 35/2018

Całą prawdę o senatorze McCainie przeczytacie tylko w „NIE”.

Polskie media, zawsze wierny uczeń mistrzów zza oceanu, skwapliwie rzuciły się kanonizować właśnie zgasłego senatora Johna McCaina: „mąż stanu”, „amerykański bohater”, „wielki przyjaciel Polski”. Ten ostatni termin nieco mnie niepokoi: „przyjaźń” jest relacją zakładającą partnerstwo i symetryczność, tymczasem gdy ktoś jest „wielkim przyjacielem” Polaków, zwierząt albo dzieci, to nieodmiennie oznacza jakąś szczególną predylekcję w jego charytatywnej agendzie. Z tym że w przypadku McCaina nawet to nie było prawdą.

John McCain był tylko wielkim nieprzyjacielem Związku Radzieckiego. Stanowczo odmówił przyjęcia do wiadomości faktu, że Związek Radziecki wyzionął ducha w roku 1990, i walczył z nim do kresu swoich dni – co samo w sobie jest niepokojące, wskazuje bowiem na luźny kontakt z rzeczywistością jednego z czołowych polityków najpotężniejszego militarnie kraju świata i o-mało-co jego prezydenta. Co gorsza, McCain swobodnie decydował, kogo w danym momencie uznać za Związek Radziecki i przypisywał tę rolę – wraz z wszystkimi konsekwencjami – dość dowolnie wybranym postaciom. W ostatnich dekadach rolę ZSRR w agendzie McCaina pełnili Muammar Kadafi, Baszar Al Asad, Wiktor Janukowycz – i oczywiście niezmiennie Władimir Putin.

Wbrew powszechnie powtarzanemu mitowi, McCain nie był człowiekiem niezłomnych przekonań. W wielu kluczowych kwestiach radykalnie zmieniał zdanie na potrzeby kampanii wyborczej – jak wtedy, gdy po latach walki o humanitarną reformę prawa imigracyjnego nagle, pod wpływem rosnącej w siłę w jego okręgu Tea Party, poparł budowę płotu między Arizoną i Meksykiem. Wdzięcząc się do ultraprawaków z Tea Party, zmienił też zdanie na temat służby wojskowej gejów czy ochrony klimatu.

Jednak co do jednego był niezmienny: był wiernym wyznawcą światopoglądu uprzejmie nazywanego „neokonserwatyzmem” – agresywnego imperializmu, opartego na przekonaniu, że Stany Zjednoczone mają prawo układać świat na własną modłę, bez fałszywego wstydu w zakresie użycia w tej mierze środków militarnych. A każdy, kto się sprzeciwia, powinien podlegać procedurze „regime change” – co oznacza obalenie niezależnego od USA rządu w dowolnym suwerennym kraju i zastąpienie go należycie proamerykańskim.

Pierwszą taką akcją, w której McCain osobiście brał udział, była oczywiście wojna w Wietnamie. Ten udział przydał mu statusu „American Hero” – i rzeczywiście należy docenić fakt, iż nie skorzystał z propozycji wyjścia z wietnamskiego więzienia, gdy jego ojciec został dowódcą naczelnym amerykańskiej operacji w Wietnamie, co wietnamska propaganda chciała wykorzystać, pokazując biednym amerykańskim chłopcom z powszechnego poboru, że nie wszyscy żołnierze USA są równi.

Jednak warto pamiętać, skąd amerykański bohater wziął się w wietnamskim więzieniu: otóż został on zestrzelony w trakcie niesławnej operacji „Rolling Thunder”, podczas której lotnictwo amerykańskie zrzuciło 864 tys. ton bomb, zabijając 90 tysięcy Wietnamczyków, w tym 72 tysiące cywilów. Feralny lot był 23. akcją McCaina w tej haniebnej operacji – z zadaniem zbombardowania elektrowni w (według jego własnych słów) „gęsto zaludnionej części Hanoi”.

6 lat w wietnamskim więzieniu nie przyniosło McCainowi awansu w armii – gdy odchodził do cywila 8 lat po powrocie z Hanoi, nadal był tylko kapitanem. Heroiczny status jeńca wojennego okazał się jednak bardzo skutecznym narzędziem kampanijnym: w rok po odejściu z wojska McCain wystartował w wyborach do Kongresu – i wygrał, wymachując na lewo i prawo kombatanckim sztandarem.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Nie martwmy się, następca McCaina już jest w drodze.
    Rządzący w USA kompleks wojskowo-szpiegowsko-przemysłowy potrzebuje takich kukiełek dla agitacji wojennej.
    Przypomnimy sobie o nich jeszcze raz, kiedy na Warszawę spadną pierwsze rakiety „niewiadomego pochodzenia”

  • Amerykanie jako niewykształcona masa są bardzo podatni na militarystów podatnych wpływom lobby militarnego…

  • Zawsze znajdzie się ktoś, kto obsra bohatera. Niezłomna red. Wołk-Łaniewska idąca nieustannie pod prąd mainstreamu. Czekam z niecierpliwością na równie obiektywne opisanie Putina, tego szczerego demokraty suwerennego, w odróżnieniu od McCaina krystalicznie uczciwego i miłującego pokój. To już banalnie nudne, ale nie dość przypominania o pożytecznych idiotach. Proponuję gorąco poprzestać na plotkach z red. Daniszewską

    • Wy się Batel po łbie najpierw podrapcie, a potem piszcie.
      Nikt nie oczekuje od Putina „szczerej demokracji” i od McCaina też nie.
      Liczmy tylko ile cywilnych ofiar na świecie padło od bomb rosyjskich a ile od amerykańskich.
      Dołączam się do obsrywania US Armed Forces i ich pokazowych kukiełek!

      • Wy Wiśniewski to chyba na moskiewskiej Prawdzie chowany. „Pokazowe kukiełki” – Jezu, co to za język. Chcecie Wiśniewski liczyć cywilne ofiary? To dodajcie do obliczeń miliony zakatowane w sowieckim raju

        • Jeżeli już wspomnieliście Putina Batel, to liczcie trupy od 09/08/1999 – od dnia kiedy Władimir Władimirowicz objął stanowisko Prezydenta Federacji. W przeciwnym razie musielibyśmy kalkulować wymordowanych Wietnamczyków, albo nawet i Indian.

          • Nie Włądimir Włądimirowicz tylko Czerwony Karzeł – morderca Oleha Sencova

          • Batel to rozumiem od obatela. Takie śmieszne ma być? No cóż po retoryce, to raczej tragikomedia.