Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Polskie nienazistowskie obozy pracy

numer 29/2017

Przekazujemy relacje więźniarek.

20 lat temu organizacje kobiece zauważyły, że w domach samotnej matki, szczególnie prowadzonych przez Kościół katolicki, narusza się nie tylko godność kobiet, ale też prawa człowieka. List otwarty Centrum Praw Kobiet z grudnia 1998 r., skierowany do ówczesnego rządu, zwracał uwagę na skandaliczne traktowanie samotnych matek. List postulował m.in. kontrolę nad wydawaniem publicznych pieniędzy tak, aby nie były z nich finansowane ośrodki, w których łamane są prawa człowieka – np. prawo do wolności osobistej czy prawa rodzicielskie. Nikt, poza oburzonym „Tygodnikiem Powszechnym”, wtedy nie zareagował.

„Wprowadzenie minimalnych standardów w placówkach, w których szukają schronienia, nie polega jedynie na tym, by warunki bytowania nie były gorsze od warunków zapewnianych więźniom. Należy też podjąć starania, by personel osiągnął to minimum etyczne, jakim jest respektowanie praw człowieka w stosunku do ludzi pozbawionych siły ekonomicznej i politycznej. Jest to możliwe, gdy mieszkanki schronisk i przytulisk korzystają z tego minimum praworządności, jakim jest możność odwoływania się od decyzji osób uzurpujących sobie prawo do sprawowania nad nimi nadzoru” – możemy przeczytać w liście.

Minęło prawie 20 lat. Nic się nie zmieniło.

„Środki – nie tylko z darów miłosierdzia, ale przede wszystkim z podatków – przeznaczone są na rozwiązanie ich problemów i stanowią nędzną rekompensatę za zaniechania w zapewnieniu im równej ochrony przez prawo, wówczas gdy zmuszane są do tego, by swój dom opuścić. Regulaminy schronisk, między innymi ograniczające ich swobodę poruszania się i wymuszające udział w praktykach religijnych, naruszają podstawowe normy etyczne”.

Nadal nikt nie kontroluje środków, które wpływają do tych placówek oraz które są przeznaczane na zaspokojenie potrzeb ich pensjonariuszy. Nikt już nie pisze listów otwartych. Bo po co?

 

Dla kogo chleb życia?

Siostra Małgorzata Chmielewska „prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie dla kobiet i mężczyzn. W swoich działaniach i artykułach podkreśla znaczenie ekonomii społecznej. Z troską wyraża się o osobach z marginesu. Osoby wykluczone próbuje przywrócić do społeczności poprzez stworzenie dla nich miejsc pracy. Dlatego powołała specjalne manufaktury, w których pracują osoby bezdomne i chore. Wyroby następnie są sprzedawane w sklepach lub przez internet”. Tak mówi Wikipedia. A co mówi rzeczywistość?

– Wszystkie straszliwie pracowałyśmy, niedojadałyśmy, a nasze dzieci dostawały tylko przeterminowane jedzenie – mówi Iza K. z Warszawy.

Rok temu trafiła do Domu Samotnej Matki w Brwinowie prowadzonym przez wspólnotę „Chleb życia”, a konkretnie przez Chmielewską. Najbardziej znaną medialnie polską zakonnicę o „ogromnym sercu i boskim czadzie, która niesie kaganek miłosierdzia”.

Iza K. uciekała od przemocy. Ona i jej 3 córki przeszły wszystko, co może przejść ofiara. Bicie, poniżanie, głodzenie, a nawet gwałt.

Trafiła do Brwinowa. Skierował ją MOPS.

– Płaciłam w ośrodku 1300 zł miesięcznie.

Prać mogła raz w tygodniu. Każda z mieszkanek miała ograniczony „wsad do pralki”.

Woda do mycia z bojlera starczała dla niewielu pensjonariuszy. Ciepła była tylko dla pierwszych kąpiących się, przy czym zawsze byli to zarządzający ośrodkiem. Myć można się było przez 3 minuty i tylko w zimnej wodzie. Dzieci też, nawet te najmniejsze.

Jedzenie gorsze niż w więzieniu. Z darów. Rozgotowany się makaron z wodą zabarwioną dżemem – to była zupa owocowa. Czerstwe pieczywo z tym samym dżemem, czasem ryż – suchy lub ze śmietaną. Bywało, że matki dostawały kawałek kości lub mięsa na zupę.

– Jak to strasznie śmierdziało! Nigdy nie byłam w stanie nic na tym ugotować.

Dla dzieci czasem były serki. Przeterminowane, często z plamami pleśni.

Do domu przychodziły też dary od prywatnych darczyńców.

– Czasem to były naprawdę super rzeczy: wózki, zabawki, koce, kołdry, ubrania. Przebierały, część brały dla siebie, a resztę sprzedawały na targu. Raz w tygodniu jeździły na jakiś bazar i handlowały tymi rzeczami.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Przekaz Biblijny w kwestii węża kusiciela jest bardzo nielogiczny bo skoro już wówczas ów gad był nazwanym wężem to przecież nie mógł mieć żadnych kończyn, to jak Pan Bóg za kare mógł obiecać mu iż od tej pory na brzuchu będzie się czołgać. Zresztą ta cała ta historia o Adamie i Ewie to Bajka dla dorosłych !