Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Polska zapłaci Irakowi

numer 36/2017

Niech Merkelowa się nie spina. Należne nam reparacje wojenne niech przeleje na konto w Bagdadzie.

Dobra zmiana – a także jej przyjaciele z Kukiz’15 – domagają się od Niemiec reperacji wojennych, powołując się na względy moralne. Owszem, prawnie to może być zawiłe – zapewne dlatego żaden nawet quasi-oficjalny dokument na razie nie powstał – ale „pod względem moralnym chyba nie ma dyskusji” i „chyba to jest obowiązek, żeby zadośćuczynić”, jak z właściwą sobie dyplomatyczną finezją wywiódł ostatnio minister Waszczykowski. Tę głęboką myśl – tylko bez „chyba” – wpierają wszystkie gwiazdy PiS, z Macierewiczem na czele, co nikogo nie powinno dziwić, zważywszy, iż (znowu cytując Waszczykowskiego) „na spotkaniu politycznym naszego ugrupowania padła taka dyrektywa polityczna”.

Jestem całym sercem za moralnością i zadośćuczynieniem, zjawiskami unikatowymi w polityce międzynarodowej. Być może zatem polski rząd powinien dać przykład i pochylić się nad roszczeniami Iraku. Jako jeden z peryferyjnych okupantów nie zapłacilibyśmy wiele: ot, powiedzmy, 5 do 10 proc. „zadośćuczynienia”, które z „moralnego” punktu widzenia winni są Irakowi uczestnicy „matki wszystkich koalicji” – jak z dumą opisał najeźdźczą bandę Busha Donald Rumsfeld.

Na początku roku możliwość wystąpienia Iraku o reperacje wojenne zasugerował iracki premier Hajdar al-Abadi, zapytany o stosunki jego kraju z USA pod rządami nowego prezydenta. Zażądał międzynarodowego śledztwa w sprawie inwazji i jej skutków. „Kto jest odpowiedzialny za przekształcenie operacji wyzwolenia Iraku w okupację? Z wolą bożą Irakijczycy doczekają się zadośćuczynienia za tragedie i katastrofy, które stały się ich udziałem” – powiedział, dodając, iż amerykańska inwazja „doprowadziła do upadku państwa, dezintegracji wojska i policji, i otworzyła drzwi dla grup terrorystycznych z całego świata”; sprawiła, że Irak „stał się gąbką zasysającą ekstremistów, co spowodowało śmierć wielu niewinnych Irakijczyków”.

Al-Abadi nie jest jakimś antyzachodnim radykałem. Ponad ćwierć wieku spędził na emigracji w Wielkiej Brytanii, gdzie zrobił doktorat z inżynierii elektrycznej na Uniwersytecie Manchesteru. Do Iraku powrócił po amerykańskiej interwencji i wszedł do akceptowanych przez administrację okupacyjną władz. Jednak szybko popadł w konflikt z Paulem Bremerem, protestując przeciw forsowanej przez Amerykanów prywatyzacji państwowego majątku jeszcze przed powołaniem legalnego irackiego rządu. Wzrost pozycji al-Abadiego, który 3 lata temu zwieńczyło objęcie przez niego stanowiska premiera, to efekt konsekwentnego głoszenia idei niepodległości i suwerenności Iraku – postawy, która obecnemu polskiemu rządowi powinna być szczególnie bliska.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Polska, Irak, a na tym nie koniec. Jest więcej państw – ofiar wojny napastniczej.
    A Polska mogłaby zostać „matką wszystkich koalicji” – roszczeniowych. Oby tylko dyskusje „PIS taki, PIS siaki” tego nie zniweczyły.
    To jasne, że powinniśmy oddać coś Irakowi za napad, ale nam należy się więcej, więc zostaniemy na plusie.
    Niech żyje GLOBAL REPARATIONS PLUS!

    • Lepiej nie krzycz z Londynu, bo jeszcze Brytole dojdą do wniosku, że należy im się zwrot jakiejś kasy za użyczenie Polakom swoich maszyn i przestrzeni powietrznej do załatwienia swoich polskich, partykularnych interesów z Niemcami.

  • Reparacje nie reparacje, ale Polska powinna po prostu przeprosić Irak za ten bandycki napad.
    Kwaśniewski powinien tam uklęknąć, jak ten kanclerz niemiecki w Warszawie.

  • Niemcy atakując Polskę mieli ważny powód ekonomiczny (Lebensraum) i pretekst (radiostacja w Gliwicach).
    Polacy w Iraku ani jednego ani drugiego. Pentagon szczeknął a polska suka nadstawiła dupy.