Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

Polak, Arab i bandyci

numer 17/2016

Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Warszawie budować będą:

polski faszyzujący nacjonalista

oraz Syryjczyk o imieniu „Święta Wojna”,

który strzelił z liścia w mordę posła Samoobrony.

– Zebraliśmy się tutaj w celu rozpoczęcia bardzo ważnego dzieła, które ma służyć umacnianiu pamięci, oddaniu czci tym, którzy walczyli za ojczyznę (…)

i które ma jednocześnie służyć kształtowaniu historycznej świadomości Polaków – oznajmił z dumą Jarosław Kaczyński podczas uroczystości podpisania aktu powołania Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, które mieścić się będzie w budynku Aresztu Śledczego na warszawskim Mokotowie.

Szykuje się potężna inwestycja i operacja logistyczna. Muzeum rozmachem ma dorównywać Muzeum Powstania Warszawskiego. Planowane jest przeniesienie pięciuset więźniów. Szacowany koszt budowy to ok. 100 mln zł.

Prezes Kaczyński budowę muzeum powierzył Zbigniewowi Ziobrze, ten jednak ma ważniejsze sprawy na głowie, zatem metodą spychologii zadanie spuścił swojemu zastępcy w Ministerstwie Sprawiedliwości Patrykowi Jakiemu, który nie ma pojęcia o budowaniu muzeów. Jaki fundamentalne dla Kaczyńskiego dzieło olał ciepłym sikiem i przekazał do wykonania kumplowi z Opola, niejakiemu Arkadiuszowi Karbowiakowi, którego specjalnie w tym celu ściągnął do Warszawy. A że Karbowiak także nie ma doświadczenia w budownictwie, do pomocy wziął sobie kolegę –  Jihada Rezeka, Syryjczyka z podwójnym obywatelstwem, którego imię oznacza „Święta Wojna”. Rezek to gorliwy wyznawca Allacha (nie pije wódki, pości w czasie ramadanu) i niedoszły poseł PiS. Był wójtem gminy Boronów na Śląsku, a ostatnio prezesem Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Opolu. Facet zna się na budowlance. Jego największym sukcesem jest postawienie wiejskiego szaletu z monitoringiem, który kosztował 70 tys. zł.

Rezek znany jest z tego, że nie da sobie w kaszę dmuchać. Latem 2004 r. podczas uroczystej kolacji, którą wydał burmistrz Lublińca z okazji wizyty zaprzyjaźnionych samorządowców z Węgier, doszło do skandalu towarzyskiego. Syryjczyk spoliczkował lidera śląskiej Samoobrony posła Andrzeja Grzesika.

Wersja Rezeka: Gdy na powitanie pocałował dłoń żony posła, ten wysunął swoją do pocałunku. Chciał ją odtrącić, jednak pochylił się i klepnął Grzesika w okolice głowy. To nie było zamierzone uderzenie, choć Grzesik zachował się prowokacyjnie.

Wersja Grzesika: Stał z żoną, gdy podszedł do niego Rezek i powiedział, że zastanawia się, czy podać mu rękę na powitanie. Potem nieoczekiwanie uderzył go w twarz.

Sprawa ostatecznie rozeszła się po kościach. Według plotek panowie byli od dawna w konflikcie. Przed wyborami samorządowymi w 2002 r. ktoś rozrzucał ulotki nawołujące: „Arab do domu”. Choć były anonimowe, zwolennicy wójta nie mieli wątpliwości, że to sprawka Samoobrony. Z kolei Rezek był sygnatariuszem listu protestacyjnego do rady powiatu po tym, jak po interwencji Grzesika wymieniono starostę w Lublińcu.

całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Jak widzę, to nie widzę tutaj żadnych komentarzy i to jest najlepszy komentarz do tego co można tu przeczytać..