Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Pogromcy Hollywood

numer 2/2016

Film jest najważniejszą ze sztuk – i dla Lenina i dla Kaczyńskiego.

„Oczekuję, że państwo polskie zdobędzie pieniądze na wielką filmową produkcję. Hollywoodzki film z wielkimi w świecie aktorami i z wielkim, znanym w świecie reżyserem – to wymaga zgromadzenia wielkich środków z budżetu. Ale potrafimy to zrobić”. Rzekł jeszcze we wrześniu 2015 r. prezes Jarosław Kaczyński przy okazji premiery fabularyzowanego dokumentu o rotmistrzu Pileckim. Wbrew pozorom wielu filmowców czekało na te słowa, a jeszcze chętniej przytuli te budżetowe środki.

Ale światowe nazwiska i u nas znajdziesz.

Np. Leone. Co prawda najwybitniejszy twórca spaghetti westernów o imieniu Sergio wącha od spodu kwiatki już od 27 lat, ale znane w świecie nazwisko to znane w świecie nazwisko. Alessandro Leone jest nazwiskiem, o którym stało się głośno, gdy wicepremier Gliński dopisał go do listy ekspertów Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wraz z takimi tuzami srebrnego ekranu jak Pospieszalski, Stankiewicz, Semka czy Ziemkiewicz. Osobnicy ci podmienili w tym gronie równie jak oni zasłużone dla polskiej kinematografii postacie jak Agnieszka Graff i Kazimiera Szczuka.

Alessandro Leone o tyle jednak różni się od prawicowych publicystów, że z kinem ma wspólne nie tylko nazwisko ale i dokonania. Wyreżyserował bowiem „Nottingham 2051”, 5-minutówkę o tym, jak Robin Hood wraz z Małym Johnem planują dostarczyć lekarstwa do krajów Trzeciego Świata. Ma też na koncie polski film „100dnió[email protected]”, o którym wiadomo tylko, że jego bohaterami są nastolatki obserwowane w czasie szalonych przygotowań do studniówki. Jednak dokonaniem życia – przynajmniej do tej pory – jest bycie scenarzystą i producentem czegoś, co u nas pojawiło się w kinach pod tytułem „Bitwa pod Wiedniem”. Czegoś, bo pisanie, że jest to film, byłoby nadużyciem. Recenzje były tak miażdżące, że wszyscy wiedzą, że zawiodły nawet komputerowe efekty specjalne, a aktorzy zapomnieli, jak się gra.

Mało kto wie jednak, że Leone, zagadnięty o „Wiedeń”, kurczy się i przeprasza. No i opowiada, że film miał być nie o wiktorii wiedeńskiej Sobieskiego, tylko o włoskim zakonniku, który klęskę Turków wymodlił. Twórcy znaleźli sponsorów katolickiego filmu, ale szmalu brakło i ktoś wpadł na pomysł, że z powodu występowania w bitwie Polaków można by ich wkręcić do współpłacenia. Przekombinowano scenariusz i wprowadzono Sobieskiego. Z takim projektem Włosi pojawili się w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, gdzie dostali 2 mln zł i obietnicę opłacenia plenerów gdzieś w Polsce. Szmal przelano, ale z plenerów strona polska się nie wywiązała, stąd konieczność szukania kolejnych sponsorów i następne zmiany w scenariuszu. Efekt tego był, jaki był. Dzięki temu Leone wie, jak nie należy robić filmów. Teraz, będąc ekspertem instytutu odpowiedzialnym za zatwierdzanie szmalu na projekty, jak ognia będzie się bał hollywoodzkich wizji polegającej na setkach wybuchów i eksponowaniu wątków miłosnych.

Rzucone przez prezesa hasło zrobienia historycznej superprodukcji mającej po wsze czasy rozsławić imię Polski i Polaków, chwycił Duda i już tworzy fundusz dofinansowujący filmy historyczne. Pomysł z radością powitało Stowarzyszenie Filmowców Polskich, a jego prezes rozpływa się w zachwytach nad ideą mającą wzmocnić „kulturę, tożsamość narodową i politykę historyczną”. Tak samo ideę wywalenia paru worków hajsu ocenia nowa dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Magdalena Sroka: „Opowiadanie własnej historii i jej reinterpretacja to jeden z ważniejszych budulców identyfikacji narodowej i w ogóle tożsamościowej. Nasz problem polega jednak na tym, że przy dość skromnym budżecie PISF na kino historyczne w tak szerokim wymiarze nie stać”.

Na dofinansowanie produkcji i rozwoju projektu filmów fabularnych PISF przewidział w 2015 roku 90 mln zł. Budżet ostatniego Bonda to 300 mln – ale dolarów. Gdyby cały roczny szmal przeznaczany przez PISF na filmy wydać na jedną produkcję historyczną, to starczyłoby tego na najwyżej kwadrans hiciora.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Wszystko to fajne, ale z Leninem naciągacie. Lenin cenił film 90 lat temu, kiedy nie było portali społecznościowych i nikt nie wiedział to to jest metedata.

    Robicie wrażenie, jakby myśl leninowska to były jakieś sztywne schematy mające obowiązywać do usranej śmierci. Dialektyka marksistowska się kłania