Motto tygodnia: Lud smoleński ryczy i kwiczy: wraża agentura na miesięcznicy!

Podróż za jeden ogień

numer 23/2016

Chłopskie prawnuki pójdą chwalebnym śladem morderców ich pradziadków.

Minister Jurgiel lubi horrory. Zaczął od wymordowania dzikich świń, ze szczególnym uwzględnieniem ciężarnych loch, tudzież dziczych samic tuż po wydaniu potomstwa na świat (pisaliśmy o tym w „NIE” nr 15/2016). Teraz wziął się za straszenie chłopskich dzieci.

W Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi pojawiło się ogłoszenie o otwartym konkursie na realizację zadania „Śladami Żołnierzy Wyklętych – wyjazdy naukowe ukierunkowane na zdobywanie i poszerzanie wiedzy o polskim podziemiu niepodległościowym w latach 1945-1963”. Resort zamierza przeznaczyć na ten cel 272 tys. zł.

– Chcemy zapoznać uczniów z zapomnianą przeszłością – twierdzą przedstawiciele ministerstwa.

Jeśli zapomnianą, to właśnie przez resort Jurgiela. Tak się bowiem składa, że chłopska pamięć jest lepsza. Może nie wszyscy mieszkańcy wiosek odwiedzanych po wojnie przez wyklętych wiedzą, że w latach 1944-1948

niezłomni

zabili ponad 5 tysięcy cywilów, w tym 187 dzieci do lat 14, ale pamiętają z opowiadań, kiedy i kto batożył chłopów korzystających z reformy rolnej. Kto zabijał wysyłane na wieś nauczycielki. I kto wreszcie rozstrzeliwał rodziny niechcące oddać leśnym dobytku. Trzeba być rzeczywiście Jurgielem, żeby rolnikom umieć dać w twarz tak, aby poczuli.

80 procent zabitych przez podziemie antykomunistyczne cywilów stanowili chłopi. Te 187 dzieci to było potomstwo włościan. I jakkolwiek by to dziś dziwnie brzmiało, to nie wyklęci byli bohaterami ówczesnej bajki na wsi, ale nowa władza, która nadała chłopom pańską ziemię. Niezłomni chcieli im te hektary odebrać.

Trzeba mieć

tupet

Jurgiela, aby dzieciom ze wsi, potomkom terroryzowanych przez leśnych wciskać kit o dzielnych obrońcach ojczyzny, którzy nie pogodzili się z sowieckim jarzmem. Choć właściwie Jurgiel nie ma tu nic do rzeczy. Dostał ponoć polecenie od prezesa. Prezesowi Jurgiel nie odmawia.

Wyjazdy naukowe śladami wyklętych mają być 3. W lipcu lub sierpniu. Każdy odbędzie się w innym regionie Polski i potrwa 5 dni. W każdym ma wziąć udział co najmniej 150 uczniów z wiejskich szkół. Uczestnicy zostaną wybrani przez oferenta – z zastrzeżeniem, iż nie mogą pochodzić z regionów Polski, w których będzie odbywać się wyjazd. W ministerialnym ogłoszeniu nie ma nic o zasadach, wedle jakich będzie przebiegała weryfikacja ani które dzieci wezmą udział w takich wakacjach. Nie wiadomo więc, czy będzie o tym decydować kolejność zgłoszeń, wyniki w nauce czy może wynik lustracji rodziny.

Wyjazdy mają polegać na zwiedzaniu miejsc pamięci związanych z działalnością żołnierzy wyklętych. W ogłoszeniu stoi jak byk, że „wykonanie zadania będzie połączone z organizacją warsztatów/seminariów/wykładów tematycznych oraz zostanie zakończone testem wiedzy, w którym trzy pierwsze miejsca (w każdej z grup) zostaną nagrodzone nagrodami rzeczowymi. W ramach wykonania zadania należy przygotować materiały na temat Żołnierzy Wyklętych w formie prezentacji (wersja papierowa bądź na nośnikach danych), które będą rozdystrybuowane do szkół rolniczych nadzorowanych przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz do szkół, do których uczęszczają uczestnicy wyjazdów naukowych”.

Teraz będzie najzabawniej – miejsca, które zwiedzą dzieci uczestniczące w wyjazdach, mają zostać wskazane przez Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze na podstawie wykazu obiektów ujętych w odznace turystyczno-krajoznawczej PTTK „śladami żołnierzy wyklętych 1945–1963”.

Warunkiem zdobycia odznaki jest zwiedzenie minimum piętnastu obiektów wybranych z załącznika. A ten zawiera 220 obiektów, z czego 5 jest za granicą. I dlatego PTTK ustaliło, że „zwiedzenie jednego obiektu na Kresach II RP jest równoznaczne ze zwiedzeniem trzech obiektów na terenie kraju”.

Lista, na którą powołuje się ministerstwo Jurgiela nie jest kompletna. Według regulaminu „mogą być uwzględniane również obiekty nie wymienione w załączniku po odpowiednim udokumentowaniu”.

Nie wymienione zaś są tam miejsca związane choćby z rozwaleniem przez Romualda Rajsa

„Burego”

28 białoruskich woźniców lub podążanie szlakiem Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.

Jest za to wiele innych, które młódź wiejska winna odwiedzić i może nawet strzelić jakąś inscenizację?

Choćby w Przytułach w powiecie łomżyńskim, naprzeciwko zespołu szkół przy ul. Lipowej. Tuż obok pomnika – kamienia poświęconego pamięci mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy”, dowódcy oddziału AKO-WiN. Pomysłów na rekonstrukcję jest kilka, bo oddział „Bruzdy” od kwietnia 1950 r. do sierpnia 1954 r. przeprowadził 14 akcji, w wyniku których zginął jeden pracownik UBP, dwóch milicjantów i jeden współpracownik UBP. Jakież to były boje! Napady na sklepy, urzędy pocztowe, kasy spółdzielni chłopskich, rekwizycje wypłat dla robotników PGR, należności podatkowych rolników zebranych przez sołtysa. Oddział zabierał nie tylko pieniądze, ale też jedzenie, bieliznę i buty. Ostatnią akcją, podczas której zginął Tabortowski, był napad na Gminną Kasę Spółdzielczą.

Na liście PTTK jest 5 miejsc poświęconych oddziałom Hieronima Dekutowskiego

„Zapory”

– dowódcy oddziałów AK-WiN. W każdym z nich można odegrać z udziałem dzieci scenkę z maja 1946 r., w Tomaszowicach w powiecie lubelskim, gdzie to jeden z pododdziałów „Zapory” zastrzelił administratora majątku Tomaszowice Jana Patejaka. Patejak nie był ani komuchem, ani ubekiem, ani nie parcelował majątków. Po prostu się nawinął.

Co dziesiąta pozycja z wyklętej listy PTTK wiąże się z postacią majora „Łupaszki”. Ileż niezapomnianej frajdy będą miały dzieci, gdy zobaczą odtworzone wydarzenia z czerwca 1944 r., gdy podlegli „Łupaszce” partyzanci 5. Brygady Wileńskiej wchodzą do litewskiej wsi Dubinki. Ach, te krzyki i serie z karabinów maszynowych! Ginie 27 cywilów, w tym kobiety i dzieci. Głównie Litwini, ale na kule niezłomnych załapała się też polska rodzina.

Zasób miejsc do zwiedzania zawiera też kilka pozycji związanych z Józefem Kurasiem

„Ogniem”.

W tym wypadku pole do popisu jest znaczne. Od pacyfikacji wsi polskich i słowackich po rozwałkę Żydów. Na koniec można jeszcze dzieciakom zafundować spotkanie z pracownikami słowackiego odpowiednika IPN, którzy dużo i chętnie opowiedzą o prowadzonym przez siebie śledztwie w sprawie ludobójczej działalności „Ognia”.

Pomysłów na zagospodarowanie niemal 300 tys. zł nie zabraknie.

Termin

składania ofert mija 7 czerwca. W ciągu miesiąca rozpatrzy je powołana w ministerstwie komisja konkursowa.

Czy ministerstwo od żyta, pszenicy, jabłek, rogacizny i trzody chlewnej musi zajmować się żołnierstwem wyklętym? Jasne! Biuro prasowe ministerstwa uważa, że „temat zadania został wybrany z uwagi na to, że w ostatnich latach historia Żołnierzy Wyklętych stała się przedmiotem zainteresowania społecznego, także wśród młodzieży. Celem zadania jest zapoznanie uczniów z obszarów wiejskich z zapomnianą przeszłością, o tych, którzy walczyli o niepodległą Polskę po II wojnie światowej, jak również upowszechnienie wiedzy historycznej istotnej dla tożsamości narodowej, regionalnej oraz kształtowania postaw obywatelskich i patriotycznych”.

I jak tu się nie zgodzić. Pokazywanie małym wieśniakom tego, co spotkało ich pradziadków, jak przeprowadza się egzekucje oraz co krzyczą małe dzieci przed zastrzeleniem, z pewnością wpłynie na kształtowanie postaw obywatelskich. I pewnie jeszcze podniesie mleczność krów wraz z wydajnością z hektara.

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.