Motto tygodnia: Ele-mele-dudki, dudki-ele-mele, zastrajkują nauczyciele.

Płód z fujarką

numer 50/2018

W Polsce niepokalane poczęcie to chleb powszedni.

Z uzasadnienia wyroku: „Pokrzywdzony zeznał, że oskarżona »tylko pobujała mi«, co oznacza, że nie byli ze sobą w łóżku. Zatem należy przyjąć, że nie odbywał stosunków cielesnych, mogących zakończyć się ciążą. Mimo to w ciążę uwierzył, zaciągnął kredyt i pozbył się dorobku całego życia”.

 

Brama raju

39-letni Zbigniew D. od tygodni penetruje okolice giełdy staroci na warszawskim Kole. Nie z powodu zamiłowania do antyków, ale ze względu na potrzebę zażegnania obojętności świata w objęciach damy. Dama to Iwona K. i bynajmniej nie jest antykiem – ma 21 lat, działający na wyobraźnię biust, długie odnóża i także penetruje okolice giełdy. Przechadza się, staje na rogu, latem kusząco poprawia kusą kieckę, z rozmachem żuje gumę. Zbigniew dyskretnie obserwuje. Chciałby podejść i zapytać „Czy ma pani ogień?” albo „Która godzina?”; z seriali wie, że takie pytania to dobry sposób na miłość wielką i prawdziwą, ale nie śmie. Patrzy, jak Iwona K. znika w pobliskiej bramie z mężczyznami. I milczy.

Cierpienia Wertera w średnim wieku nie trwają wiecznie, bo Iwona w końcu dostrzega wielbiciela. Pyta: „Masz ochotę na co nieco?”. Zbigniew na to, że nie pije, co z prawdą zgodne nie jest, bo czasem pociąga, ale wydaje mu się, iż jako abstynent stanowi atrakcyjniejszą partię. Niewiasta śmieje się, demonstrując pozbawiony jedynie górnej jedynki garnitur; uzębienie takiego sortu Zbigniew widział jedynie u księży i jest zauroczony. Iwona chwyta go za ramię i ciągnie do bramy, w której znika z mężczyznami, ale Zbigniew czuje się jak gdyby przekraczał bramę raju.

Wchodzą do klatki schodowej. Iwona wkłada rękę do rozporka Zbigniewa. Masuje członka. Akt miłosny nie trwa dłużej niż 10 sekund. Kończy się plamą na portkach i strzałą Kupidyna w sercu. Z plamą Zbigniew upora się łatwo, paląc porcięta w piecu. Strzała tkwi głęboko, co prowadzi do licznych i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

 

Patelnią po łbie

Iwona, jak tylko koniec zwieńczył rękodzieło, zakomunikowała, że Zbigniew jest jej winien stówę. Zbigniew oświadczył, że nie dysponuje takimi środkami, ale posiada wartościowe ruchomości w postaci motorowerów yamaha, skutera simson oraz kosiarko-odśnieżarki zainstalowanej na traktorku. Zatem ma aktywa pozwalające nie tylko na uregulowanie bieżącej należności, ale także na zapewnienie Iwonie dobrostanu w przyszłości. Iwonę najwyraźniej ucieszył stan posiadania Zbigniewa, bo ponownie zademonstrowała pełne uzębienie pozbawione górnej jedynki.

Odtąd Zbyszek w okolice giełdy przychodził kilka razy dziennie, ale choć bardzo pragnął przekraczać bramę raju, ukochana nie wiodła go w pożądane rejony. Kontakty polegały wyłącznie na kilkuminutowych rozmowach prowadzonych na ulicy. Zbigniew wyznawał miłość Iwonie, Iwona twierdziła, że kocha Zbigniewa, a na koniec miłosnej debaty informowała, iż jego dług powiększył się o kolejne 100 zł. Zbigniew postanowił zamieszkać z Iwoną, aby raj mieć w domu i na co dzień. Problem: od dwunastu lat był żonaty. A małżonka, w przeciwieństwie do kochanki, nie ma poczucia humoru i prawie wszystkich zębów.

Mówiąc delikatnie: nie był w związku małżeńskim stroną dominującą. Mówiąc wprost: bywało, że obrywał patelnią po łbie za przewinienia znaczniej mniej szkodliwe społecznie niż stosunki na boku. Dodatkowo sytuację komplikował fakt, że ślubną utrzymywał w głębokiej tajemnicy, Iwonę racząc fake newsem, z którego wynikało, iż jest kawalerem i mieszka z ciotką. Lękał się więc w dwójnasób, bo nie tylko żony, ale i kochanki, albowiem nie chciał, żeby doszła do wniosku, iż jest mężczyzną niegodnym zaufania.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.