Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Piraci z Woronicza

numer 48/2014

Kiedyś zaszczytnym obowiązkiem była obrona PRL. Jutro będzie nim płacenie na TVP.

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, najwięcej nowych podatków opracowuje się ostatnio nie w Ministerstwie Finansów, tylko w resorcie rządzonym przez minister Omilanowską. Tym, którym to nazwisko jeszcze niewiele mówi, należy się informacja, że pani ta zawiaduje Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Żeby gładko wejść w temat, trzeba sięgnąć pamięcią do kwietnia 2008 r., kiedy to Donald Tusk wypowiedział orbi et urbi, że abonament radiowo-telewizyjny jest „archaicznym sposobem finansowania mediów publicznych”.

Złakniony takich stwierdzeń naród kupił je w ciemno. Zakup ten polegał zaś na tym, że niemal z dnia na dzień ściągalność abonamentu rypnęła się o jedną trzecią. Telewizja i radiofonia publiczne zawyły z rozpaczy. Politycy koalicji jak jeden mąż zarzekali się w mediach, że lada chwila wyplują ustawę, która umożliwi finansowanie mediów publicznych. Finansowanie miało nastąpić z budżetu. Nie nastąpiło. Okazało się bowiem, ze formuła prawna, w której działają publiczne radio i telewizja uniemożliwiają otrzymywanie szmalu wprost od państwa. Po unijnemu nazywa się to niedozwoloną pomocą publiczną i rzecz jasna jest w UE tępione.

Ministerstwo kultury kończy prace nad ustawą o opłacie audiowizualnej. Urzędnicy kombinują tak, by mogła zostać ona uchwalona jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Od dwóch lat tak kombinują.

Założenia są proste.

Opłata audiowizualna będzie wszechobejmująca. Oprócz gospodarstw domowych i firm płacić mają też fundacje, stowarzyszenia i organizacje społeczne. Wszyscy mają uiszczać podstawową opłatę w granicach 10-20 zł miesięcznie. Rozważane są 2 warianty pobierania haraczu. Pierwszy zakłada, że będzie on ściągany od każdego adresu. Druga propozycja – opłata zostanie dopisana nam do rachunku np. za energię elektryczną.

Gdyby ktoś nie rozumiał, to powtórzę. Za radio i telewizję zapłacą wszyscy mający mieszkanie bądź działalność gospodarczą niejednoosobową oraz wszystkie twory wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego. I chyba nie jest przypadkiem, że płatnik musi mieć cokolwiek wspólnego z posiadaniem radia czy telewizora. Ma czy nie ma – płacić za telewizję będzie musiał. I to w dobie kiedy coraz więcej ludzi nie w telewizorze ogląda obrazki.

Najciekawiej przedstawia się to w przypadku firm, od których haracz będzie ściągany w zależności od liczby zatrudnionych osób. Resort kultury, aby dowiedzieć się, jaka jest wielkość firmy, zamierza skorzystać z danych ZUS. Kopalnie zapłacą dużo. Inny wariant zakłada obowiązkowe rejestrowanie się wszystkich przedsiębiorców w instytucji, która będzie odpowiedzialna za zbieranie nowego abonamentu.

Szczęśliwym zaiste jesteśmy krajem, gdzie podstawowym obowiązkiem pracowniczym w oczach ministerstwa kultury jest oglądanie telewizji, ze szczególnym uwzględnieniem TVP.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • jeśli zapłaci w domu to może odpuścić mu w robocie? albo odwrotnie??? albo w domu brać za czytanie w robocie za oglądanie – to jest myśl!