Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Autor
Marian Śrut

Piłkarze kontra szpiedzy

numer 25/2016

Naukowiec ze Szczecina został wrogiem PiS-u, bo źle życzy drużynie narodowej.

Doktor habilitowany Wojciech Krysztofiak jest pracownikiem Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Szczecińskiego. Ściślej: tyra w Instytucie Filozofii. Przed rozpoczęciem mistrzostw Europy w piłce kopanej ogłosił kawałek następujący: „Sportowe sukcesy naszej reprezentacji wzmocnią wśród pisowskich piewców konceptu wielkiej Polski

»od morza do morza« poczucie dumy narodowej i nastrój zwycięstwa nad Europą. Jeśli Lewandowski strzeli wiele goli Niemcom, to Kaczyński, Duda i Szydło wykrzykną do swoich wyborców, iż »żaden Martin Schulz nie będzie już nam więcej pluł w twarz«. Polityka historyczna PiS odniesie swój pierwszy sukces równolegle ze zwycięstwami polskiej reprezentacji podczas Euro 2016. Dla dobra wolności i pluralizmu w naszym kraju potrzebujemy sportowego upokorzenia”.

Uczony dodał, iż wywołana nadmiarem zwycięstw fala narodowej euforii zostanie przez PiS wykorzystana do wzniecenia polowań na wrogów Polski i wzmożenia fali poparcia dla partii rządzącej. To, że prezes Kaczyński ma taki plan, jest wielce prawdopodobne; nie przypadkiem tuż rozpoczęciem turnieju zachęcił kopaczy z orłem na piersi do ostrej gry, definiując piłkę nożną jako zjawisko narodowe, „sięgające do sfery politycznej, jeżeli chodzi o kondycję narodu, o jego pozycję” (o czym donieśliśmy w publikacji „Piłko, pozwól żyć”, „NIE” nr 24/2016). I pewnie dlatego gdy Krysztofiak uderzył w stół, odezwały się nożyce.

Najpierw wykładowcę zlustrował portal Niezależna.pl z niepokalaną red. Kanią na czele. Potem za pałę chwyciła „Gazeta Polska Codziennie”. Wykryto, że Krysztofiak:

  1. a) starał się o mandat europosła z ramienia Twojego Ruchu;
  2. b) ubiegał się o stanowisko rektora Uniwersytetu Szczecińskiego.

Komentatorzy spod znaku Polski walczącej za przydatne uznali jedynie pierwsze odkrycie, nazywając naukowca ohydnym lewakiem, lewacką popłuczyną, parszywym chamem, łysym debilem oraz tęczowym chłoptasiem. Drugi wątek z życiorysu doktora właściwie pominięto, krytykę ograniczając do skromnego stwierdzenia, że jako kandydat na rektora nie dostał ani jednego głosu.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.