Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Pierwotna akumulacja kapitału nad Wisłą

numer 6/2018

Kto na kim żerował w okupowanej Warszawie. Prezydent Duda, komentując nowelizację ustawy o IPN, która przewiduje więzienie za sugerowanie współodpowiedzialności za Holocaust „narodu polskiego”, powiedział: „Oczywiście nie mówię, że nie było ludzi niegodziwych. Byli niegodziwi ludzie, którzy sprzedawali nawet za pieniądze swoich sąsiadów. Tak, byli, przyznaję, ale to nie naród polski, tylko pojedynczy ludzie; to nie była żadna zorganizowana akcja, to były po prostu przypadki podłości”.

Podobnym argumentem o „pojedynczych ludziach” posługują się politycy PiS i reżimowe media, twierdząc, że Polacy ratowali Żydów, na co dowodem ma być 6700 drzew oliwnych w Ogrodzie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Premier Morawiecki stwierdził nawet, że „w Jad Waszem brakuje jednego drzewa, jednego najważniejszego drzewa – drzewa dla Polski, drzewa Polski”.

Wbrew powtarzanym kłamliwym opiniom, zjawisko szmalcownictwa (szantażu) nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobku dla tysięcy Polaków. Steven Paulsson na podstawie pamiętników ukrywających się w Warszawie Żydów pisze o kilkuset gangach skupiających od trzech do czterech tysięcy ludzi („Secret City. The Hidden Jews of Warsaw, 1940-1945”, Yale 2002). Do tego trzeba doliczyć sporą grupę tych, którzy szmalcownictwem zajmowali się dorywczo, niejako przy okazji.

Jesienią 1941 r. generał Stefan Grot-Rowecki raportował do Londynu: „Szerzy się przestępczość, zwłaszcza przestępstwa pospolite, rozwinęło się donosicielstwo, zaznaczyły się przypadki zbrodniczego współdziałania z okupantem”. W prasie konspiracyjnej pisano: „Zatrważający wzrost denuncjatorów, nieprawdopodobne rozszerzenie się zgranych kół szantażystów zagraża spokojowi coraz większej ilości ludzi, czyniąc nieznośnym życie tych, którzy prześladowani przez okupanta czują się jak zgonione wściekłe psy”.

Szmalcownictwu sprzyjało wprowadzone przez niemieckiego okupanta prawo: nakaz noszenia przez Żydów opasek z gwiazdą Dawida (za złamanie którego groziło więzienie, a nawet kara śmierci) oraz restrykcje majątkowe. Zamożniejszych Żydów zmuszono do przekazania fabryk (manufaktur) aryjskim zarządcom komisarycznym; ubożsi musieli zarejestrować u władz policyjnych wszystkie posiadane kosztowności. Szczególnie „poszukiwaną” grupą byli bankierzy i finansiści, którym nie udało się na czas opuścić kraju. Polacy skupili się na mniej zamożnych i jednocześnie najsłabszych Żydach.

Szmalcownictwo nabrało tak poważnych rozmiarów, że stało się problemem dla niemieckiego okupanta. SS-Hauptscharführer Stüllenberg z warszawskiego gestapo pisał w jednym z raportów: „Ze względu na to, że tego rodzaju sprawy są już powszechnie znane i jako że narażają one na szwank dobre imię organów gestapo, należy wobec zatrzymanych zastosować wyjątkowo surowe kary, aby nie dopuścić do podobnych przypadków w przyszłości”.

Okazuje się, że przebiegli Polacy, szantażując Żydów i wymuszając od nich okup, podawali się za gestapowców, co bardzo nie podobało się władzy niemieckiej. Znamienny jest przypadek świeżo upieczonego maturzysty, który udając pracownika gestapo, na ulicy próbował wymusić od dwóch Żydów pieniądze. W trakcie pospiesznie dokonywanej rewizji młodego bandytę zaskoczył SS-Hauptscharführer Kunkel z prawdziwego gestapo, doprowadził na aleję Szucha i oskarżył o „ciężkie wymuszenie” („schwere Erpressung”). Prosząc o ułaskawienie syna, ojciec szantażysty winę składał na przedwojenną propagandę antysemicką, „której poddany był syn – tak jak i cała młodzież szkolna”.

W protokołach zatrzymań szmalcowników, którzy dla uwiarygodnienia się zakładali opaski ze swastyką, używali mundurów i odznaczeń hitlerowskich, pisano: „podejrzany nadużył symbolu ruchu narodowosocjalistycznego” lub „nadużył symbolów niemieckich”. Niemcy karali polskich szmalcowników najczęściej na więzienie od pół roku do trzech lat. W kilku przypadkach szmalcowników skazano na śmierć. W oczach sędziów najważniejszym kryterium oceny czynu było zagrożenie, jakie oskarżeni stanowili dla interesów niemieckich. Do zagrożeń takich należało szerzenie korupcji wśród urzędników niemieckich. Dla przykładu rozstrzelano nawet dwóch gestapowców współpracujących ze szmalcownikami.

W uzasadnieniu wyroku na bandę szantażystów kierowaną przez Łowińskiego, Cieplińskiego i Domkowicza, napisano: „Sąd uznał oskarżonych za wyjątkowo szkodliwych złoczyńców, gdyż użyli oni stacjonujących w GG oddziałów Wehrmachtu w celu terroryzowania swoich ofiar. Ich zbrodnie zasługują na szczególnie potępienie, gdyż zagrażają dobremu imieniu Wehrmachtu i wciągają naiwnych młodych łudzi do popełniania czynów zagrożonych sankcjami prawnymi”.

Szmalcownictwem nie zajmowali się pospolici przestępcy, ale w większości tzw. normalni Polacy katolicy.

Z zachowanych dokumentów wynika, że na ponad 240 osób oskarżonych o wymuszanie na Żydach, którymi interesowały się niemieckie sądy w Warszawie w latach 1940-1943, było tylko dwudziestu przedwojennych kryminalistów. Brudną robotą parały się wszystkie grupy społeczne: robotnicy wykwalifikowani, urzędnicy, artyści, chłopi, handlarze, cukiernicy, tramwajarze, uczniowie szkół średnich, trafił się nawet korepetytor języka francuskiego. Szantażystą o najlepszym pochodzeniu był młody hrabia, zaaresztowany podczas próby wymuszenia okupu od dwóch żydowskich handlarzy.

Wysokość okupu wymuszanego od Żydów była różna. O ile w pierwszym okresie wojny ofiary mogły się wykupić kilkudziesięcioma–kilkuset złotymi, o tyle po wprowadzeniu kary śmierci za pobyt poza gettem ceny zaczęły błyskawicznie rosnąć – nawet do 200 tys. zł. Oprócz pieniędzy szmalcownicy zabierali swoim ofiarom biżuterię: obrączki, pierścionki, złote łańcuszki, futra. To jednak nie zadowalało polskich bandytów. Oddzielnym typem okupu były gwałty i wymuszenia seksualne dokonywane na bezbronnych, pozbawionych majątku kobietach.

Historyk i kronikarz warszawskiego getta Emanuel Ringelblum wspominał: „»Szantażyści«, »szmalcownicy«, agenci, policja mundurowa i »wsiakaja swołocz« – hulali i hulają bezkarnie na ulicach stolicy. Ich dziełem jest mord tysięcy Żydów, skazanych po złapaniu na śmierć przez gestapo. A jednak nic złego im się nie dzieje. Wiedzą, że w stosunku do Żydów panuje zupełna bezkarność, że nikt się za nimi nie ujmuje”.

Polskie Państwo Podziemne, podległe rządowi na uchodźctwie, zaczęło się interesować szmalcownikami dopiero wiosną 1943 r. Kierownictwo Walki Cywilnej (KWC) ogłosiło ostrzeżenie w sprawie szantażystów, grożąc im najsurowszymi sankcjami i przypominając, że gnębienie obywateli polskich pochodzenia żydowskiego jest formą kolaboracji z okupantem. Rada Pomocy Żydom niejednokrotnie alarmowała pełnomocnika rządu na kraj, domagając się zdecydowanej akcji przeciwko szmalcownikom, ale karanie ich chociaż się zdarzało nie było priorytetem.

Pismo „Nowe Drogi”, wydawane przez Stronnictwo Demokratyczne, zwracało uwagę na brak represji wobec szantażystów: „Agent-szantażysta czy donosiciel musi mieć specjalnego pecha, by zainteresowały się jego osobą władze sądownicze Polski Podziemnej (…). Gdy w całym kraju, a zwłaszcza w Warszawie i okolicach szaleje plaga szantaży antyżydowskich, nie ogłoszono dotąd dosłownie ani jednego wyroku w tej sprawie!”.

O haniebnym traktowaniu sprawy żydowskiej świadczy też kodeks moralności obywatelskiej, opracowany przez Departament Sprawiedliwości Delegatury Rządu na Kraj. W założeniu jego autorów kodeks miał w sposób jasny i klarowny wyznaczać granice prawne i etyczne, których Polakowi przekraczać nie wolno. Kodeks dzielił się na 4 działy, z których każdy zajmował się oddzielną kategorią wykroczeń. Dział I dotyczył najcięższych, karanych śmiercią, zbrodni zdrady państwa i narodu polskiego. Działy II, III i IV omawiały przestępstwa obłożone karami bojkotu, publicznego napiętnowania bądź wykluczenia ze społeczności polskiej.

Ponieważ autorzy kodeksu wspólnotę zdefiniowali w kategoriach narodowych, a nie obywatelskich, Żydzi, pomimo że byli obywatelami polskimi, zostali wykluczeni z tak rozumianej wspólnoty. Z punktu widzenia szmalcowników oraz osób oceniających ich postępowanie rozróżnienie na „nas” i „ich” było kluczowe. Paragraf 3 działu I kodeksu stwierdzał, że podlega karze śmierci ten, „kto zwraca się do wroga z donosami na swych rodaków”. Natomiast do szmalcowników stosowano punkt 13 działu III: „kto dla zysku majątkowego wykorzystuje przymusowe położenie innej osoby i używa w stosunku do niej przemocy lub groźby zwrócenia się do wroga, bądź zastosowania jego rozporządzeń”. Sankcją dla ludzi występujących przeciwko „innym osobom” była tylko „niemożność zajmowania jakichkolwiek stanowisk państwowych, samorządowych i społecznych”.

Polscy antysemici organizowali pogromy, których nasilenie nastąpiło na przełomie marca i kwietnia 1940 r. Nawet niekryjący antysemickich poglądów prof. Stanisław Srokowski (w II RP wojewoda wołyński i Konsul Generalny RP w Królewcu) w swoim dzienniku pisał: „Świadkowie awantur antyżydowskich na Elektoralnej, rogu Solnej i Hal Mirowskich opowiadają, że były one obrzydliwe. Brał w nich udział motłoch z nożami, niszczono sklepy żydowskie i Żydów bito niemiłosiernie”.

Wydawany przez polskie władze podziemne „Biuletyn Informacyjny” donosił: „Na Lesznie, Karmelickiej i Nowolipiu mają miejsce stosunkowo częste wypadki bicia Żydów przez młodzież ze Szkoły Rzemieślniczej im. Konarskiego. Zwracamy się do grona koleżeńskiego uczniów tej szkoły z apelem o przemyślenie sprawy. Pomijając względy natury etycznej – stwierdzamy, że działania takie przynoszą korzyść tylko propagandzie niemieckiej”.

Postawa granatowej policji (która także zajmowała się szmalcownictwem), tak jak przechodniów, była zazwyczaj bierna. Historyk i działacz ruchu oporu w getcie warszawskim Israel Gutman zauważył: „Brak silnej reakcji ze strony Polaków przypuszczalnie ułatwił powstanie sieci szantażystów i tropicieli Żydów”.

Wrogie (lub obojętne) nastawienie wobec Żydów nie brało się znikąd i nie można go tłumaczyć „inspiracją niemiecką” – jak to przedstawiają pisowscy propagandziści. W II Rzeczpospolitej antysemityzm nasilił się w szczególności po śmierci marszałka Piłsudskiego, kiedy jego następcy polityczni nawet organizacyjnie połączyli się z faszyzującymi nacjonalistami w Obozie Zjednoczenia Narodowego (OZN).

Szacuje się, że Polacy w czasie okupacji udzielili skutecznej pomocy około 40-50 tysiącom Żydów. Ilu było szantażowanych, bitych, maltretowanych, ilu wydano hitlerowskiemu okupantowi – o tym się nie mówi.

Skoro tylko w Warszawie, licząc ostrożnie, działało około 6 tysięcy szmalcowników i szantażystów, a każdy miał „pod opieką” tylko 10 Żydów, to prawdziwa jest teza, że więcej Żydów zginęło z rąk Polaków niż zostało przez nich uratowanych. I nawet Kaczyński, Duda, Morawiecki i ich przydupasy, którzy chcą karać więzieniem za głoszenie prawdy, nie zmienią tego faktu.

 

ANDRZEJ SIKORSKI

PS Korzystałem z książki Jana Grabowskiego „Ja tego Żyda znam! Szantażowanie Żydów w Warszawie, 1939-1943”. Centrum Badań nad Zagładą Żydów, wydawnictwo IFiS PAN, 2004.

Wasze komentarze 21 komentarzy

Odpowiedz na „Zdzisław ZdzisławskiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • A najgorsi szmalcownicy (żołd szeregowca 10.00 ówczesnych US$) to była Armia Krajowa, która więcej rodaków na tamten świat wyprawiła niż wszystkie inne łotry do kupy

  • a przyjaciel RM Jan Kobylański? Ludzie ludziom zgotowali ten los.
    pójdę siedzieć za komentarz?

  • a przyjaciel RM Jan Kobylański? Ludzie ludziom zgotowali ten los.
    pójdę siedzieć za komentarz?

  • Trzeba pamiętać, że opisano Warszawę, miasto zamieszkałe przez elity.
    Trzeba wiedzieć, że większość Żydów mieszkała na prowincji. Co się działo w mieścinach zamieszkałych w połowie połowie przez Żydów, znanych wszystkim sąsiadom?
    Tyle, że pan Mateuszek i na to znajdzie odpowiedź – winna lewizna!

  • Jeśli już nap…w Kaczorów to z sensem. A w tym wypadku z tych statystyk nie wynika nic co przekraczało by normę łajdactwa przeciętnie występującą w historii w różnych narodach.Warszawa w momencie wybuchu wojny to ok.milion trzysta tysięcy ludzi. Jeżeli tych szmalcowników było 6000 to daje nam wskaźnik skurwysyństwa na poziomie 0,5% populacji. Więc nie przesadzajmy. Zapewne przeciętny światowy wskaźnik sukinsyństwa jest zdecydowanie wyższy. Na mojej ulicy mieszka ok. 200 ludzi a z tego znam osobiście z 5 sukinsynów, którzy sprzedaliby mnie za 100 zł. Może Urban zna jakiś kraj, w którym warunkach wojennego bajzlu byłyby same Sw.Franciszki – ale ja nie znam.

    • Skoro wskaźnik skurwysyństwa był dopuszczalny to tym bardziej Morawieckiemu nie wolno twierdzić, że „w Yad Vashem brakuje jednego drzewka – dla Polski”.

    • Skoro wskaźnik skurwysyństwa był w granicach normy to tym bardziej Morawieckiemu nie wolno twierdzić, że „w Yad Vashem brakuje jednego drzewka – dla Polski”.

    • Nie ma żadnych wiarygodnych liczb mówiących o tym ilu było szmalcowników.
      Nie ma żadnych wiarygodnych liczb mówiących ilu Żydów wydano Niemcom.
      Nie ma żadnych wiarygodnych liczb mówiących ilu Żydów wydano z „poczucia obowiązku”.
      Nie ma żadnych wiarygodnych liczb mówiących ilu Żydów „ukrywano” do czasu aż mieli czym się opłacać swoim „wybawcom”.
      Takich nie ma żadnych itd. jest bardzo dużo.
      Dlatego wyliczanki, że tylko 0,5% to skurwysyny, można miedzy bajki włożyć. Choćby i dlatego, że nie każdy „sprawiedliwy” miał szansę zobaczyć Żyda i nie donieść.
      Szmalcownictwo to tylko część problemu, znacznie boleśniejsza jest prawda o chłopskich mordach na Żydach. Tu nie ma nawet szacunków, są tylko pojedyncze relacje.
      Nie o św. Franciszka chodzi o o morderców i ich dzisiejszych obrońców.
      Na koniec. Przed wojną, polski antysemityzm był usankcjonowany przez państwo, getto ławkowe miało zgodę ministra.
      W czasie wojny skurwysyny st5ają się jeszcze większymi skurwysynami. Tylko nieliczni sprawiedliwi dają się skurwić a tylko pojedynczy antysemici stawali się obrońcami Żydów.

  • Skoro wskaźnik skurwysyństwa był dopuszczalny to tym bardziej Morawieckiemu nie wolno twierdzić, że „w Yad Vashem brakuje jednego drzewka – dla Polski”.

  • Skoro wskaźnik skurwysyństwa był w granicach normy to tym bardziej Morawieckiemu nie wolno twierdzić, że „w Yad Vashem brakuje jednego drzewka – dla Polski”.

    • Oczywiście ,ty ukrywałbyś Żydów nawet j pod groźbą kary śmierci lub wywózki do obozu.,na pewno?

  • CZEŚĆ PISOMATOŁKI ! PRAGNĘ PODZIĘKOWAĆ TEMU WASZEMU PALANTOWI Z SAMOOBRONY ,ŻE UŚWIADOMIŁ MNIE I CAŁY ŚWIAT JACY BYLI I W RZECZYWISTOŚCI SĄ POLACY KATOLICY ….OBŁUDA ,FAŁSZ I ZAKŁAMANIE

  • Mimo tego co się działo nadal jako naród nie jesteśmy odpowiedzialni za Holocaust. Gdybyśmy byli to Niemcy nie pierdoliliby się z tym samotnie 3 lata, tylko wspólnie temat by był ostatecznie rozwiązany w max 6 msc. Nikt by teraz nie protestował i nic nie odzyskiwał. Amen

  • Chodzi o odszkodowania, wiec trzeba kogos opodatkowac….moze tygodnik NIE na ochotnika?

  • p. Sikorski, to się nie godzi, żeby nie podać ilu z tych szmalcowników to byli mniejszego kalibru szantażyści niż Soros.
    Faktem jest ze policja w gettach miala polskie obywatelstow, ale byli wyznania Hebrajskiego. Wyglada, ze Israel szykuje nowe roszczenia

  • Procent skurwysyństwa, spotykany na poziomie praktycznie wszystkich nacji w Europie czy Ameryce Płn. Mnie ciekawi też coś innego. Po klęsce wrześniowej 39 roku, Polacy jakby nie było zaczęli organizować się w ruch oporu, partyzantkę. Nie patrząc na przekonania, dawali się trochę we znaki Szwabom. Nigdzie jednak nie znalazłem wzmianek, że to samo robili Żydzi, polskiego pochodzenia. To co z góry zakładali że Polacy mają im pomagać.