Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Autor
Robert Jaruga

Pierdoła w zoo

numer 11/2018

Dewianci pod specjalnym nadzorem.

Nie bywam w publicznych miejscach poza księgarniami, gdyż na basenach, w burdelach i w przychodniach stomatologicznych czuję się wyalienowany z naturalnego środowiska. W księgarni natrafiłem na książkę niejakiego Andrzeja Kruszewicza, doktora, pod nieciekawym tytułem „Hipokryzja”, opatrzoną jeszcze gorszym podtytułem „Nasze relacje ze zwierzętami”. Skoro nie mam żadnych relacji ze zwierzętami – nie dla mnie. Najmniejsze aroganckie komary i muszki wywołują u mnie grozę śmiertelną, więc morduje, czym się da. Ale to wszystko.

Żyłbym w błędnym przekonaniu nie co do mojej hipokryzji, nie, nie, tę znam bardzo dobrze – ale w kwestii tych relacji ze zwierzętami, której jak się okazuje – mam bowiem, jak napisał pan doktor… Jem mięso, uf!

„Ludzie utracili więź ze zwierzętami. Nigdy żadnego nie zabili, nie wypatroszyli i nie oskórowali (tak, nigdy tego nie zrobiłem). Nigdy też nie byli na polowaniu i w większości przypadków nigdy nie hodowali żadnego stworzenia dla mięsa (zgadza się). Ci ludzie i ich dzieci widzą w supermarketach rozpłatane indyki, poćwiartowane kurczaki, kurze wątroby i indycze żołądki, ale zabicie zwierzęcia jest przez nich postrzegane jako okrutne, a łowiectwo w ich mniemaniu to bestialstwo” – pisze o naszej hipokryzji dr Kruszewicz.

Logika to nieco ornitologiczna, ptasiomózgowa, rzekłbym, gdyż nie widzę hipokryzji, w czym pan doktor widzi, natomiast widzę w tym, w czym on nie widzi, gdyż jego życiowa aktywność jest jedną wielką dwulicowością lub przynajmniej niespójnością.

Pan ornitolog Kruszewicz, bowiem stoi na czele najbardziej zdziczałych 40 hektarów Warszawy, którego pedryle i lesby powinny raczej unikać. Obszarem tym jest warszawskie zoo – czynne od 90 lat, z przerwą na wojnę światową, kiedy to zamiast zwierząt przechowywaliśmy tam Żydów.

Nigdy tam nie byłem. 11 marca udałem się do warszawskiego ogrodu, aby się przekonać do czego właściwie może on służyć, oprócz oczywiście produkcji kosztów i niefunkcjonalnych skutków w postaci ścieków, papierków po gumie do żucia oraz gazów cieplarnianych wydalanych wraz z wypierdzinami tysięcy więzionych tu zwierząt.

Ze statutu zoo, który jest niejako konstytucją tego miejsca, wynika, że warszawiacy mają obowiązek łożyć na obce, dzikie i na ogół wrogie im zwierzęta, aby się one rozmnażały, a pan dyrektor mógł je wymieniać, np. urodzone tu misie na inne zwierzęta, według własnego widzimisię, leczyć je oraz eksponować. Zoo ma edukować, ukulturalniać, a doktrynalnie być przeciw ginącym gatunkom, ale za ochroną przyrody.

Na miłość Boga! Na ziemi wyginęło w trakcie jej istnienia 90 proc. gatunków (nawet takie ważne, jak dinozaury – 60 mln lat temu – i wilkowór tasmański, a Chrystus i Hitler też wymarli bezpotomnie). Tak prawdopodobnie będzie do końca świata. Jedne gatunki wyginą, a inne się pojawią. Postulat ochrony tych umierających jest mniej więcej tak realny jak zapobieganie trzęsieniom ziemi, dryfowaniu kontynentów albo eliminacja bólów menstruacyjnych.

Nie było w tym niczyjej winy, że tur wyciągnął kopyta. Logika ewolucji jest taka, że gorzej przystosowane osobniki i gatunki przemijają, aby na ich miejscu pojawiły się ich lepsze modele. Wmawianie sobie, że na dłuższą metę można zatrzymać to, co nieuniknione, jest równie szalone jak chęć uprawiania narciarstwa wodnego na Saharze. Przed panem dyrektorem zoo – postawiono nierealne cele – i miejmy nadzieję, że udając, iż je realizuje, kieruje się wyłącznie siłą płaconego mu uposażenia, a nie osobistym przekonaniem.

Najbardziej frapującym argumentem za istnieniem zoo jest rzekomo jego potencjał edukacyjny.

 

Czego, do cholery, można się nauczyć od zwierząt?

Słoń. Ten rzeczywiście dość dobrze posługuje się trąbą, którą wciąga wszystko niczym odkurzacz przemysłowy, tyle że ja takiej trąby nie mam. Nic mi po tym doświadczeniu. Mam sobie zapuścić trąbę? Niewykonalne. Chodzi nago! No to jest jakaś przydatna umiejętność – tyle że mnie również się to zdarza, bez porad słonia.

Pawian, owszem, nawet mi zaimponował, wkładając naraz w usta 2 jabłka. Rzeczywiście tego mógłbym się nauczyć, bo nie potrafię, jak całowania w usta innych mężczyzn. Tylko czy aby na pewno jest mi to potrzebne? Szczury podobno biegają równie szybko do tyłu, co do przodu. Nie biegam.

Hipopotamy przyciągają swoich partnerów poprzez jednoczesne oddawanie moczu i defekację. Sprawdzałem, w przypadku ludzi się nie sprawdza. Samice pstrągów udają orgazm – no i co w tym nadzwyczajnego!?

Żuk gnojowy żyje w łajnie i zjada łajno. Składa jaja w odchodach, wychowuje potomstwo w łajnie, a na koniec karmi odchodami młode. Rzuca też kulkami gówna na duże odległości. Królik zjada własne odchody. Widziałem także, jak szympans podniósł patyk, aby podrapać się po zadku (tę umiejętność posiadłem dopiero na uniwersytecie). Chomiki, świnki morskie, szynszyle i kretowate jedzą własną kupę, która jest uważana za źródło witamin B i K, produkowanych przez bakterie jelitowe. Goryle zostały nakryte na spożywaniu własnego kału, prawdopodobnie z nudów, pragnienia ciepłego jedzenia lub reedycji nasion w nim zawartych. Kukułka podrzuca obcym własne potomstwo (pasożytnictwo lęgowe). Sikorka dziennie zjada 30 razy więcej niż sama waży. Szympansy ziewają. Albatrosy są lesbijkami. Surykatki jedzą skorpiony. Małpy bonobo kopulują na powitanie. Żyrafy oddają mocz w usta swoich partnerów na znak, że ich zaloty zostały przyjęte. Jelenie zabijają się w walce o kobiety. Pawiany wywołują u samic poronienie, gdy przekonają się, że ciężarne przyprawiły im rogi. Żaby uprawiają nekrofilię. Krokodyle i psy żrą kamienie i ziemię. Seks oralny uprawiają: niedźwiedzie, tybetańskie makaki, wilki, kozy, małpy, hieny, wiewiórki i owce. Dzieciobójstwo połączone z kanibalizmem stosują lwy i kury.

Nie przez przypadek więc terminem „zezwierzęcenie” określa się jakiś stopień degradacji człowieczych funkcji, demoralizacji i okrucieństwa. Wizyta w warszawskim zoo uprzytomniła mi, że nie można, a nawet nie należy się od zwierząt czegokolwiek uczyć. Powiedzmy to odważnie: w naszych kategoriach to kryminaliści, barbarzyńcy, dewianci, nikczemnicy i okrutnicy, którzy ostatnio mają po prostu zbyt dobry PR.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Odpowiedz na „szakalAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • CENZURA! I korekta. Już myślałem, że nikt z redakcji tych komentarzy nie czyta – przywróciliście mi radość życia i nadzieję na lepszą przyszłość. A surogatki były naprawdę śmieszne w tym kontekście, pozdrawiam serdecznie red. Jarugę

  • chomiki tez zra swoje gdy sie im zaglada do gniazda.