Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Penis Zorro

numer 48/2018

Prokuratura twierdzi, że było to 12 grudnia 2005 r. Jacek Nowak nie pamięta, jaki to był dzień tygodnia. Wracał z pracy. Padał gęsty śnieg.

W pewnej chwili przed jedną z wiosek na Lubelszczyźnie poczuł, że musi się wysikać. Zatrzymał samochód w pobliżu przystanku autobusowego, gdyż tylko tam mógł zjechać z zasypanej śniegiem drogi. Nie zauważył nikogo na przystanku. Wysikał się w krzakach i gdy wracał do samochodu, zobaczył mężczyznę, który mu się przyglądał.

Siedząc już w aucie, zapytał, czy droga do wsi jest przejezdna.

– Jest. Ja tam mieszkam – odpowiedział zagadnięty mężczyzna. – Podrzuci mnie pan?

Nowak się zgodził. Ruszyli. Jadąc, Nowak zauważył, że mężczyzna ma rozchylony płaszcz, a na wierzchu penisa i masturbuje się. Wystraszył się, gdyż wydawało mu się, że w rękawie kurtki mężczyzna ukrywa jakiś podłużny przedmiot. Zawrócił i gdy zobaczył na innym przystanku ludzi, zatrzymał się. Kazał pasażerowi wysiąść.

 

Brandzlującym się mężczyzną był Arkadiusz S., uczeń szkoły specjalnej. W tamtym czasie miał 26 lat. Biegli raz stwierdzili umiarkowany stopień upośledzenia umysłowego, innym razem znaczny. Arek „pochwalił” się w domu, że miał przygodę. Jakiś pan wsadził mu od tyłu.

Rodzina zawiozła Arka na komisariat.

Policjantowi, który go przesłuchiwał, Arek powiedział, że wciągnął go do samochodu potężny pan w okularach, w masce i w pelerynie. Na rękach miał długie rękawiczki. Skuł mu dłonie różowymi kajdankami, po czym przejechał kilka kilometrów, zatrzymał się na poboczu i tam zgwałcił. Podczas gwałtu przykładał mu do gardła biały nieduży nożyk. Arek zapamiętał również, że pan miał wąsy i brodę, które wystawały spod maski.

Policjant wysłuchał tej zajmującej historii, a ponieważ Arek nie wyglądał jak osoba po gwałcie, wysłał go na obdukcję do miejscowego szpitala. Badanie wykluczyło stosunek seksualny, również analny. Ponieważ Arek mówił, że został przemocą wciągnięty do samochodu i pojazdu, sprawdzono również, czy ma jakieś otarcia lub siniaki. Nie miał. Na szczęście dla tej historii i na nieszczęście dla pana Jacka Arek zapamiętał numer rejestracyjny samochodu, z którego został wyrzucony na śnieg.

Arek był na tyle mocno upośledzony intelektualnie, że samodzielnie nie mógł złożyć doniesienia o tym, iż stał się ofiarą przestępstwa. W jego imieniu doniesienie takie złożyła jego nauczycielka. Potem nauczycielka była przesłuchiwana najpierw w charakterze świadka, a następnie powołana na biegłą psycholog.

 

Śledztwo podjęła Prokuratura Rejonowa w Janowie Lubelskim. 3 miesiące później pan Jacek został zatrzymany. Dowiedział się, że jest podejrzewany o gwałt homoseksualny. Wyjaśnił, że przecież ma żonę i dzieci. Pani prokurator zleciła badanie pod tym kątem.

Badanie potem śniło się Jackowi po nocach. Biegła, nazywana przez prokuratorów i adwokatów z Zamościa ciocią, pozwoliła pozostać w pokoju badań policjantce i policjantowi, którzy pilnowali groźnego zboczeńca. Mógłby przecież zechcieć zgwałcić też ciocię.

 

– Wali pan konia? – zapytała. Następnie pytała, kiedy ostatnio to czynił. Rozmawiała też z nim o prawdziwych koniach, wypytywała o ich umaszczenie. Przed sądem wyjaśniła, że chodziło jej o to, aby badany się odprężył.

Przy policjantach kazała mu spuścić spodnie i majtki. Długopisem odsunęła napletek.

– Śmierdzi panu – orzekła.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.