Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Państwo woli trupy

numer 11/2017

Sądy i szpitale wykończyły człowieka. Historia odkryta przez tygodnik „NIE”.

Polskiemu państwu udało się nie zapłacić odszkodowania za bestialstwo jego organów i placówek. Sąd tak guglował aż Krystian Broll sobie umarł. O Brollu było głośno kilka lat temu. Za sprawą artykułów w „NIE” zainteresowały się nim inne redakcje. TVN i telewizja publiczna zrobiły reportaże. Dziennikarze programu „Państwo w państwie” telewizji Polsat za materiały o Brollu otrzymali specjalną Nagrodę Wolności Słowa. Krystian Broll, więzień państwa polskiego i szpitala psychiatrycznego w Rybniku, po ośmiu latach odzyskał wolność jako ciężko chory człowiek. Cierpiał na białaczkę. Do sądu złożył pozew o odszkodowanie za wyrządzone mu krzywdy. Na jednej z rozpraw, gdy zdenerwowany adwokat Brolla protestował przeciwko przeciąganiu procesu, sąd oświadczył, że musi dbać o interes skarbu państwa.

Sąd cel ten osiągnął. 8 marca Broll zmarł. Nie doczekał odszkodowania, które chciał wydać na ratowanie życia. Sąd wielokrotnie informowany był o tym, że Broll cierpi na białaczkę limfatyczną. Ba, sąd nawet powołał biegłych, którzy mieli stwierdzić, co tę białaczkę wywołało. Dziś już nie trzeba nad tym debatować. Sprawę będzie można umorzyć na kolejnym posiedzeniu, wyznaczonym na 22 marca.

*

Krystian Broll był inżynierem. Jako inspektor nadzoru budowlanego w pewnej instytucji samorządowej, został poproszony o to, aby zawyżać koszty robót inwestycji. Chodziło o to, aby zwycięzca ogłoszonego przetargu miał z czego płacić łapówki.

Broll odmówił. Oburzony tą propozycją, poszedł do prokuratury i złożył doniesienie o korupcji. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Broll zaś dowiedział się, że kara go nie minie. Jak twierdził, obiecano zrobić z niego wariata. Czy to sobie wymyślił, tego po latach nie wiadomo. Podobnie jak nie ma dowodów na to, czy rzeczywiście wynajęto ludzi, którzy mieli go zastraszyć. Wiadomo jedynie, że z jednym z rzekomych prześladowców odbył kiedyś rozmowę. Żądał, by ten dał mu spokój. Rozmowa odbyła się przy świadkach.

Na policję trafiła skarga człowieka, z którym Broll rozmawiał. Twierdził, że Broll mu groził. „Bo cię zabiję” – miał mówić. Ani policja, ani prokurator nie przesłuchali świadków rozmowy. Rozmawiano z nimi dopiero po latach. Stwierdzili, że rozmowa miała zupełnie inny przebieg: była spokojna, żadne groźby nie padły.

*

Brolla posadzono na ławie oskarżonych. Zarzut brzmiał: groźby karalne. Sąd również nie przesłuchał świadków, chociaż Broll ich wskazywał. Przed wydaniem wyroku kazał zbadać Brolla biegłej z zakresu psychiatrii.

– Przyznaje się pan do winy? – zapytała biegła.

– Jestem niewinny – odpowiedział Broll.

– A jak pan wyjaśni ten zarzut? – pytała biegła.

– To spisek policji i prokuratury.

– Aha – odrzekła. I napisała w opinii, że Broll cierpi na urojenia. Zaleciła leczenie w poradni zdrowia psychicznego.

Sąd zmienił poradnię na szpital psychiatryczny w Rybniku. Pewnego dnia w 2006 r. pod jego dom przyjechali policjanci. Kazali mu wsiąść do radiowozu i

zawieźli do szpitala, gdzie został uwięziony na ponad 8 lat.

Co pół roku nad jego przypadkiem debatowała komisja lekarska. Komisja pytała Brolla, czy zrozumiał swój błąd, czy nie będzie już nigdy nikomu groził śmiercią i czy wie, dlaczego trafił do psychiatryka. Odpowiadał, że nikomu śmiercią nie groził, a do szpitala trafił w efekcie spisku. Komisja więc pisała, że urojenia nie ustąpiły i zalecała dalsze leczenie.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.