Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Ożywczy powiew trupa

numer 32/2016

Jesienna, zimowa i wiosenna ramówka telewizyjna jest gotowa. Będzie się składała z codziennych transmisji z ekshumacji poległych w zamachu smoleńskim.

W ciągu pierwszych trzech tygodni po katastrofie smoleńskiej zwłoki większości ofiar spoczęły w trumnach. Z wyjątkiem dwunastki-ki, której – dzięki przepuszczeniu przez ponad tysiąc stopni Celsjusza i młynek do kości – zafundowano wieczny spokój przed pożądliwością Macierewicza i Ziobry.

Wylewny mózg

Pośmiertna przygoda pozostałych dopiero się rozpoczynała. Dzięki temu, że trumny były metalowe, a na dodatek zostały szczelnie zalutowane, to, co zostało w ich środku, mogło poddać się procesom znamionującym łączenie się z przyrodą. Początkowo mniejsze i większe kawałki ciał silnie obrzmiały. Być może, jeśli były to powieki, wargi, brzuch lub moszna, to nawet podwoiły objętość.

Jeśli nieboszczyk posiadał w miarę niezniszczoną głowę, to z ust, nosa i uszu zaczęła wyciekać cuchnąca brunatna ciecz. Jeśli ktoś miał nieuszkodzony odbyt, to z niego wysączyło się coś podobnego.

W trumiennej atmosferze zaczynają dominować takie gazy jak metan, dwutlenek węgla, azot, wodór czy siarkowodór. Ponieważ jednak metalowe pudło nie jest zaopatrzone w wywietrznik, to w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach gazy mogą doprowadzić do jego rozsadzenia. Przez to, że w ciele znajduje się w cholerę bakterii – trawiennych, płucnych i tych z układu płciowego. A ponieważ w większości są to beztlenowce, to ich populacja rośnie szybciej niż drożdże.

Ich ciężka praca szybko przynosi efekty. Naskórek pęka pod wpływem wysięków, odsłaniając skórę właściwą. Brzuch rozdziera się, chrząstki kostne łamią się, mięso oddziela się od kości. Mózg staje się papkowatą, kleistą szarą masą, płuca pękają w bruzdach kręgowych, wątroba pokrywa się gnilnymi pęcherzykami, serce staje się wiotkim, spłaszczonym workiem. Osoby puszyste dodatkowo wydzielą tłustą ciecz, która utrzymuje się na powierzchni cieczy przesączonych z trzewi.

W tym momencie zapach będzie nie do zniesienia, ciało będzie szaro-zielonkawe lub brunatne. Napuchnie i będzie się rozpadało w rękach. Po kilku następnych tygodniach mikroorganizmy przemienią mięso w cuchnącą rozlewającą się masę. Papkę o barwach, które poczynając od brązowej siatki powierzchniowej przechodzą do żółtobrązowej w zieloną, następnie czarną z szarobrunatnymi plamami, kontrastującymi z białymi spleśnieniami.

Po jakimś czasie bakterie wyjedzą wszystko, co da się zjeść. Jeśli pójdzie im dobrze, to już po pół roku w trumnie zostają tylko resztki skóry i kości. Po sześciu latach w zalutowanej trumnie będą jedynie resztki niestrawnych dla bakterii materiałów i szkielet.

Wykopać choćby spod ziemi

Po 6,5 roku do takiej zawartości trumien dobiorą się prokuratorzy i patolodzy. Prokuratura Krajowa obwieściła to stosownym komunikatem. Zdaniem śledczych wykopywanie zwłok jest niezbędne, bo „zdecydowana większość raportów medycznych sporządzonych bezpośrednio po katastrofie przez rosyjskich medyków zawierała znaczące błędy”. „W przypadku sześciu z dziewięciu osób, których ekshumacji dokonano, doszło do zamiany ciał. Badania te są niezbędne także dla ostatecznej identyfikacji ofiar, których ciała zostały przywiezione do Polski w zaplombowanych trumnach i ustalenia, czy rodziny rzeczywiście pochowały swoich bliskich”.

Takie tłumaczenie można by uznać za prawdziwe jedynie wówczas, gdyby do resortu Ziobry spłynęła fala apeli o cmentarne wykopki. Prawda jest jednak taka, że tylko rodzina Anny Walentynowicz od kilku lat wnosi, aby resztki nieboszczki po raz kolejny ujrzały światło dzienne.

Ba, większość rodzin osób spadniętych pod Smoleńskiem jest ekshumacji przeciwna. Dla prokuratury to jednak żadna przeszkoda. W końcu – jak to ujęto w komunikacie PK – „celem zagwarantowania, że badania ciał zostaną przeprowadzone w sposób maksymalnie fachowy, z zachowaniem najwyższych standardów, oprócz najlepszych polskich biegłych mają wziąć w nich udział zagraniczni eksperci o międzynarodowej renomie. Prowadzący śledztwo podjęli starania zmierzające do powołania takiego zespołu biegłych”. Pod uwagę brani są eksperci z Izraela i Stanów Zjednoczonych.

I tak naprawdę to tu jest pies pogrzebany. Podwładni Ziobry i Pasionka mają udowodnić wątek zamachu. Bo zdaniem szefostwa resortu wojskowi śledczy za szybko zaniechali szukania dowodów na hipotezę o wybuchu. To, czy w danym grobie leżą te czy inne zwłoki, wali ich równo jak większość rodzin ofiar. Te wiedzą przecież, że bez względu na to, gdzie spoczywa ten czy ów członek ich krewnego, to krewny po prostu nie żyje. Tego faktu żaden prokurator zmienić nie jest w stanie.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.