Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Ostatni więzień Auschwitz

numer 4/2015

Bycie komendantem obozu zagłady nie jest łatwe.

 

Weźmy Rudolfa Hoessa, urodzonego w pobożnej rodzinie chrześcijańskiej, którego ojciec pragnął, aby syn został kapłanem. Ten jednak nie poczuł powołania, a Reichsfuhrer Heinrich Himmler mianował go pierwszym Komendantem Obozu Koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Hoess zabił swoją działalnością przynajmniej tylu niewiernych, co tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 roku, ale takie tsunami nigdy nie będzie musiało stanąć przed sądem ostatecznym. A Hoss stanął.

Niełatwo miał też jego następca Arthur Liebehensche, również katolik, który wprawdzie nie długo, ale też musiał mordować na rozkaz.

Powiedzmy sobie szczerze – wymordować 600 tysięcy ludzi to wielka odpowiedzialność wobec planu bożego i historii. Nie każdy mógłby jej sprostać, tak jak ostatni komendant obozu wychowany na katechizmie i dekalogu Richard Baer.

A jakież brzemię musiał wziąć na siebie ten, który kazał ich wszystkich w końcu powiesić! Nawet we wczesno powojennej Polsce było trudno o takiego odważnego. Dopiero sędzia Józef Zembaty skazał ich wszystkich, a następnie spłodził satyryka i barda Macieja Zembatego.

Kolejny władca nad Auschwitz – również katolik Kazimierz Smoleń – musiał mieć osobowość skomplikowaną i pokrętną drogę życiową wyznaczoną przez Boga. Smoleń trafił do Auschwitz jako jeden z pierwszych więźniów. Zajmował się ewidencjonowaniem nowo przybyłych – i tak przez cały Holocaust. Po wojnie został dyrektorem obozu muzeum, czym się zajmował przez następnych 30 lat.

Wspominamy o tych nieżywych już postaciach dla porządku, aby przybliżyć osobowość obecnego dyrektora muzeum oświęcimskiego dr. Piotra Cywińskiego, który jako kontynuator dzieła Auschwitz dźwiga ogromną odpowiedzialność. Los jego jest trudnym jak bułgarskie scrabble, a co za tym idzie kształt charakterologiczny nie do pojęcia przez zwykłego śmiertelnika. Ma on zaszczyt doprowadzić Auschwitz do 70. rocznicy jego wyzwolenia.

Narodziny

Już sam fakt narodzin przyszłego obecnego dyrektora wiązał się z doniosłym wydarzeniem w dziejach chrześcijaństwa, o czym ten wspomina w swojej biografii: „Urodziłem się podczas Walnego zebrania Klubu Inteligencji Katolickiej, 16 kwietnia. Dyskusja była ostra. Ścierały się dwie opcje. Bardziej opozycyjna i bardziej pro-PAX-owska. Mój Ojciec (chodzi o profesora Bohdana Cywińskiego) kandydował w grupie opozycyjnej. W chwili przed głosowaniem, kiedy losy Klubu się ważyły, wbiegł na Walne lekarz i krzyknął:

– »Bohdan, masz syna!«. W ogólnej radości grupa opozycyjna zwyciężyła i cała zabłocczyzna po pewnym czasie opuściła Klub. Różni ludzie w różnych chwilach wiązali się z KIK-iem, ja jestem z nim związany… od urodzenia”.

Pamiątki

Już od momentu przyjścia na świat – co było tak zrządzeniem boskim, jak i dowodem osobistej odwagi oseska Cywińskiego – kolekcjonuje on według woli boskiej „opatrzności”, pamiątki po samym sobie. Opatrzność boska dokładnie się przecież orientuje, że kiedyś wymyślony zostanie internet, w którego przestworzach zamieści dr Cywiński dowody na to, że ongiś nie był doktorem, a kimś zgoła zupełnie innym.

Na prywatnej stronie tego obecnie najbardziej zamożnego, wpływowego i światowego polskiego muzealnika widać, że ukończył Państwowe Przedszkole nr 37 w Warszawie. Aby sprostać historycznej staranności metodologicznej, Cywiński prezentuje stosowną reprodukcję dyplomu. Był uczniem Szkoły Podstawowej przy ul. Gwardii Ludowej w Warszawie (reprodukcja legitymacji szkolnej). Należał do Klubu Wiewiórka – zrzeszającego miłośników szorowania zębów szczotką i pastą: wieczorem dla zdrowia, rano dla urody (reprodukcja legitymacji) oraz Ligii Ochrony Przyrody.

Z publikowanych dokumentów wyrozumować się da, skąd u Cywińskiego takie zamiłowanie do więziennictwa. Dzieciństwo spędził on bowiem po tej samej stronie ul. Rakowieckiej, pod numerem 59 a lokal 5 w Warszawie, przy której kilkaset metrów dalej stoi słynny areszt śledczy. Posiadał bilet Sieciowy Warszawskiej Komunikacji Miejskiej oraz książeczkę wojskową HK 3963076. W drugiej klasie podstawówki (1979/80) uczono go religii, za co otrzymał notę bardzo dobrą. Miał oszczędności w Szkolnej Kasie Oszczędności, kartę czytelnika Biblioteki Publicznej Warszawy oraz stał się absolwentem KUL na wydziale historycznym z wynikiem dobrym (wszystko potwierdzone skanami dokumentów).

Tułaczka

Następnie, jak i poprzednio, a także w trakcie Cywiński tułał się po świecie z ojcem i bez, aby w końcu uzyskać tytuł doktora historii średniowiecznej dzięki pracy „Brunon z Kwerfurtu. Żywot. Misje. Męczeństwo”. Brunon z Kwerfurtu był, rzec można, archetypową postacią więźnia oświęcimskiego w pozycji odwróconej. Pochodził z Niemiec, ale został zamordowany z najwyższym bestialstwem nie wiadomo gdzie i kiedy, ale w każdym razie na słowiańszczyźnie. Dowodzi to logicznych, naturalnych i konsekwentnych zakusów Opatrzności na drodze do ukształtowania osobowości przeszłego muzealnika-więziennika.

Przemiany

Dr Cywiński nie omieszkał również przestawić światu w internecie, jak zmieniało się jego oblicze od pacholęctwa aż do dziś, gdy osiągnął status pierwszej twarzy Muzeum Auschwitz-Birkenau:

Piotr Cywiński był, jak widać, hippisem, Limahlem, rastamanem, Indianinem, Grzegorzem Markowskim, Chrystusem, melomanem, a w końcu przybrał wygląd statecznego posiadacza 10-letniego volkswagena płacącego regularnie podatki.

Konwersja

Obecnie przeżywa kolejną transformację, konwertując się samemu przez się w starozakonnego. O tym, że urodził się z przewlekłym judaizmem, świadczyć ma nieregularna rudawa broda, a niekiedy noszony francuski beret.

Według naszych złośliwych informatorów w gruncie rzeczy niewiele brakowało, aby Cywiński stał się w istocie twarzą Auschwitz w pełnym tego słowa znaczeniu. Za czasów doktora opracowano logotyp obozu przedstawiający oczy i napis, że Auschwitz i że Brzezinka.

Wiele taktu i pokory wymagało od podwładnych tłumaczenie, że te oczy niekoniecznie powinny należeć do pana dyrektora. W końcu w znaku firmowym muzeum podziwiamy oczy niejakiego Israela Jacoba – węgierskiego chłopca, którego sfotografowano zaraz po wyładunku na rampie Birkenau, a potem zagazowano.

Komercjalizacja

Panu Cywińskiemu, dyrektorowi byłego niemieckiego więzienia, przypisuje się osobliwy pomysł wielopłaszczyznowego projektu edukacyjnego dla osadzonych w polskich więzieniach „Auschwitz — Historia — Edukacja Obywatelska”. Dzięki projektowi, muzeum odwiedziło 17 tysięcy współczesnych polskich bandytów. Za ów pomysł pan Cywiński otrzymał złotą odznakę „Za zasługi w pracy penitencjarnej” oraz gratulacje od Rzecznika Praw Obywatelskich Ireny Lipowicz, która informację o odznaczeniu przyjęła z „ogromną radością”.

Cywińskiemu słusznie zarzuca się komercjalizację obozu poprzez wprowadzenie odpłatności od grup zorganizowanych. Jest to faktyczne łamanie woli ustawodawcy chcącego zapewnić zwiedzanie wszystkich miejsc pamięci bezpłatnie – co ma podparcie ustawowe. Za darmo można pochodzić sobie po muzeum 2 godziny rano i 3 po południu w środku lata. Od 1 stycznia tego roku wstęp do muzeum będzie jeszcze trudniejszy. Nawet niezorganizowani i w godzinach wolnych od opłat uzyskać będą musieli tzw. bezpłatny bilet.

Mimo wielokrotnych wniosków różnych środowisk o odwołanie Cywińskiego, które z prokuratorską uwagą śledzą poczynania dyrektora, zadając podchwytliwe pytania, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego broni go zawsze i bezkompromisowo.

Minister twierdzi np., że dyrektor muzeum nie jest urzędnikiem państwowym w rozumieniu ustawy i nie ma obowiązku odpowiadać na jakiekolwiek pytania z wyjątkiem tych zadawanych przez ministra. Zdaniem ministra słynna kradzież napisu „Arbeit macht frei” nie była wynikiem zaniedbań obowiązków ze strony dyrektora.

W roku 2013 zarzucaliśmy dyrekcji dość drastyczny burdel w zestawieniach dotyczących liczby zewidencjonowanych muzealiów. Błąd w zależności od źródła dotyczył przeszło 100 tys. eksponatów. Sugerowaliśmy, że prawdopodobnie muzealia trafiają na zagraniczne portale aukcyjne – gdzie osiągają horrendalne ceny (np. telegram informujący o śmierci więźnia – 700 dolarów). Nie spotkało się to z żadną reakcją ze strony muzeum. Indagowany na okoliczność publikacji, twarzą w twarz, pełniący ówcześnie funkcję zastępcy Rzecznika Prasowego Muzeum KL Auschwitz Piotr Bartyzel stwierdził, że nic na ten temat nie wie!

Ciężar

W gruncie rzeczy bycie dyrektorem Muzeum Auchwitz-Birkenau to najcięższa robota w Polsce. Ktokolwiek owym przejawem chorych idei zajmować się będzie, narażony jest na pewnego rodzaju aberrację umysłową graniczącą z obłędem. Słusznym więc być może byłoby, aby wzorem niegdysiejszych władz niemieckich wprowadzić rotacyjność na tutejszych najważniejszych stanowiskach. W kategoriach północnoamerykańskiej prezydentury dr Cywiński odbębnił już dwie kadencje.

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.