Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Od Opola do doktora

numer 33/2018

Lipny instytut naukowy, podejrzany artykuł, dęty doktorat. Jak Patryk Jaki chce zostać Einsteinem polskiej kryminologii.

W biogramie zamieszczonym na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości Patryk Jaki chwali się, że jest „twórcą Polskiego Instytutu Kryminologii”. Nie ma takiego instytutu. Jest Instytut Kryminologii i Penitencjarystyki (IKiP), ale skoro Jaki nie odróżnia Dunaju od Dunajca, czeskiej od warszawskiej Pragi, to trudno wymagać, aby wiedział, jak nazywa się instytut, który stworzył.

 

Anonimowy instytut

IKiP został formalnie powołany na mocy zarządzenia Zbigniewa Ziobry we wrześniu 2017 r., a miał zacząć działać od 1 stycznia 2018 r. W statucie napisano, że IKiP będzie „prowadził działalność naukową i badawczo-rozwojową” i wspierał rozwój „polskiego systemu penitencjarnego oraz nauk związanych z jego funkcjonowaniem przez tworzenie, aktualizowanie i weryfikowanie naukowych podstaw funkcjonowania więziennictwa dla potrzeb profilaktyki kryminologicznej oraz praktyki penitencjarnej”.

Choć wkrótce minie rok od jego powołania, to instytut nadal istnieje tylko na papierze. Ze strony internetowej wynika, że zatrudnia dyrektora, sekretarkę, rzecznika prasowego, głównego księgowego, inspektora danych osobowych. Wszyscy są anonimowi.

W czerwcu 2018 r. wysłałem pytania do rzecznika. Ponieważ nie było odzewu, zadzwoniłem. Rozmowa wyglądała tak:

– Kiedy otrzymam odpowiedzi?

– Prosiłbym o autoryzację.

– O czym pan mówi? Przecież autoryzować można wywiad, a ja chcę odpowiedzi na piśmie.

– Jaką mam pewność, że jest pan dziennikarzem tygodnika „NIE”?

– Możemy się spotkać, pokażę legitymację prasową.

– Niestety w najbliższym czasie nie będzie to możliwe, mam jeszcze inne obowiązki…

– Z kim rozmawiam? Dlaczego się pan nie przedstawił?

– Przepraszam, naszą rozmowę powinienem zacząć od tego: nazywam się porucznik Konrad Wierzbicki.

Funkcjonariusz Służby Więziennej w roli rzecznika prasowego instytutu naukowego, który tak się zachowuje, wzbudza podejrzenia. Ponieważ odpowiedzi, które otrzymałem po ponagleniach, nie były wyczerpujące, postanowiłem złożyć niezapowiedzianą wizytę Wierzbickiemu. Był piątek 3 sierpnia 2018 r., 11.40.

 

Wchodzimy do środka

IKiP mieści się w Warszawie przy Wiśniowej 50 w budynku Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej. Wejścia do budynku strzegą pancerne drzwi, uzbrojeni funkcjonariusze i bramka pirotechniczna. Na ścianie wisi informacja o zakazie używania telefonów komórkowych.

Strażnik z portierni połączył mnie z sekretarką. Wierzbickiego i dyrektora instytutu nie zastałem. Jak się dowiedziałem, są spoza Warszawy i pojechali do domów.

– Czy dyrektor i rzecznik w każdy piątek urywają się z pracy?

– Nie jestem upoważniona do udzielania takich informacji.

– Chciałbym zobaczyć, jak wygląda instytut. Wpuści mnie pani do środka?

– Niestety nie mogę.

– Dlaczego?

– Nie jestem upoważniona. Proszę kontaktować się z porucznikiem Wierzbickim.

Zadzwoniłem do rzecznika, ale nie odbierał telefonu albo był zajęty. Po jakimś czasie dostałem od niego SMS (pisownia oryginalna): „Dzień dobry, Szanowny Panie Redaktorze, uprzejmie proszę o kontakt emaliowy, telefoniczny dopiero w poniedziałek. Jestem poza biurem. Jednocześnie uprzejmie informuję Pana, że odpowiadam wyłącznie na korespondencję przesłaną przez dziennikarzy. Korespondencja powinna zawierać nazwisko dziennikarza, redakcję i numer telefonu”.

Wysłałem pytania, ale odpowiedzi się nie doczekałem.

 

Informatyk-pedagog

Od czasu, gdy zacząłem się interesować instytutem, nastąpił ruch w interesie. Na stronie internetowej pojawiły się informacje o naborze pracowników, ukonstytuowała się rada naukowa.

Zgodnie z zapisami statutu rada jest „organem stanowiącym, inicjującym, opiniodawczym i doradczym Instytutu w zakresie jego działalności statutowej oraz w sprawach rozwoju kadry naukowej i badawczo-technicznej”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Jak zwykle SW znowu kompromituje się dzięki szalonym pomysłom ministra… szkoda mi tylko tych ludzi którzy muszą to realizować, i inne bzdury typu praca dla więźnia czy nadęty program modernizacji SW… SW to ostatni bastion komuny pozdrawiam…