Motto tygodnia: Tusku: na razie są prokuratury, niebawem będą tortury.

Niewiarygodne przygody Jarka Ciapciaka

numer 41/2015

Wredna książka o prezesie.

Ponieważ książka Krzymowskiego ma być – według jego słów – „o miłości”, matka i brat zajmują w niej więcej miejsca niż jakikolwiek inny temat. Oprócz zdecydowanie niezdrowej relacji z matką, otrzymujemy też raczej pokręcony obraz więzi bliźniaczej, zgodnie z którym Jarosław Kaczyński uważał brata za mniej zdolnego, mniej inteligentnego, słabszego, ale i tak poświęcał się dla niego, oddając mu wszelkie honory, z prezydenturą na czele, ponieważ od dziecka miał wkładane do głowy – przez ubóstwianą matkę, ale też przez wszystkich innych – że Leszek jest lepszy.

Jest też dość przerażająca opowieść, o tym, jak 11 kwietnia 2010 r. Jarosław Kaczyński konsultował ze swoim właśnie zmarłym bratem decyzję o starcie w wyborach. Informacja, że facet, który za miesiąc najprawdopodobniej zostanie premierem Polski, kluczowe życiowe podejmuje podczas seansów spirytystycznych, może niepokoić co bardziej wyważonych wyborców, gotowych głosować na PiS przeciw PO. Podobnie jak informacja, że na grobach matki i brata jest „70 razy w roku”, co wyraźnie zakrawa na obsesję.

Zresztą trzeba przyznać red. Krzymowskiemu, że zręcznie rozłożył akcenty – tak, aby zaszkodzić Kaczyńskiemu w oczach różnych grup potencjalnego elektoratu.

Tradycyjnych wyborców PiS, konserwatystów przywiązanych do pomysłu, że mężczyzna musi być mężczyzną, zniechęci opis relacji z matką, w której prezes Prawa i Sprawiedliwości jawi się – delikatnie mówiąc – jako najcięższy przypadek maminsynka. „Ciapciaka” – jak nazywano go na podwórku, gdzie spotykały go różne upokorzenia.

Ci, którzy w pokręconych relacjach z matką zechcą zobaczyć jedynie szacunek należny rodzicowi, mogą być szczególnie podatni na opis fatalnego stosunku Jarosława Kaczyńskiego do ojca. Jest on nie tylko pozbawiony czułości – jest nacechowany niechęcią do granic pogardy. Rajmund Kaczyński, jak typowy facet swojego pokolenia, oficerskie dziecko, chciał wychować synów na prawdziwych mężczyzn, nauczyć dyscypliny, przekonać do sportu. Poddał się szybko, chyba zaraz po porodzie, gdy Jadwiga zdecydowała nadać jednemu z synów imię byłego narzeczonego, a drugiemu kogoś ze swojej rodziny. Do końca życia nie miał z synami kontaktu, a w ostatniej fazie nowotworu prosił kuzynkę, żeby przywiozła mu ubranie do szpitala, bo chciał się wypisać na własną prośbę z obawy, że rodzina odda go do hospicjum. Żaden z synów nie przemówił na jego pogrzebie. I ta niechęć była odwzajemniona. „Moi chłopcy niczego dobrego nie zrobią, wszystko zniszczą” – miał przyjaciołom mówić „ze łzami w oczach” Rajmund Kaczyński, gdy bracia objęli najwyższe urzędy w państwie.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.