Motto tygodnia: Kto obchodzi, mocne niech przyjmie życzenia wielkanocne.

Autor
Michał Marszał

Niemiecki Rzeszów

numer 45/2018

Korespondencja z Monachium i pobliskich gór.

W ciągu minionych dziesięcioleci politycy obiecywali nam kolejno, że Polska stanie się drugą Japonią, Norwegią, Koreą, Irlandią i Doliną Krzemową. Gdy na znaczeniu zaczęła nabierać Turcja – mieliśmy być drugą Turcją. Kiedy liderem regionu stawał się Pakistan – my mieliśmy być lokalnym Pakistanem. W spokoju nie zostawiano nawet miast i wiosek – z Warszawy próbując zrobić drugi Budapeszt, a ledwie miesiąc temu jeszcze jeden Dubaj.

Gdy w 2001 r. – wyrastający dziś przy Trumpie na męża stanu – George W. Bush przyleciał do Polski i pogapił się po okolicy, zaraz chciał robić tutaj następne San Francisco. Z planów niestety nic nie wyszło, gdyż niecałe 3 miesiące później Osama ben Laden chciał mu urządzić w Ameryce drugi Afganistan.

Bajdurzenia o tym, jakim krajem jeszcze będziemy, nasłuchałem się tyle, że gdy ostatnio – wbrew słowom piosenki pupilka władzy Pietrzaka „Żeby Polska była Polską” – prezes Kaczyński obiecał mieszkańcom Podkarpacia stworzenie tam drugiej Bawarii, wsiadłem w samochód tak wkurwiony, że choć od okolic Grójca chciało mi się sikać, to odlałem się dopiero w Monachium.

Zwiedzanie najbogatszego niemieckiego miasta rozpocząłem od reprezentacyjnej Maximilianstrasse. Postawienie w strefie niskoemisyjnej 17-letniego trupa zjadanego przez rdzę wyglądało jak próba ataku próchnicy na zdrowe zęby, dlatego miejscowi kwitowali moje parkowanie rozbawionymi spojrzeniami. Pojazd, który przejeździł pierwsze 200 tys. km właśnie tu, ze wzruszenia popuścił na chodnik solidny kleks oleju.

Jako że w podróży muszę gdzieś spać, a płaci za to Urban, czym prędzej udałem się do pierwszego lepszego hotelu. Zrządzeniem losu był to ultraluksusowy 5-gwiazdkowy „Kempinski”. Pani z recepcji poinformowała mnie, że jednodniowy pobyt w apartamencie kosztować będzie w przeliczeniu 3295 zł. Dla porównania średnia pensja na Podkarpaciu wynosi 2644 zł netto miesięcznie – wystarczy więc jedynie 38 dni zapierdalania w fabryce, by móc tu zmrużyć oko. Kręcąc nosem, powiedziałem zaskoczonej kobitce, że poszukam jednak czegoś lepszego.

Przy najbardziej dostojnej podkarpackiej ul. 3 Maja w Rzeszowie znajduje się m.in. turecki orientalny kebab, butiki z odzieżą na wagę, a także kilka lombardów i placówek kredytowych, gotowych od ręki sfinansować szał zakupowy. Na Maximilianstrasse, najdroższej ulicy handlowej całych Niemiec, punktów chwilówkowych brakuje i jest to pierwsza z wielu przewag Podkarpacia nad Bawarią. A z forsą można tu popłynąć. Za jedyne 104 tys. euro chciano wcisnąć mi na rękę lichy zegarek Patek Philippe. Prada oferowała za 980 euro buty jak dla inwalidów urodzonych z jedną krótszą nogą, a Gucci za ponad 1000 euro nowobogacką walizkę upstrzoną od góry do dołu logotypem marki. Cen w Cartierze, Saint Laurencie i Valentino niestety nie poznałem, gdyż wejścia skutecznie strzegli tam smutni goryle w smokingach.

Najbardziej dającym do myślenia aspektem wycieczki niespodziewanie okazali się miejscowi bezdomni. Są to ludzie bardzo wykształceni – pierwszy leżący na ziemi Bawarczyk odezwał się do mnie nienaganną polszczyzną – i bardzo się to chwali. Najlepiej, i to zaledwie w 4 lata po otwarciu rynku pracy UE, poradzili sobie tu jednak przedstawiciele bratniego narodu bułgarskiego. Na graniu na harmoszce i żebrach dorobili się przy Maximilianstrasse własnej noclegowni – pięknej złoconej kamienicy z wielkim napisem „Bulgari”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Ten wykształcony Bawarczyk mówiący nienaganna polszczyzną pewnie również wykazał się biegłą znajomością łaciny.

  • Zawsze bałam się jechać do Monachium. Spodziewałam się metropolii z wiadomą historią. Miasto okazało się ciche, spokojne, z brakiem przerażających wieżowców. Przez przypadek pierwszą zwiedzana ulicą była też ta ulica. Sklepy puste, kilka sztuk towaru wewnątrz, przeznaczone głównie dla bogatych Arabów, bo oszczędni Niemcy nie wydają tam bezmyślnie pieniędzy.

  • byłem, na Oktoberfest . podobało mi się i miasto, i impreza…