Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Autor
Michał Marszał

Niekiepscy

numer 7/2018

Na wartościach, które ceni większość Polaków, można zarobić niezły hajs.

Rafał Kowalczyk, ksywa Rafatus, i Marlena Gałązka, ksywa Marlenka, mają po 23 lata i pochodzą z Siedlec. Poznali się dawno temu w niespecjalnie romantycznych okolicznościach – oboje urodzeni tego samego dnia, w tym samym szpitalu, w tej samej sali karmieni byli przez parę cycków tej samej kobiety. Los rozdzielił ich na 19 lat, po których spotkali się na kursie dla bezrobotnych i zakochali w sobie od drugiego wejrzenia – bo pierwsze, ma się rozumieć, było przy cyckach. Dziś są najsłynniejszą parą polskiego internetu, mają setki tysięcy widzów, solidny szmalec na koncie i wzięcie, za którym trudno nadążyć.

– Niedługo mamy umówione TVN, a za 2 tygodnie „Newsweek”… – wzdycha on i pociąga z butelki solidny haust półsłodkiego wina. – Ale Urbana, mordo, szanujemy najbardziej, więc z tobą porozmawiamy w pierwszej kolejności.

 

Zapierdolę ci, kurwa, dzisiaj

Źródłem popularności Rafała i Marleny jest tzw. patostreaming, czyli transmitowanie w internecie realiów własnego życia, które niekoniecznie wygląda jak w serialach i żurnalach. Zabawa polega na tym, aby brudy prać publicznie – a picie, rzyganie, wulgaryzmy, przemoc i golizna są tu na porządku dziennym.

Choć Rafał i Marlena nie są prekursorami tego typu widowisk, robią to wyśmienicie. Być może dlatego, że początki, jak niemal wszystko, co ich kiedykolwiek spotykało, były arcytrudne.

– Siedzieliśmy sobie w barze, co go tu już w Siedlcach nie ma, byłem po czterech piwach, a Marlena po drinku – mówi on i pociąga kolejny łyk trunku. Dziś ma za sobą już kilkanaście procentów wypitych ze stresu przed wywiadem. – Oglądałem na komórce, jak dzieciaki relacjonują przechodzenie gier i pomyślałem, dlaczego nie robić tego samego?

(Niewtajemniczonym wyjaśnić trzeba, że młode pokolenie, z którym większość z nas ma taki problem, że już do niego nie należy, nie tylko poświęca wiele czasu na granie, ale pasjami ogląda w internecie, jak grają inni. Wbrew oburzeniu rodziców i nauczycieli, miliardy ludzi od zarania dziejów śledzą, jak inni czymś kopią, rzucają, dokądś biegną albo skaczą – i zmienił się tylko obiekt, a nie sposób marnowania czasu).

Do rozpoczęcia kariery Rafałowi potrzebny był komputer, kamera, mikrofon i łącze internetowe. Wszystko to z powodu biedy miał nie najlepszej jakości, ale nadrabiał talentem i zaangażowaniem.

Po dwóch tygodniach grania ktoś podpowiada Rafatusowi, by włączył „donejty”.

– A co to, kurwa, są „donejty”? – zapytał.

Gdy wytłumaczono mu, że chodzi o możliwość zarabiania na widzach, zaskoczony uruchomił tę opcję.

– No i posypało się, kurwa. Dolary, euro, w pizdę pieniędzy.

 

Żresz za moje, siedzisz za moje

Choć Rafatus w grach nie był najwybitniejszy, co innego robił lepiej od dzieciaków z dobrych domów – był to show. Z czasem granie przestało mieć znaczenie, a Rafał przed kamerą po prostu był. Zabawny, wyszczekany, inteligentny i nietrzeźwy dzień po dniu przyciągał kolejnych widzów.

– Pierwszego dnia, 13 stycznia 2017 r., miałem sześciu ciekawskich, a najebałem się jak skurwysyn. Po dwóch tygodniach było 150 oglądających, a po miesiącu tysiąc – tłumaczy.

Tu, jak często w życiu Rafała bywało, znów pojawiły się schody.

– Zgłosił się do mnie inwestor z Częstochowy. Mówił, że zostanie moim menedżerem, wyłoży pieniądze na nowy komputer. A że pochodzę z ubogiej rodziny, nie wypadało odmówić – zaznacza.

(W tym momencie przerywa nagranie, pociąga łyk wina i każe mi napisać: „Kocham mamę, bo zawsze się starała, by było na jedzenie i niczego nam nie brakło”).

Po miesiącu mieszkania w Częstochowie Rafał stracił robotę.

– Chcieli zrobić ze mnie gościa, który jest kulturalny, pięknie mówi i nie pije. Ale to nie jestem ja! – krzyczy.

Dzień przed pójściem na bruk do bezrobotnego uśmiechnął się biznesmen z Bielska-Białej. Zaprosił do siebie i roztoczył piękną wizję: – Dam ci 10 tys. zł na rozruch. Do oddania będziesz mieć 30.

– Widywałem lepsze interesy… – chrząkam pod nosem.

– Wczoraj przez 3 godziny obcy ludzie robili sobie ze mną zdjęcia. W cukierni rozdawałem autografy i specjalnie dla mnie podawano ciepłe pączki. To ma być kiepski interes? Ja nie miałem, kurwa, nic. Puste ręce! A chciałem dalej działać. Chociaż mieć dach nad głową.

Spokojna do tej pory Marlena wstaje z fotela.

– A właśnie, kurwa – oznajmia. – Przyniosę ciepłych pączków.

 

Jebana idiotko, komputer zalałaś

Szołbiznes w Bielsku-Białej szedł dobrze, dopóki fani nie zlokalizowali mieszkania Rafatusa.

– Nachodzili mnie, rzucali kamieniami. Jednego dnia tak napierdalali na klatce w drzwi antywłamaniowe, że aż się wygięły. Przyjechała policja z karabinami. Że tu podobno jest strzelane – mówi wzburzony.

– I wtedy się wynieśliście? – pytam.

– To był pikuś! Obsrałem się dopiero, gdy dostałem pismo z renomowanej kancelarii prawnej, że zostanę za swoją działalność ubezwłasnowolniony, wpakowany do kryminału, a w domyśle na końcu wycwelony i zabity. Takie tam były artykuły podane, rozumisz pan?

– Rozumim.

– Nie mogłem spać, cały się trząsłem. Nie kradnę, nie gwałcę, nie stoję pod sklepem, płacę co miesiąc za mieszkanie. Nawet o pieniądze nie proszę, ludzie sami mi je wysyłają.

Marlena robi kilka kroków, Rafał sadza ją na kolanach.

– Podatki nawet, kurwa, płacimy! PIT-37, zakładka „Inne”. Gdyby na mojej drodze nie pojawił się trzeci, uczciwy menedżer, dawno skoczyłbym z okna albo się powiesił.

Agent Rafatusa przysłuchuje się naszej rozmowie przez internet. Nie chce ujawniać nazwiska, bo w tej branży lepiej być anonimowym.

– Dobrze się państwu współpracuje? – zwracam się do postaci w monitorze.

– Nie daję pożyczek na 10 tysięcy, a do oddania 30 – uśmiecha się szeroko. Sprawę z kancelarią prawną wyprostował od ręki: okazało się, że jakiś małolat podrobił pismo i straszył Rafała dla zabicia czasu.

 

Całość na łamach

 

Śródtytuły pochodzą z internetowych kłótni Rafała i Marleny.

Wasze komentarze 28 komentarzy

Odpowiedz na „farałAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.