Motto tygodnia: Robienie wbrew Dudzie idzie Macierewiczowi jak po grudzie.

Niech żyją wilki

numer 17/2015

Obława! Obława! Na rosyjskie wilki obława!

Każde polskie dziecko już od przedszkola wie, że z wilkiem nie ma żartów: ma wielkie oczy, żeby lepiej widzieć postępującą ukrainizację ziem rosyjskich; wielkie uszy, żeby wytyczne Władimira Władimirowicza słyszeć aż z Auschwitz, a także wielkie zęby, żeby po drodze pożreć za darmo wszystkie polskie jabłka na trasie przejazdu.

Wilk to gatunek drapieżnego ssaka z rodziny psowatych. Charakteryzuje się silnymi skłonnościami terytorialnymi.

Zwykle wielkość terytorium zajmowanego przez watahę zamyka się w granicach od 100 do 300 km kw. Zasiedla równiny i góry Eurazji, przejawia również ambicje zasiedlenia Ameryki Północnej. W poszukiwaniu pożywienia, a także w celu zakomunikowania światu, że 70 lat temu państwo, które już nie istnieje, wygrało wojnę, jest w stanie w ciągu doby pokonać dystans kilkudziesięciu kilometrów. Stado liczy zwykle od 15 do 20 dorosłych osobników. Samice i szczenięta mają zakaz wsiadania na harleje, a już na pewno nie na obszarze tak obfitującym w naturalnych wrogów, jak Pogórze Karpackie. Motyw wilka bowiem w kulturze pojawia się zazwyczaj w kontekście negatywnym: „jako drapieżca, zabójca lub wcielone zło” (za Encyklopedią PWN).

Według danych Zakładu Badania Ssaków PAN, liczba wilków w Polsce wynosi około 500 do 600 sztuk, wydawałoby się więc, że każdy nowy osobnik będzie witany czym chata bogata. Tymczasem kłusownicy znad Wisły rzucili się ze sztucerami na 15 słabujących osobników pozostałych na trasie (wszak 5 sztuk padło z braku unijnej wizy), choć wiadomym jest, że przerzedzona już w Brześciu wataha nie jest w stanie zachwiać równowagi ekosystemu w regionie. Jak powieźć wilka? – to pytanie zadaje sobie cała Polska.

Myśliwi z koła łowieckiego przy Wiejskiej i Alejach Ujazdowskich odgrażają się spuszczeniem chartów ze smyczy. „Jeśli dzisiaj ktoś zapowiada taki rajd, to zapowiedź taką traktuję jako prowokację polityczną” – głośno ładuje broń premier Kopacz, szukając potwierdzenia w oczach ministra Schetyny. Ten z kolei szuka w sobie pokładów silnej woli, by prowokatorów przechytrzyć poprzez „brak histerii” – gdyż „robimy (w ten sposób) sporo przyjemności ludziom, którzy w Moskwie i nie tylko nie życzą Polsce dobrze”.

W pomysłach na to, jak nie zrobić Moskwie dobrze, prześcigają się europoseł Paweł Kowal („Lepiej krótko wyrwać zęba niż długo. Nie wpuścić, nie dać się szantażować, że jesteśmy antyrosyjscy”) i Jerzy Dziewulski („Można im się dobrać do skóry, choć wtedy policja będzie miała wrzód na tyłku. Trzeba podzielić ich na 10-15 osobowe grupy z odstępem półgodzinnym”). Z jakim odstępem przepuszczać w przypadku, gdy inna grupa psowatych postanowi podstępnie przejechać przez Polskę standardowym autokarem wycieczkowym (48 miejsc siedzących + 10 stojących) lub wręcz stanowić będzie większość pasażerów Dreamlinera, były antyterrorysta nie zdradza. Dlatego największym profesjonalizmem wykazał się w naszych oczach redaktor Paweł Lisicki, zabierając się „Do Rzeczy” raz, a dobrze: „Zatrzymać na granicy pod pretekstem, że mają niesprawne maszyny”. Koncepcji tej trudno byłoby odmówić pierwiastka szatańskości, gdyby red. Lisicki przewidział skutki uboczne w postaci niechybnej odpowiedzi matecznika wilków: niesprawnych 99 proc. samochodów na przejściu w Gołdapi z naklejką PL.

Wydawałoby się, że w obliczu porażającego ogromu amatorszczyzny tak doświadczony łowca jak pan prezydent, ma w zanadrzu gotowy scenariusz uczynienia z grupy zmotoryzowanych Putinowców trofeum ściennego, okazuje się jednak, że w obliczu realnego zagrożenia jedyne co zrobił szogun, to pobiegł „porozmawiać” z panią minister spraw wewnętrznych. Rząd zastanawia się bowiem, jak zareagować. Na alergię na wilki cierpi również obecny szef Rady Gospodarczej przy premierze ˗ Jan Antony Vincent-Rostowski. Obeznany z tematem były minister finansów akcentuje tu rolę polskiego celnika jako przeszkody na drodze do szczęścia: „osoby zidentyfikowane jako członkowie tej grupy nie powinny zostać wpuszczeni do Polski”.

całość na łamach

Weronika Cichocka i Alicja Wilczewska

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Pan prezydent Komorowski nie powinien dotrzymać słowa danego wyborcom / zresztą jak zawsze/ odkurzyć dwururkę i stanąć w pierwszym szeregu w obronie żywicielki ziemi ojczystej.