Motto tygodnia: Opozycja podzielona, a Kaczor ze śmiechu kona.

Niech się święci 8 marca

numer 10/2019

Patriarchacie, sam se pierz gacie.

8 marca. Jan K. trzyma w ręku czerwonego goździka. Chce powiedzieć: „Wszystkiego najlepszego z okazji święta dziewczynek”, ale nic nie mówi, bo żona ma w rękach czerwonego kota. Kot jest czerwony, bo krwawi. Żona rzuca kotem w jego kierunku. Jan w lot chwyta, że zaczęła się manifa.

 

Wkurw się rodzi

Gmina Brzeziny w Łódzkiem. Z prospektu reklamowego: „W gminie panuje dobry klimat społeczny. Samorząd i mieszkańcy są przychylni dla każdego przybysza. Kto raz odwiedzi gminę, pozostanie tu lub będzie powracał, ponieważ znajdzie tu wszystko, co najlepsze: piękne tereny, czyste środowisko, miejsca wypoczynku, a przede wszystkim pracowitych, solidnych i gościnnych mieszkańców”.

Renata nie musiała odwiedzać gminy, żeby doświadczyć jej uroków, bo od urodzenia mieszkała w wiosce położonej o rzut beretem od Brzezin. Janusz K. też tam mieszkał. Pokochali się szalenie, stanęli więc na ślubnym kobiercu. Pożycie układało się dobrze, dlatego wnet na świat przyszedł syn, a 5 lat później córka.

Początkowo feminizm Renaty miał charakter umiarkowany i głównie wyrażał się wstrętem do wszelkiej pracy. Wszelkiej, bo nie tylko nie wykazywała ochoty na podjęcie roboty zarobkowej, ale po macoszemu traktowała również obowiązki pani domu. A jak już je wykonywała, to nie mogła się powstrzymać od antypatriarchalnych wystąpień.

Gdy Jan wracał z pracy, to owszem, podawała mu obiad, ale okraszając pomidorową frazą: „Żryj, kurwa, i nie narzekaj, bo ci wyjebię”. Jan żarł, choć zupa była za słona.

 

Seks tak, seksizm nie

Jan K. tyrał w pocie czoła na dwóch etatach, zajmował się dziećmi, robił pranie i zakupy. Obelgi mężnie znosił w imię dobra najwyższego, jakim jest rodzina. Był szczęśliwy. Lecz radykalizm Renaty narastał. To, że jest kobietą prawdziwie wyzwoloną, małżonek pojął po powrocie z nocnej zmiany. Położył się w łożu i zasnął, ale wnet zbudziło go uderzenie w krocze.

Otworzywszy oczy, ujrzał nagą żonę dzierżącą w prawicy nożyczki. „Albo mnie wyruchasz, albo po tobie!” – oświadczyła. Jan wyruchał, choć małżonka była zbyt saute.

Od tego czasu seksu żądała równie często, jak pieniędzy na alkohol, czyli codziennie.

Jan nie zawsze stawał na wysokości zadania. Gdy odmawiał kopulowania, w obecności dzieci nazywała go „pedałem z małą kuśką” albo „pierdolonym wałachem”; gdy nie chciał dać na wódkę, był niepotrafiącym zarobić na dom „jebanym nieudacznikiem”. Bolało. Lecz było to tylko preludium.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.