Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Autor
Michał Marszał

Niebiański zapach przepoconych majtek

numer 40/2016

Wartość polskiego rynku odzieży używanej wyceniana jest na ok. 5 mld zł. Według szacunków GUS w 2015 r. sprowadzono do Polski aż 65,6 tys. ton znoszonych ciuchów, głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Norwegii. Pokaźny wskaźnik importu stawia Polskę w doborowym gronie takich potęg gospodarczych jak Ghana, Pakistan czy Uganda. Z informacji przedstawionych przez Izbę Gospodarczą Tekstylnych Surowców Wtórnych wynika, że nad Wisłą działa prawie 30 tys. ciuchlandów, a ubiera się w nich co trzeci dorosły Polak.

Gacie po tacie nie są żadną ujmą dla honoru nowoczesnego człowieka, tym bardziej że w szmateksie da się upolować ciuchy wyjątkowe, nie do dostania w tradycyjnym sklepie, np. lateksowe dziecięce stringi z golfem na szelkach.

Wyprzedaż garderoby używanej prowadzi w internecie nawet królowa pop Doda, od której nabyć można m.in. przepocone czółenka za 159 zł, wysłużone botki za 286 zł albo przechodzony kożuch z norek za 18 tys. zł, onegdaj przykrywający jej piękne cyce.

Nawet inna królowa, bo brytyjska, donasza nakrycie głowy po ojcu Jerzym VI i się tego nie wstydzi…

***

Na rynku istnieje specjalna gałąź, a może nawet i pień odzieży używanej, której największe gryzipiórki od statystyk nie są jednak w stanie spenetrować. Łasy na tę odzież konsument jest wyjątkowo wybredny, choć nie interesuje go zazwyczaj rozmiar, lecz jedynie stopień zużycia garderoby. Klientem tym jest osoba określana w psychiatrii jako jednostka posiadająca parafilię (nie mylić z „parafią”) seksualną związaną z wykorzystaniem obiektów nieożywionych – czyli pospolity fetyszysta (nie mylić z „faszystą”).

Na największym w Polsce portalu aukcyjnym Allegro w momencie wystukiwania tego tekstu oferowanych było 879 przedmiotów zawierających w opisie słowo „fetysz”.

Obiektem pobudzającym seksualność może oczywiście być praktycznie wszystko, łącznie ze stołkiem od fortepianu, tuleją wahacza od fiata seicento albo zdjęciem Romana Giertycha – chociaż oczywiście tuleja wahacza ma nieco więcej seksapilu.

Część ofert na aukcjach stanowią książki tematyczne, znalazło się też miejsce dla ważącej kilogram imitacji stóp ludzkich wykonanych z silikonu medycznego na metalowym szkielecie (jedyne 499 zł), ale większość ofert stanowiły ubrania i obuwie.

Już za 9,99 zł można było zostać właścicielem rozpierdolonych damskich sandałów w rozmiarze 39, które według sprzedającej były „idealne dla fetyszystów”.

***

Frajera wśród kupujących (sądząc po dacie oferty) nie było jednak od dawna widać – byle kierowca autobusu może sprzedać kolekcję zjeżdżonych pantofli, opisując je mianem „dla fetyszystów”.

Dorzucając 5 zł można było nabyć opisywane jako „słodko pachnące, wyglądające bardzo seksownie” adidasy z tworzywa skóropodobnego. „Buciki były noszone przeze mnie na siłownię przez okres jednego miesiąca. Zasmakuj i poczuj naturalną esencję prawdziwej kobiety” – zachęcała właścicielka. Znałem w życiu kilka kobiet, których esencję mógłbym określić mianem woni spoconego buta, ale na zakup się nie skusiłem. Wśród ofert obuwniczych znalazłem za to nawet ofertę dla fetyszystów o skłonnościach azjatyckich – 3-letnie zużyte japonki w kolorze żółtym.

Faceta, którego podnieca ciągłe podnoszenie i obniżanie stóp – i który mógłby opowiadać o tym godzinami – zwie się zwyczajowo ekonomistą. Różnego rodzaju stopy kręcą również metalurgów oraz dyżurnych ruchu, ale prawdziwe świry szukają ukojenia w damskich skarpetach i pończochach.

Użytkowniczka poziomka1971 wystawiła na sprzedaż „używane pończochy samonośne”:

Wnioskując jednak po gabarytach, do transportu właścicielki na pocztę razem z pończochami potrzebny byłby dźwig ciężarowy z nadwoziem samonośnym.

„Ja jestem po to, by pachnieć, a faceci po to, by wąchać mój zapach” – reklamowała odważnie wystawione za jedyne 18 zł skarpety jedna z warszawskich użytkowniczek.

 

całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.