Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Nie palą się do trawy

numer 34/2016

Czy jest szansa dla chorych? Czyli co poszczególne siły polityczne sądzą o medycznej marihuanie.

Tomasz Kalita, były rzecznik SLD, założyciel Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, choruje na glejaka mózgu. Dotknięty śmiertelną chorobą polityk w mediach apeluje o legalizację medycznej marihuany. Ten przejmujący głos jest jednak wołaniem na puszczy.

PiS

Prawo i Sprawiedliwość w temacie marihuany ewoluuje, od śmieszności w kierunku nieporadności. Znana jest archiwalna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który podczas konferencji prasowej najpierw zdumiał się „na pewno trzeba walczyć z marihuaną, ale czy marihuana jest z konopi?”, a następnie ze swadą opowiadał o najnowocześniejszych na świecie metodach walki z narkomanią. Dziś Kaczyński na wieść o medycznej marihuanie nakazał sejmowej komisji zdrowia zająć się tym tematem. Stało się to po rozmowie z Dorotą Gudaniec, matką Maksa chorego na lekooporną padaczkę i aktywistką ruchu zabiegającego o legalizację leczniczych konopi. Wieść o tym, że władca Polski przychylnym okiem patrzy na tę kwestię, wzbudziła entuzjazm wśród zwolenników marihuany (mój również). Dobry przekaz przypieczętowała premier Beata Szydło, w ślad za swoim mocodawcą powtarzając, że trzeba pomóc chorym i medyczna marihuana będzie refundowana przez państwo.

Na tym jednak temat się skończył, refundacja tak jak była za PO, tak jest za PiS.

Kilka osób rocznie ma szansę po przejściu upokarzającej procedury urzędniczej otrzymać zgodę na import i zwrot kosztów dwóch preparatów zawierających marihuanę. Wciąż łatwiej jest importować nad Wisłę uzbrojoną rakietę ziemia-powietrze. Ci, którzy nielegalnie sprowadzają lecznicze konopie, trafiają do więzienia.

Rodzicom Andrzeja Dołeckiego, którzy wieźli dla chorej matki olej konopny, grozi kara pozbawienia wolności do lat 10!

PO

Partia liberalna, za jaką chciała uchodzić Platforma Obywatelska, na pierwszym miejscu stawia wolność swobód obywatelskich (hehe). Dlatego PO jest konsekwentnie przeciwko marihuanie w jakiejkolwiek postaci. Ton nadał Donald Tusk, który jeszcze przed wyborami w 2011 r. oświadczył, że nie będzie żadnej koalicji z partią Janusza Palikota, bo on jest za legalizacją marihuany. Słowa dotrzymał, wybrał sobie za koalicjanta PSL. Tusk, obejmując urząd premiera, w exposé jeszcze raz zaakcentował: „Dopóki będę premierem, nie będzie legalizacji marihuany. Koniec kropka”, co świadczy o jego determinacji być może wynikającej z młodzieńczych doświadczeń. Kamil Sipowicz zdradził w jednym z wywiadów, że w czasach studenckich pokój, w którym mieszkał Tusk, słynął z najlepszego zioła w akademiku.

Po Tusku nastała premier Ewa Kopacz, lekarka. Deklarowała co prawda chęć wprowadzenia medycznej marihuany, ale to za jej czasów robotę w Centrum Zdrowia Dziecka stracił dr Marek Bachański, lekarz, który stosował kurację marihuanową, przynoszącą ulgę dziesiątkom dzieci chorych na padaczkę lekooporną.

Warto zauważyć, że w Platformie Obywatelskiej jest pewien margines polityków będących za legalizacją marihuany, nie tylko medycznej. Należy do nich były koszykarz, były poseł Maciej Zieliński oraz Jarosław Wałęsa, europoseł, syn Lecha. Jednak głosem Platformy w sprawie konopi jest dziś Sławomir Naumann, były wiceminister zdrowia, skądinąd sympatyczny polityk, ale w tej kwestii kompletny gamoń. „Rozumiem, że przepiszemy skręta zamiast morfiny? To jest trochę naiwne myślenie” – powiedział ostatnio podczas wizyty w Tok FM u red. Dominiki Wielowieyskiej, czym przypieczętował opinię, że PO jest najbardziej wsteczną i niekompetentną partią w Polsce, jeśli chodzi o legalizację marihuany medycznej.

całość na łamach

Wasze komentarze 7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.