Motto tygodnia: Fantastyczne! Antoni i jego wojska cybernetyczne…

Natalia i idiotki

numer 44/2016

Gdybym miała nieszczęście zajść w ciążę, przerwałabym ją bez wahania i wątpliwości.

 

Nigdy nie przerwałam ciąży, ale tylko dlatego, że miałam szczęście wyrastać w epoce oświecenia, jaką była Polska Ludowa i wraz z urokami seksu poznałam dobrodziejstwa antykoncepcji. Towarzystwo Rozwoju Rodziny, najstarsza polska organizacja pozarządowa działająca na rzecz zdrowia seksualnego, umożliwiało młodym i nieszczególnie mądrym kobietom – takim jak ja – zakup pigułek hormonalnych za grosze i bez recepty.

*

Zbiorowy orgazm „obrońców życia”, wywołany poczynionym przez piosenkarkę Natalię Przybysz wyznaniem, iż usunęła ciążę, bo po prostu nie chciała mieć trzeciego dziecka – „Oto prawdziwe powody mordowania dzieci, wygodnictwo i egoizm, a nie mówiłem, nananananana!” – był przewidywalny i, w istocie rzeczy, bez znaczenia. Natomiast reakcja wielu osób, uważających siebie za ludzi rozumu, dowodzi, do jakiego stopnia skołtunieliśmy przez ostatnie ćwierć wieku.

*

Na portalach społecznościowych Natalię Przybysz krytykują niewiasty, które przyozdobiły swoje profile hasztagiem „#CzarnyProtest”, zarzucając jej, że „zaszkodziła sprawie”. Żyjąca z życia celebrytów celebrytka Karolina Korwin-Piotrowska poucza piosenkarkę, że „celebryta ma ogromną moc”, a ona, Przybysz, „dała oręż wrogom” i „zniweczyła to, co udało się zrobić, czyli wykreować obraz mocnej, mądrej kobiety, dziewczyny, koleżanki, matki, która ma prawo walczyć o swoje ciało, o to, że nie chce urodzić dziecka z gwałtu, nieuleczalnie chorego i ma prawo do diagnostyki prenatalnej”. No i oczywiście „trzeba myśleć”, „jest edukacja seksualna oraz antykoncepcja”, ale „tutaj chyba jej nie było”.

„Gazeta Wyborcza”, która opublikowała wyznanie Przybysz, w duchu „dawania głosu obu stronom” publikuje też opinię niejakiej Joanny Pachli, która także jest celebrytką, albowiem prowadzi blog „o życiu, kulturze i związkach”. Pachla jest oburzona tym, iż Przybysz „opowiada o własnej, przeprowadzonej wyłącznie na własne życzenie aborcji” i jest jej „tak cholernie smutno, że ta rozmowa w ogóle się ukazała” – bo przecież „»Czarny protest« wymierzony był przeciwko zaostrzeniu obecnych przepisów, a nie domagał się legalizacji aborcji jako takiej”. Broń Boże! „Tyle razy musiałyśmy tłumaczyć ludziom, że nie protestujemy dlatego, że chcemy, by nas na życzenie skrobano”. No, a fragment o książkach i zabawkach, których artystka nie chce przenosić do większego mieszkania, „jest po prostu żenujący”. Po czym wybitna autorytetka z blogosfery oczywiście poucza Natalię Przybysz, że „to nie los przynosi dzieci”.

*

Najbardziej ubawił mnie jednak niejaki Wojciech Krysztofiak, doktor habilitowany z Uniwersytetu Szczecińskiego, który kilka lat temu zawodził w mediach, że jest w swoim miejscu pracy prześladowany za ateizm i nawet z mieszkania służbowego go wyrzucono za wrogość do Kościoła. Pan Krzysztofiak, skądinąd filozof, nie tylko oburza się wystąpieniem Przybysz, ale szczuje na nią prokuraturę: „Natalia Przybysz będzie miała kłopoty, gdyż przyznała się do popełnienia przestępstwa na gruncie polskiego prawa; aborcja z powodów socjalnych jest bowiem zakazana” – co oczywiście jest bzdurą, bo, wbrew życzeniom Ordo Iuris, „nie podlega karze matka dziecka poczętego”. Filozof proponuje też wsadzić ojca jej dzieci – którego zresztą, w iście katolickim duchu unikania zgorszenia, konsekwentnie nazywa „mężem”, choć piosenkarka wyraźnie mówi o „narzeczonym” i „chłopaku”. Tytuł publikacji prześladowanego ateisty: „Natalia Przybysz chwali się publicznie aborcją zdrowego płodu – czy to »zdzirstwo«?”.

Ale tak naprawdę poruszyły mnie nie głupawe reakcje innych, tylko – wstyd powiedzieć – moja własna. Otóż złapałam się na myśli: „Czy ona rzeczywiście musiała mówić o tych książkach?”. Do kurwy nędzy!

*

Prawo do podjęcia decyzji o tym, żeby nie urodzić dziecka, jest fundamentalnym prawem kobiety, uznawanym w 25 na 28 krajów Unii Europejskiej, a nawet w ogłupionych przez neokonserwatywną rewolucję Stanach.

Aborcja z przyczyn społecznych jest legalna w co trzecim kraju świata, dla ochrony zdrowia psychicznego kobiety – czyli de facto z przyczyn osobistych – w dwóch trzecich. W tym w Irlandii – często przywoływanej jako przykład surowszego niż nasze prawa – gdzie legalnym powodem do przerwania ciąży jest groźba samobójstwa kobiety. Ze swoim „kompromisem aborcyjnym” Polska należy do najciemniejszej część globu. Możemy nie mieć siły politycznej, żeby to zmienić – ale musimy zdawać sobie z tego sprawę. Tymczasem ćwierćwiecze obowiązywania napisanej przez ZChN ustawy przeorało polską mentalność w sposób tyle dramatyczny, ile oburzający.

Kto dał internetowym celebrytom prawo do pouczania obcej dorosłej kobiety w sprawie odpowiedzialnych zachowań prokreacyjnych? Kto dał komukolwiek prawo oceniania, czy motywacja kobiety, która podejmuje najbardziej intymną decyzję życiu, jest odpowiednia, czy też nie, czy jest przejawem dojrzałości, czy egoizmu? Kto pozwolił panience, zajmującej się zawodowo najbardziej jałową czynnością na świecie – kiedyś nazywaną plotkarstwem, a dziś noszącą dumną nazwę „celebrity journalism” – decydować, jakie powody do aborcji czynią kobietę „mądrą i mocną”, a jakie są „fanaberią”?

Jak można żyć w kraju, w którym wojujący ateiści nawołują do wsadzania kobiet za przerywanie ciąży? Czy naprawdę wszyscy mamy nasrane w głowach do tego stopnia, że umyka nam prosta prawda, która brzmi: kobieta jest człowiekiem.

*

Gwoli ścisłości, nie uważam płodu ludzkiego za „dziecko” – ale „prawo do życia”, nawet w przypadku prawdziwego dziecka, nie oznacza prawa do dysponowania organizmem matki. Prawo do integralności cielesnej, definiowane jako autonomia jednostki w dysponowaniu własnym ciałem, stanowi jeden z podstawowych wymiarów praw człowieka i nikt nie ma prawa żądać od drugiej osoby, żeby oddała mu do dyspozycji, na zawsze lub na jakiś czas, część lub całość swojego organizmu. Nawet najbardziej zatwardziali „obrońcy życia” nie proponują wprowadzenia przepisu, który zobowiązywałby matkę do oddania dziecku nerki, zostania dawcą szpiku czy choćby oddania krwi – a przecież niejednokrotnie jest mu to niezbędne do życia.

Co prawda jesteśmy na najlepszej drodze: tu i ówdzie prokuratura próbuje wsadzić jakąś kobietę za picie w ciąży – ale na razie, chwała bogu nieistniejącemu, sądy uwalają te próby, przypominając, że picie alkoholu nie jest w Polsce zakazane, a ciąża nie pozbawia kobiety praw obywatelskich. Postępowe media, walczące z prawicową dyktaturą – jak choćby TVN 24 – z wielkim ubolewaniem donoszą o „dziurach w prawie” i publikują głosy autorytetów takich jak „Wojciech Wiza, prawnik z Poznania” (niech nazwisko jego zostanie zapamiętane), którzy mówią, że „środowisko prawnicze jest zgodne co do tego, że przepisy powinno się zmienić”. Istnieje wszakże nadzieja, że przepisu, ubezwłasnowolniającego kobietę w trakcie ciąży, nie zaakceptuje nawet wierny naukom Kościoła Trybunał Konstytucyjny. A już na pewno nie pozwoli na to trybunał w Strasburgu.

Nawiasem mówiąc, niewiasty które popierają „Czarny protest”, „nie dlatego, że chcemy, by nas na życzenie skrobano”, mogą sobie darować. Zaostrzenia przepisów nie będzie, Jarosław Kaczyński zapowiedział to jednoznacznie – w tym samym wywiadzie, w którym padło nieszczęsne i źle interpretowane zdanie o rodzeniu i chrzczeniu dzieci „skazanych na śmierć, mocno zdeformowanych” (chodziło o to, „by było to możliwe ze względu na realną pomoc”, a nie o zakaz aborcji). Sądzę, że nie przestraszył się parasolek, tylko 7 procent Polaków, którzy wcześniej nie planowali głosować, a po aferze z projektem Ordo Iuris zmienili zdanie – ale to tak naprawdę nie ma znaczenia. Kaczyński wybiera bitwy, które toczy i z tej ewidentnie zrezygnował. Toteż kiedy obrońcy życia kpią z nagranych przez TVP na ostatnim „Czarnym proteście” wypowiedzi typu „Jestem przeciwko temu, co się dzieje” – mają sporo racji.

Jeśli ruch kobiecego protestu ma stać się istotnym i słyszalnym elementem dyskursu publicznego, musi mieć jasny i oczywisty postulat: przyjęcie europejskiego standardu w zakresie ustawodawstwa aborcyjnego.

Trochę to potrwa, ale kiedyś tam dojdziemy – jeśli w ogóle zaczniemy iść.

Wasze komentarze 11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Autonomia jednostki w dysponowaniu własnym ciałem… Też mi dobre. Kurwa mać jak ja bym chciał żeby więcej mężczyn w tym zaścianku Wszechświata, jakim jest ten kraj miało tyle autonomii w podejmowaniu decyzji, żeby stanąć murem za swoimi kobietami; żonami, córkami, matkami. W tej chwili to kobiety przejęły męską rolę – i poszły na wojnę z tym systemem. Kolesie tacy jak wspomniany z nazwiska pan Wojciech, za przedmiotowe traktowanie kobiet winni postarać się o wizę na Kamczatce. A w ogóle to istnieje prosty sposób na skończenie tego wpierdalania się w nie swoje sprawy różnego rodzaju dewiantów w czarnych kieckach, moherowych beretach i cała rzesza innych zjebów. Trzeba ustanowić prawo, które jednostkę będzie traktowało jako prawdziwie autonomiczny byt, czyli jeśli ja fizycznie nikomu nie szkodzę, to wara komu od mojego ciała i vice versa.

    • Widzisz, ale możesz zaszkodzić jajecznicy, a jajecznica jest bytem.

      • No tak, masz rację, dla wielu lepiej by było gdybym ja był niebytem. Na szczęście ja ich postrzegam swoim bytem, poprzedzonym przyimkiem od.

    • „Trzeba ustanowić prawo, które jednostkę będzie traktowało jako prawdziwie autonomiczny byt, czyli jeśli ja fizycznie nikomu nie szkodzę, to wara komu od mojego ciała i vice versa.” dlaczego akurat takie? Wg Św. Widzimisia?

  • Kurwa kurwie łba nie urwie. To a propos zachwytów p. Wołk-Łaniewskiej nad p. Przybysz.

  • Proszę się nie powoływać się na „europejskie standardy” dopóki do kościoła chodzi u was tak z 10 razy więcej obywateli niż w pozostałych krajach Europy.

  • cóż, wszytko dobre, co się dobrze kończy mam nadzieję, że każda epoka ma swój kres tak i średniowiecze w obecnej RP też musi się kiedyś skończyć, a z optymizmem patrzę sobie na: handel.auto.pl