Motto tygodnia: Kto obchodzi, mocne niech przyjmie życzenia wielkanocne.

Nasza basza

numer 46/2018

A pomnik brata widział ogromny.

W lutym w typowej dla siebie małodusznej złośliwości porównałam przyjęty wówczas projekt pomnika Prezydenta Profesora Lecha Kaczyńskiego do monumentów Lenina. Teraz, gdy pomnik stoi i swym wyniosłym pięknem cieszy oczy, przyszła pora na samokrytykę: jest oczywistą oczywistością, iż dzieło to nie ma w sobie nic z bolszewika, komunisty, internacjonalisty i ateisty, który przyniósł na świat czerwoną zarazę. Wykazuje natomiast uderzającą bliskość z monumentem ku czci prawdziwego ojca bratniego nam narodu, podobnie jak Polska wyzwolonego spod komunistycznego jarzma 3 dekady temu; przywódcy oddanego Bogu i ojczyźnie, wiernego takim wartościom, jak wiara, tradycja i porządek.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego stanowi wierną kopię jednego z pomników zmarłego 12 lat temu przywódcy Turkmenistanu Saparmurata Nyýazowa, we wdzięcznych sercach swego narodu zapisanego jako „Turkmenbasza”.

W losach obu wielkich mężów stanu zachodzą zadziwiające podobieństwa.

 

Pod sowiecką okupacją

Obydwaj urodzili się pod sowiecka okupacją – Nyýazow w 1940 r. w Turkmeńskiej SRR, Kaczyński 9 lat później w PRL, będącą wszak Polską, której „nie było w ogóle”. Obydwaj mają pewien problem z postacią ojca. Ojciec Prezydenta RP i jego brata oskarżany bywa przez wrogów dobrej zmiany o to, iż, jako powstaniec warszawski z Virtuti Militari radził sobie zaskakująco dobrze w mrocznych czasach stalinizmu, co może – powiadają nikczemnicy – wskazywać na jego niejawne powiązania z władzą ludową. Ojciec Turkmenbaszy poległ w walce z Niemcami – głosi oficjalna biografia, choć wrogowie ojca narodu rozpowszechniają potwarze, jakoby został rozstrzelany za dezercję z Armii Czerwonej.

 

Niemal święte matki

Natomiast matki obu przywódców były kobietami świętymi, zasługującymi na wdzięczność i uwielbienie narodu – choć trzeba przyznać, że Turkmenbasza zrobił w tym kierunku więcej niż jego polski bliźniak. Imieniem Gurbansoltan-eje – to oficjalny tytuł matki Saparmurata Nyýazowa – nazwano nie tylko miasto w powiecie Yylanli czy pałac ślubów w Aszchabadzie, ale także kwiecień (miesiąc) oraz chleb (generalnie – jak w „gurbansoltana naszego powszedniego”). Wizerunek Gurbansoltan-eje zastąpił także symbol Temidy w turkmeńskim sądownictwie. W tym zakresie w Polsce pozostało jeszcze sporo do zrobienia.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Tak se myślę o tych Kaczorach, Dudach & Company.
    Oni z ruchaniem łatwo nie mają.
    To, że do żon się nie chce to nie ich wina. Taka natura.
    Ale, choć portfele pełne, na kurwy pojść niesposób. Dookoła security, dziennikarze, a nawet zwykli przechodnie. Każdy ze smartfonem w kieszeni. A wezwać kurwę tylnymi drzwiami do pałacu… durne marzenia, to samo.
    No dobrze, a jak nie kurwy to może skok w bok? Praktykantki jakieś? Ha,ha. Przecież cichodajki, te niby „przyzwoite” tylko jedno mają na myśli. I nie jest to seks.
    Zostaje ostateczność – seks on-line. Ale i tu jest problem. Ni idzie, ni chuja. Służbowy notebook jest może i nie do zhakowania, ale sysadminy z obsługi pałacu mają logi. A gdyby co, to głupi nie są. A taki prywatny komputerek to tak jakby mieć agenta NSA na kolanach, maja każdą stronę pormo pod kontrolą.
    I dziwicie się, że im w łbach odbija?

  • Ponieważ pisanie o pomniku tego tumana i miernoty l. kaczyńskiego staje się powoli nudne, więc tylko powiem krótko, że są te pomniki bardzo potrzebne, w takiej wersji jak po wylądowaniu przez niego z brzozy, po katastrofie do której doprowadził : 2-głowy, 3-nogi, 4- ręce. Po to, aby polskie matołki sobie zapamiętały kogo wybierają na tzw prezydenta. A teraz dodatkowo zagadka dla dewotów katolickich, ku pocieszeniu: „Która kuupa jest bardziej święta, ta naasrana przez katolickiego bożka,tzw barana bożego, czy też ta nakichana przez święconego idola zwanego zawsze dziewicą? (mo0że zawsze klimakterium)”