Motto tygodnia: W Kijowie w jednej chwili, w Warszawie w drugiej chwili. Struś Pędziwiatr? Nie. Micheil Saakaszwili!

Autor
Michał Marszał

Milcenie łowiec

numer 44/2017

Umówiłem się z nią na dziewiątą.

Nastały w Europie czasy: bezczelnych zdrajców, niemieckich szmat, V kolumn, totalistów, skorumpowanych alkoholików, lewaków i faszystowskich bojówek, zbłąkanych kosmopolitów bez ojczyzn, matek i ojców, wyznawców kulturowej płci, erotomanów, seksualnych patologii i politycznej poprawności, zabójców dzieci i rodziców, zniewieściałych facetów w rurkach i różowych baletkach, adoptujących pszczoły, drzewa i małpy, politycznych szantażystów i islamu, wielbicieli kóz, satanistów, bogobójców i ćpunów, genderowego terroru, politycznych bejsbolistów, kłamców, polityków bez właściwości i zdolności honorowej. Zbrodnia na naszej Europie. Katolicka Polska trwa, broni się” – stwierdziła niedawno posłanka Krystyna Pawłowicz i nawet nie zabrało jej pogotowie. O ile widok satanistycznej małpy w różowych baletkach adoptującej naćpane niemieckie dziecko faktycznie mało kogo potrafi w Europie zaskoczyć, o tyle kwestia wielbienia kóz rozpala mieszkańców naszego kraju coraz namiętniej. Niechętnych przyjmowaniu arabskich imigrantów – którzy w powszechnym mniemaniu gdy tylko nie są zajęci montowaniem bomby do pasa albo staniem w kolejce po zasiłek, oddają się gwałtom na naszych braciach mniejszych – jest według różnych sondaży ponad 70 procent Polaków.

 

Wysed jo se łoncke kosić

„Kto nie skacze, kozojebca!” – skandowano w czerwcu 2015 r. na antyimigrackim marszu narodowców w Warszawie. Gdy w styczniu 2017 r. w Ełku podczas słynnej bitwy pod kebabem wojska osmańskie odbiły z rąk miejscowego łebka 3 butelki coca-coli („Niektórzy coca-colę od wolności wolą” – pisał Jan Brzechwa), w internecie zaroiło się od komentarzy przypisujących Arabom jebanie kóz – a przecież zadźgano wtedy tylko człowieka. „Czym się oni różnią od naszych, »owco i jagnio« jebców z południa Polski? Że umieją kebabić?” – pytał wówczas Piotr Najsztub*, słynny łamacz serc kobiet młodszych i żeber kobiet starszych.

W celu rozładowania narastającego konfliktu wokół miłości międzygatunkowej postanowiłem wybrać się do Zakopanego i przepytać miejscowych baców, juhasów i gazdów, czy faktycznie dymają jagnięta i owieczki, aż im z dupy idzie zsiadłe mleko, hej!

Już pobieżna analiza doniesień prasowych sugeruje, że gwałcenie zwierząt w dumnie broniącej się przed najazdem zachodnich wartości katolickiej Polsce nie jest zjawiskiem nieznanym. Rok i 4 miesiące spędzić za kratkami miał mieszkaniec wsi Rogożajny koło Suwałk, który w 2015 r. uprawiał seks z cielakiem, przy okazji wkładając kotu do pyska zapalone papierosy – i to na oczach własnej wnuczki.

Kota na punkcie kopytnych miał z kolei 17-latek z Węgorzewa, który w 2011 r. ukradł i zgwałcił kuca – na szczęście nie Kazimierza, słynnego śląskiego reżysera, tylko zwierzę swojego sąsiada.

Z byle kim nie prowadzał się za to Mariusz P., który w zeszłym roku próbował w Janowie Podlaskim dla odmiany zgwałcić Araba – nie człowieka, lecz konia, na czym przyłapał go stajenny.

„A pies go jebał” – można by z kolei pomyśleć o Edwardzie C. z Tyczyna, gdyby akurat nie było odwrotnie. 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i przepadek kochanka na rzecz Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Kundelek” – taki wyrok usłyszał 30-latek za kopulację z czworonogiem. I to przynajmniej wymaga społecznej pochwały – w tym wypadku własnym.

 

Słónko świciło

Moją pierwszą rozmówczynią była bacowa** z Witowa, wsi położonej tuż przy granicy ze Słowacją. Niespecjalnie ucieszyła się z zainteresowania mediów tematem molestowania seksualnego zwierząt przez górali, skoro w państwie jest tyle innych ważniejszych spraw.

– To jest gupie dla nos! A kto taki mit pusco?

– Ludzie gadają.

– Górole nie bendo się na takie tematy nawet wypowiadać! Mozecie napisoć, zeście byli u bacowej i ludzie tu zwierzenta sanujo.

– Czyli nie spotkała się Pani z przypadkiem kontaktu seksualnego człowieka ze zwierzęciem?

– A gdzie sie bedzie chłop do owcy dobieroł? Dzisiej to se stucną babę pryndzej kupi.

– I będzie ciągnął na plecach w góry?

– Panie! U nas śtyrysta pińdziesiąt stuk łowiec. Pięciu chłopów ich pilnuje. Jedni dojo, drudzy zaś do sałasu oscypki chodzo robić. Nie ma casu na takie rzecy.

– A wpadła Pani kiedyś do męża z kontrolą?

– Baby do św. Jana na hale nie chodzo. Siedzo w chołupie z dzieciskami. Ale zdarzajo się tera takie nowocesne, co ido doglondnać, coby się turystki koło chłopa nie kręciły.

– Pytam o to wszystko, bo Arabom zarzuca się nałogowe współżycie z kozami. Posłanka Pawłowicz tak na przykład twierdzi.

– Z kozami? Mowy takiej ni ma! Chyba ze jakiś psychol, co sie naćpoł!

Po kupieniu czterech oscypków za 40 zł otrzymałem od bacowej gratis torbę foliową i lekcję na temat przyczyn rozkładu moralnego ludzkości: – Kiedyś cłowiek myśloł, cy ino bedzie co w chałupie pojeść. Tera jest dobrobyt i ludziskom się w głowach psewraca. Jakby była bida, głód od pocątku, to by ludzie tera byli lepse!

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.